Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

12 sierpnia 2016

Strach z lotu ptaka

15

U jednych skok na bungee czy wspinaczka wysokogórska wywołuje ekscytujący dreszcz emocji. Inni wiele oddaliby za to, by nigdy tego nie doświadczyć. Dla osób cierpiących na lęk wysokości zwykła przejażdżka windą lub przejście nisko zawieszoną kładką są jak lot w kosmos lub spacer nad kilkusetmetrową przepaścią i stają się źródłem cierpienia niemal nie do zniesienia.

Wybraliśmy się z przyjaciółmi na wycieczkę do jednego z najpiękniejszych polskich miast. Niestety, pogoda nagle się popsuła – lało jak z cebra, więc spacery zabytkowymi uliczkami nie wchodziły w grę. Postanowiliśmy wdrapać się na wieżę katedry i obejrzeć miasto z góry. Dla Jurka wycieczka skończyła się w chwili, gdy padły słowa „z góry”. Długo nie ujawniał swojej słabości („to takie niemęskie”), ale w końcu powiedział nam, jak wielki lęk przeżywa, jadąc w górę ruchomymi schodami, wdrapując się na piętra wysokich budynków, jadąc przeszkloną windą, przechodząc kładką dla pieszych.

Gdy przyznał się do tej słabości, życzyłem mu w duchu, żeby jego problem nie osiągnął tak ostrej formy, jak u jednej z moich pacjentek. Lęk wysokości dopadał ją właściwie wszędzie – gdy wjeżdżała samochodem na niewielkie wzniesienie, gdy schodziła po schodach do sąsiadki, a nawet gdy oglądała ujęcia telewizyjne, w których kamera kierowana była z góry na dół. Ani Jurek, ani moja pacjentka nie mieli pojęcia, skąd wziął się ten nieracjonalny lęk.

Spacer po linie
Gdy znajdujemy się na dużej wyso[-]kości, brakuje nam informacji wzrokowej o pozycji naszego ciała wobec innych przedmiotów, co może wywołać zawroty głowy, wrażenie kołysania się i odurzenia, a tym samym zwiększa się ryzyko utraty równowagi i upadku. Dla osób uprawiających wspinaczkę górską, skoki spadochronowe lub paralotniarstwo taki stan jest zazwyczaj źródłem przyjemnego podekscytowania. Są jednak osoby, u których przebywanie na wysokości i związane z tym odczucia wzbudzają nieracjonalny lęk – lęk wysokości, czyli tzw. akrofobię.

Niektórzy ludzie mają szczególne skłonności do zawrotów głowy, zamroczeń i zaburzeń równowagi ze względu na niskie ciśnienie krwi, cukrzycę, problemy ze wzrokiem lub narządem równowagi. Pojawieniu się tych symptomów może sprzyjać zażywanie niektórych leków (np. antydepresyjnych, uspokajających lub hipotensyjnych) oraz obniżenie wydolności układu krwionośnego (np. w wyniku choroby lub niskiej sprawności fizycznej) czy związane ze stresem chroniczne napięcie mięśni w okolicach ramion, karku, głowy i klatki piersiowej, które poprzez zwężenie naczyń krwionośnych i nieefektywne oddychanie zmniejsza ilość krwi dostarczanej do mózgu.

Zwykle jednak te czynniki ryzyka nie są wystarczające, by pojawił się lęk wysokości. Patologicznego lęku wysokości możemy „nabawić się” bowiem wtedy, gdy skojarzymy wysokość z zagrożeniem. Może to odbywać się na drodze warunkowania klasycznego, kiedy sytuacja, w której pojawiają się zawroty głowy, omdlenie lub zamroczenie, staje się sygnałem zagrożenia i uruchamia lęk wysokości. Tego, że pewne sytuacje są niebezpieczne, uczymy się poprzez obserwowanie (tzw. modelowanie) lub wyobrażanie sobie zagrożenia (warunkowanie w wyobraźni), albo też dowiadujemy się od innych, że dana sytuacja stanowi zagrożenie (warunkowanie przez instruowanie). U mojej pacjentki cierpiącej na lęk wysokości zadziałały niemal wszystkie te mechanizmy. Gdy była małą dziewczynką, wpadła na pomysł, by wspiąć się na poręcz balkonu.

Mama ze strachem w oczach rzuciła się jej na ratunek, a następnie wygłosiła długie kazanie o niebezpieczeństwach takiego zachowania (warunkowanie przez instruowanie). Od tego czasu wolała trzymać się z daleka od przepaści, wyobrażała sobie bowiem, że mogłaby faktycznie stracić równowagę i spaść (warunkowanie w wyobraźni). Przez wiele lat udawało się jej skutecznie unikać wysokości. Prawdziwy lęk wysokości zaczął jej dawać się we znaki dopiero w wieku 50 lat. Wtedy to coraz częściej zaczęła odczuwać efekty niskiego ciśnienia krwi, na przykład zawroty głowy przy wstawaniu czy wysiłku fizycznym. W tym samym czasie znalazła nową pracę – co już stanowiło źródło stresu – do której mogła dotrzeć tylko po kładce nad torami. W wyniku warunkowania klasycznego kładkę zaczęła kojarzyć z zagrożeniem.

Jak rodzi się lęk
Mechanizm naszego działania w sytuacji zagrożenia wykształcił się w drodze ewolucji setki tysięcy lat temu. Gdyby go nie było, nasi przodkowie prawdopodobnie zginęliby. To, co było przydatne przez setki tysięcy lat, nadal funkcjonuje, choć dawno temu opuściliśmy jaskinie, a istniejące zagrożenia minimalizujemy, wynajmując firmy ochroniarskie i chowając się w zamkniętych osiedlach. Ze względu na swoją „wiekowość” mechanizm reakcji na strach jest głęboko zakorzeniony w ewolucyjnie starych strukturach naszego układu nerwowego i nie przewiduje zaangażowania ewolucyjnie młodej kory mózgowej, czyli tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za zastanawianie się.

I dobrze – aby uniknąć zagrożenia, nasz organizm musi przecież działać szybko i w razie potrzeby musi poświęcić wszystkie swoje zasoby na walkę lub ucieczkę. Informacja o zagrożeniu dociera do ciała migdałowatego, które „decyduje” o podjęciu odpowiednich działań. Jeśli znajdujemy się w sytuacji zagrożenia, ale nie jest jeszcze do końca pewne, co się wydarzy, nasz organizm zastyga w oczekiwaniu. Rozszerzają się wtedy źrenice, zwiększa się gotowość mózgu do odbioru informacji z narządów zmysłu. Jeśli jednak zetknięcie się z bodźcem lub sytuacją zagrażającą jest nie do uniknięcia, nasz mózg włącza „drugi bieg” i – głównie przy pomocy współczulnego układu nerwowego – przygotowuje się do działania. Serce zaczyna łomotać, oddech przyspiesza, rozszerzają się naczynia krwionośne doprowadzające krew do mięśni, serca i płuc, a zwężają się naczynia krwionośne zaopatrujące skórę, układ trawienny i narządy płciowe, gdyż tracą one na znaczeniu w sytuacji zagrożenia.

Aby zwiększyć swoją wydajność, nasz organizm dodatkowo podwyższa napięcie mięśniowe, zwiększa produkcję insuliny w celu lepszego wykorzystania węglowodanów obecnych we krwi, wydziela pot, dzięki któremu usuwany jest nadmiar ciepła powstającego przy wysiłku oraz ogranicza ilość substancji, które mogą okazać się przes...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy