Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

7 kwietnia 2019

NR 4 (Kwiecień 2019)

Trudna religia

82

Jeżeli ta praca zbliżyła mnie do jakiejś religii, to do mojej własnej. Takie pojęcia jak miłość do drugiego człowieka, pochylenie się nad drugim człowiekiem, bycie dla drugiego człowieka są kluczowe w tej religii, którą wyznaję.

Piotr Żak: Co spowodowało, że zdecydował się Pan na pracę przy filmie poruszającym tak drażliwy i bolesny temat, jak pogrom Żydów w Kielcach w 1946 roku?

Michał Jaskulski: Zaczęło się od ciekawości. Trzy, może cztery lata przed rozpoczęciem pracy nad filmem „Przy Planty 7/9” zatrudniła mnie dwójka młodych amerykańskich Żydów z Nowego Jorku, którzy przyjechali do Krakowa robić dokument o dzielnicy żydowskiej Kazimierz. W czasie zdjęć okazało się, że mają z góry przyjętą tezę: wszyscy Polacy to antysemici, a Kazimierz to coś w rodzaju żydowskiego parku tematycznego. Ich postawa zaintrygowała mnie. Moja mama była rozkochana w żydowskiej muzyce, a koledzy pracowali jako wolontariusze przy Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie. W ogóle nie przychodziło mi do głowy, że ktoś może myśleć i mówić o Polakach jako antysemitach. Spotkanie z tymi młodymi Żydami spowodowało jednak, że zaczęły mi się otwierać różne klapki. Jakiś czas potem skontaktował się ze mną Larry Loewinger z Nowego Jorku. Zaproponował, żebym zrobił zdjęcia do jego filmu związanego z pogromem kieleckim, o którym niemal nic nie wiedziałem. Ta propozycja była świetnym pretekstem, żeby poszukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie: skąd bierze się to dziwne patrzenie Polaków na Żydów i Żydów na Polaków?

Wspomniał Pan, że młodzi żydowscy filmowcy przyjechali z nastawieniem, że wszyscy Polacy to antysemici. Czy Larry Loewinger i Pan też przystąpiliście do realizacji filmu z jakąś gotową tezą?

Nie mieliśmy tezy. Początkowo jego bohaterem miał być Jack Sal, amerykański artysta żydowskiego pochodzenia, autor monumentu „White Wash II”, stojącego w Kielcach nieopodal siedziby Stowarzyszenia im. Jana Karskiego przy ul. Planty 7/9. Pierwsze materiały, jakie z Larrym zrobiliśmy, były o powstawaniu tego pomnika, a więc trochę o sztuce, trochę o pogromie. Jack jednak już więcej do Kielc nie przyjechał, a my podczas pierwszego tygodnia zdjęciowego przypadkiem trafiliśmy na debatę, która odbyła się jako część obchodów 60. rocznicy pogromu. Zobaczyliśmy wielu ludzi dyskutujących o pogromie, ale w bardzo złych emocjach. Zdumieni zdaliśmy sobie sprawę, że po 60 latach ta tragedia wciąż wywołuje niezwykle silne napięcia. Postanowiliśmy spróbować zrozumieć ten fenomen, grzebiąc w przeszłości, docierając do ludzi, którzy mogliby nam coś powiedzieć. Rok później, czyli w 2007 roku, spotkaliśmy w Kielcach Yaacova Kotlickiego, wtedy i dzisiaj honorowego przewodniczącego Ziomkostwa Kieleckich Żydów w Tel Awiwie.

Skontaktował nas z ocalałymi z pogromu, którzy mieszkali w Izraelu. Spotkania z tymi ludźmi były dla nas ogromnym przeżyciem, bo nie do końca wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać. 

W filmie szczególne wrażenie robi rozmowa z Miriam Guterman i Ziutą Hartman.

Spotkanie z nimi okazało się jednym z najważniejszych wydarzeń. W trakcie rozmowy zobaczyłem niebywale skomplikowaną relację, jaka je łączyła, ich niezwykle złożone emocje związane z Polską. Ziuta wyjechała z Polski dosyć późno i zapowiedziała, że nigdy do tego kraju nie wróci. Twierdziła, że zaznała więcej krzywd od Polaków niż od Niemców. Do końca życia w swoim pokoju, który nazywała „małym Yad Vashem”, trzymała książki niemal wyłącznie o Holokauście, a na ścianie przykleiła taśmą swastykę i zdjęcia z getta w Warszawie. Miriam też miała różne złe doświadczenia wojenne – jej brata zamordowali chłopi, gdy przechodził z jednej kryjówki do drugiej – a mimo to przepełniała ją miłość do Polski. I właśnie to splątanie miłości do Polski i cierpienia, poczucia krzywdy, okazało się bardzo ważne. Zobaczyliśmy też, jak niewiele trzeba, żeby miłość zaczęła się ujawniać bardziej niż cierpienie.

Ostatecznie bohaterem filmu został Bogdan Białek, prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego. 

Kiedy wiedzieliście, że to właśnie on będzie główną postacią?

To dojrzewało dosyć wolno. Po raz pierwszy spotkaliśmy się z Bogdanem na początku pracy, ale już wtedy poczuliśmy, że może się narodzić coś niezwykłego. Potem była jego poruszająca rozmowa z Miriam i Ziutą. Ona pokazała, jak łatwo ulegamy stereotypom na temat wrażliwości polskiej i żydowskiej. Zapominamy, jak wielką rolę w jej kształtowaniu odgrywały i wciąż odgrywają osobiste doświadczenia. 

A potem była długa rozmowa z Bogdanem, która ukształtowała nasze myślenie o filmie. Powiedział wtedy, że ma w sobie ogromne pokłady współczucia dla Żydów z powodu tego, co ich spotkało na polskiej ziemi, ale ma też wiele współczucia dla Polaków, nawet dla sprawców pogromu. Ostatecznie ta refleksja nie znalazła się w filmie, ale zapadła w nas niezwykle mocno. Zdaliśmy sobie sprawę, że mamy przed sobą kogoś, kto patrzy na relacje polsko-żydowskie z zupełnie unikatowej perspektywy. Z czasem zrozumieliśmy, że Bogdan patrzy na sprawców jak na ludzi, zastanawia się, jaką gehennę musieli przejść, jakich doznać ran, że dopuścili się czegoś tak strasznego. Stąd się brało jego współczucie. W 2009 roku podjęliśmy z Larrym decyzję, że to Bogdan będzie główną postacią naszego filmu, a Larry zaproponował mi, żebym został współreżyserem.

Mniej więcej po ośmiu latach zbierania materiałów przystąpiliście do ostatecznego montażu. Trudno było pracować ze świadomością, że każdy dzień przybliża do zakończenia czegoś bardzo ważnego w waszym życiu?

To był wyjątkowy okres. Oczywiście wcześniej też przeżywaliśmy różne trudne momenty. Mniej więcej po sześciu latach ogarnęło nas bardzo przygnębiające poczucie, że tak naprawdę zmarnowaliśmy ten czas, bo usiłujemy robić coś, czego nikt nie chce. Staraliśmy się zainteresować naszym filmem różne telewizje. Jedna z niemiec­kich stacji odpowiedziała nam, że powinniśmy do nich przyjść, jak zaczynaliśmy, to powiedzieliby nam, jak go mamy zrobić. Producenci izraelscy uznali, że taki film można pokazać w telewizji co najwyżej w Dniu Pamięci o Holokauście. W Polsce mieliśmy cały czas poczuci...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy