Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Praktycznie

1 września 2017

Słowa jak pistolety

54

Gdy brakuje dobrego języka, słowa skierowanego ku człowiekowi, a nie przeciw niemu, jeśli słowa obrażają, poniżają, kłamią i grożą, to wspólnota się rozpada. Więzi między ludźmi przestają istnieć.
 

Najbardziej znana definicja języka przedstawia go jako narzędzie komunikacji. Język należy – to oczywiste – do wartości instrumentalnych, takich jak wiedza, umiejętność prowadzenia samochodu czy gry na fortepianie. Jednak traktowanie go wyłącznie jako narzędzia jest uproszczeniem, przydatnym jedynie jako punkt wyjścia w podręcznikach gramatyki. W wielu innych sytuacjach może być niebezpieczne.

Z pewnością język nie jest takim instrumentem, nad którym mamy całkowitą władzę. „We wszelkiej naszej wiedzy o nas samych i świecie jesteśmy raczej owładnięci przez język, przez nasz własny język” – pisał jeden z najwybitniejszych filozofów XX wieku, Hans-Georg Gadamer. Badania prowadzone w końcu ubiegłego wieku przez brytyjskich psychologów potwierdzają przemyślenia Gadamera – językowa wykładnia świata poprzedza nasze poznanie i naszą myśl. Mówiąc inaczej: bez języka nie jest możliwe ani rozumienie świata, ani jego poznanie. Żaden przekaz ludzkiej myśli nie odbywa się bez języka. Jesteśmy po prostu od języka zależni.

Tej zależności nie pokazuje definicja ujmująca go jako narzędzie. Brakuje jej bowiem najistotniejszego elementu. Nawet gdy traktuje się język jedynie jako instrument komunikacji, nie można zapominać o tym, że komunikujemy się z drugim człowiekiem. Żyjemy zawsze w pobliżu drugiego człowieka. Znany filozof dialogu Emmanuel Levinas, a także Józef Tischner mówili, że nasze życie jest doświadczaniem Drugiego. Od tego Drugiego uczymy się mowy, a mowa jest darowaniem nam świata – otwarciem możliwości poznawania i rozumienia go, rozmawiania o nim. Trudno odmówić racji obu filozofom. Język nie byłby potrzebny, gdyby nie było drugiego człowieka. Słowo służy nam po to, by się z Drugim porozumiewać, współdziałać, tworzyć z nim więź, tworzyć wspólnotę. Żadna wspólnota nie powstaje przecież bez języka i bez porozumienia.

Język podzielony

Gdy brakuje dobrego języka, słowa skierowanego ku człowiekowi, a nie przeciw niemu, wspólnota się rozpada. Tę zależność można zaobserwować w każdej wspólnocie – małej, np. dwojga ludzi, którzy mówią jeden do drugiego, ale nie rozmawiają ze sobą, i społecznej, np. ugrupowań politycznych posługujących się słowem niczym pistoletem wycelowanym we wroga.
Życie w każdej wspólnocie jest niełatwą sztuką – wymaga myślenia refleksyjnego, a nie pospiesznego i powierzchownego, kierowania się rozumem i rozwagą, a nie emocjami, umiejętności rezygnacji z interesu partykularnego na rzecz dobra wspólnego, poszanowania godności wszystkich ludzi, a nie tylko niektórych, wrażliwości na potrzeby innych, a nie wyłącznie własne. Jeśli język ludzi tworzących wspólnotę jest pełen emocji, zwłaszcza złych emocji, operuje stereotypami, etykietami, jeśli słowa obrażają, poniżają, kłamią i grożą, to porozumienie i więzi między ludźmi przestają istnieć. Język, zamiast je wzmacniać, staje się narzędziem destrukcji. Przestrzeń publiczna przeobraża się w pole walki, a drugi człowiek jest wyłącznie przeciwnikiem. Mam wrażenie, że tak właśnie dzieje się dziś w zbiorowości Polaków.

Naukowe badania socjologów i językoznawców pokazują to samo zjawisko: rozpad wspólnoty, zanik więzi społecznych, solidarności, chaos aksjologiczny i wszechobecny język wrogości.

Jako językoznawca badający użycie języka w przestrzeni publicznej zauważam wyraźny zanik wspólnototwórczej i synergicznej funkcji języka. Jest on zredukowany do roli narzędzia walki z przeciwnikami, służy do ich poniżania, stygmatyzowania i marginalizacji. Drugi człowiek jest zredukowany do funkcji, którą wykonuje, przynależności do grupy wyznaniowej, a nawet jednej cechy czy jednego poglądu. Redukcja, odbieranie człowiekowi jego ludzkiego wymiaru, czyli dehumanizacja, pozbawianie prawa do suwerenności intelektualnej, moralnej, do własnych przekonań – to wstęp do marginalizacji ludzi myślących nie tak, jak ktoś sobie życzy, do odebrania im praw wspólnotowych, do wykluczenia. Czytamy więc, że ktoś jest czyimś uzi albo cynglem, że komuś należy się dół z wapnem albo gałąź. Zapewne nie są to wypowiedzi, które trzeba traktować dosłownie. Są one skutkiem prostych emocji, nad którymi mówiący nie zapanował. Złe emocje, pogarda, kłamstwo i agresja zawsze jednak czynią szkody. Media podsycają niepotrzebne spory, a nawet je inicjują, zniekształcają obraz skomplikowanej rzeczywistości i upraszczają go do poziomu nieprawdziwych alternatyw typu europejskość albo patriotyzm, kaczyzm albo tuskizm. Człowiek, który nie poddaje się niepotrzebnym emocjom, ucieka od takiej atmosfery wrogości, ale jednocześnie unika angażowania się w sprawy wspólnoty. Przestrzeń publiczna staje się polem walki słownej, a nie przestrzenią społeczną. Coraz częściej słyszymy, że każdy ma własne wartości, że nic nas nie łączy, że symbole nie są ważne, lecz niebezpieczne, a znaczenia będące podstawą naszej tożsamości stały się anachroniczne i wypłowiałe.

Zapomniana wspólnota

Socjologowie wskazują na zjawisko braku zainteresowania sytuacją innych, skupienia na wąskim kręgu bliskich sobie ludzi, rezygnację z działań prospołecznych, chaos aksjologiczny. Z badań wynika, że niewiele ponad 10 procent ludzi jest gotowych do działania na rzecz bliskiej społeczności – gminy czy osiedla – w ważnych dla tej społeczności sprawach. Młodzi Polacy są nastawionymi na siebie indywidualistami, mającymi hybrydalny system wartości, żyją w małych grupach ludzi podzielających taki system oraz mających taki sam styl życia. To smutna diagnoza, bo pokazuje rozpad społeczeństwa i chaos w przestrzeni publicznej niewypełnionej wspólnymi wartościami i symbolami. Staliśmy się zbiorowiskiem ludzi nieustannie się spierających i skupionych bardziej na tym, co nas dzieli, niż na tym, co nas łączy. A przecież łączy nas wiele: wspólna historia i wiele wartości, wspólna kultura i język. Jeśli nie mamy wyraźnego obrazu dobra wspólnego, to dlatego, że przysłaniają go spory.

Wprawdzie wiemy, że solidarność i myślenie wspólnotowe przyniosły wiel...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy