Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Praktycznie

12 czerwca 2018

System decyduje?

20

Nawet gdybyśmy obsesyjnie chronili prywatność i unikali serwisów społecznościowych, informacje o nas i tak będą przeciekać poprzez naszych znajomych, którzy korzystają z tych serwisów. Cokolwiek robimy w Internecie, powinno to być przemyślaną decyzją.


LILLA PONCYLIUSZ-GURANOWSKA: Kiedy powiedziałam znajomym, że przygotowuję się do wywiadu na temat Internetu Rzeczy, spytali zdziwieni: „To ty się na tym znasz?”. Tak jakby wymagało to specjalistycznej wiedzy. A przecież z tzw. smart przedmiotami – czyli połączonymi z Internetem – mamy do czynienia wszyscy. Czy często spotyka się Pan z reakcją, że bezpieczeństwo w Internecie to temat tylko dla komputerowych maniaków?
CHRIS PINCHEN: Wielu osobom wydaje się, że kwestia ochrony prywatności w Internecie dotyczy tylko wysokiej klasy specjalistów IT. Mówią: „ja się nie znam, mnie to nie dotyczy”. Mylą się. To dotyczy nas wszystkich! Dlatego tak ważne jest uświadamianie ludzi w tym zakresie.
Prowadzimy w Luksemburgu bezpłatne warsztaty o tym, jak chronić swoją prywatność w sieci. Przychodzi na nie coraz więcej osób, więc chyba świadomość tego problemu znacznie wzrosła w ostatnich latach.
Kiedyś świadomie podejmowaliśmy decyzję, że chcemy się połączyć z Internetem. Teraz, czy chcemy tego, czy nie, jesteśmy stale online: w sklepach otaczają nas kamery, wszędzie jest Wi-Fi. Każdy telefon ma specjalny numer, którego nikomu nie wolno zmieniać, więc kiedy idzie pani do supermarketu z włączoną komórką, spece od marketingu śledzą przemierzaną przez panią trasę. To samo dzieje się na lotniskach. Na lotnisku Schiphol w Amsterdamie podróżnych wita informacja, że poprzez swoje smartfony są „widoczni” dla obsługi lotniska. Jeśli chcielibyśmy uniknąć takiego śledzenia, musielibyśmy po prostu zostawić telefon w domu. Tak zresztą postępują terroryści – zostawiają telefony w jednym kraju, a sami jadą do innego. Służby nadal śledzą ich telefony, a oni już dawno przekroczyli granice.

Skoro taki jest współczesny świat, to czy pogodzenie się z faktem, że jesteśmy stale śledzeni, monitorowani i ktoś wykorzystuje nasze dane do swoich celów, nie byłoby najlepszym wyjściem?
Nie, nie zgadzam się z taką tezą. Pamiętajmy, że twórcy sieci nie zakładali, że będą globalnie gromadzić i przetwarzać dane. To użytkownicy Internetu przyjęli model, w którym dominują trzy darmowe serwisy, czerpiące profity finansowe ze zbierania i przetwarzania danych osób korzystających z tych serwisów.
Profesor Shoshana Zuboff nazywa ten typ działania „kapitalizmem nadzoru”. W tym modelu dostęp do codziennego życia użytkownika jest sprzedawany, a uzyskiwane w ten sposób informacje wykorzystywane są do zmiany zachowań użytkownika na takie, które przyniosą zysk zajmującym się tym procederem firmom.
Ten model został wygenerowany sztucznie, Internet to tylko infrastruktura. To my, użytkownicy sieci, decydujemy, w jaki sposób będziemy z niej korzystali.

Jesteśmy w stanie podjąć decyzję, jeśli jesteśmy świadomi tych mechanizmów. Chyba szczególnie narażoną grupą są dzieci.
Od kilku lat rządy wielu państw podejmują konkretne kroki mające na celu ograniczenie wykorzystywania danych użytkowników, szczególnie danych dzieci. Jednym z takich kroków jest unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych – General Data Protection Regulation.
Gdy Tim Berners-Lee i Robert Cailliau stworzyli globalną sieć – a było to w 1989 roku – mogli bez trudu zastrzec swój wynalazek prawem patentowym. Nie zrobili tego jednak, bo chcieli, żeby z dobrodziejstw Internetu mogli korzystać wszyscy. Powinniśmy zrobić, co w naszej mocy, by wrócić do tego pierwotnego założenia, że Internet ma być czymś dobrym, przyjaznym dla użytkowników.

Domyślam się, że jako specjalista od ochrony danych w Internecie nie ma Pan konta na popularnych portalach społecznościowych.
Wprost przeciwnie. Na przykład na Twitterze mam aż 18 kont! Media społecznościowe są użytecznym narzędziem. Jeśli chcemy uczestniczyć aktywnie w świecie, nie możemy udawać, że one nie istnieją.
Oczywiście wciąż podejmowane są próby stworzenia portali alternatywnych wobec największych graczy na rynku, ale te narzędzia – co tu kryć – nie są tak samo efektywne.
Dobrym wyjściem jest zatem nie unikanie portali społecznościowych, ale raczej bardziej świadome korzystanie z nich, świadome i odpowiedzialne zamieszczanie treści. Jeśli prześledzi pani historię mojej obecności na Twitterze, zobaczy pani, że na początku zamieszczałem tam bardzo prywatne informacje, na przykład cytowałem moje rozmowy z żoną. Z czasem, kiedy moja świadomość w zakresie bezpieczeństwa w Internecie rosła, przestałem zamieszczać tam jakiekolwiek prywatne informacje o mnie i moim życiu. Stałem się swoim własnym cenzorem. Do takiego podejścia zachęcam też innych, choć zdaję sobie sprawę, że autocenzura może ograniczyć naszą wolność komunikacji. Nie chcemy jednak doprowadzić do tego, by rządził nami strach przed algorytmami czy wykorzystaniem naszych danych.

W jaki sposób specjalista zajmujący się prywatnością w Internecie chroni własną prywatność?
Jak już wspomniałem, kluczem jest świadomość, że nasza aktywność online jest monitorowana, bo jeśli o tym wiemy i pamiętamy, to zachowujemy się inaczej.
Dzisiaj oglądałem ulubiony serial na Netflixie. Wiedząc o tym, że moje zachowanie podczas oglądania jest monitorowane – cały czas: kiedy wychodzę zrobić sobie herbatę, kiedy robię przerwy itd. – klikałem podczas oglądania w przypadkowe witryny i w ten sposób oszukałem system. Jednak to też nie jest rozwiązanie idealne. Sarah Jamie Lewis, badaczka zajmująca się analizą danych, zwróciła uwagę na to, że nasze przypadkowe zachowania wcale nie są przypadkowe. Nawet jeśli usiłujemy stworzyć wrażenie, że klikamy w pierwszy lepszy materiał, to specjaliści są w stanie odtworzyć wzór naszego „przypadkowego” klikania.
Przede wszystkim skoncentrowałbym się więc na oddzieleniu życia prywatnego od zawodowego i na uświadomieniu sobie, że nie widzimy wszystkiego. Jeśli pani przyjaciel ma konto na Facebooku, to wcale nie widzi pani wszystkich informacji o nim, ale tylko te, które system, algorytm uznał za „odpowiednie” dla pani. Tak samo dzieje się podczas wyszukiwania informacji. Jeśli oboje użyjemy wyszukiwarki, by dowiedzieć się czegoś na interesujący nas temat, to system inne strony pokaże pani, a inne mnie. Bierze bowiem pod uwagę lokalizację, dotychczasową historię przeglądanych stron. I to on decyduje za nas, co mamy widzieć w Internecie.
Coraz więcej osób zdaje sobie z tego sprawę i zaczyna używać szyfrowanych aplikacji do rozmów na tele...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy