Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

15 czerwca 2016

Sagi rodzinne

18

„Nigdy się nie żeń”, „Dzieci to tylko kłopoty”, „Nie ufaj ludziom” – takie i inne mity przekazywane są w rodzinach od pokoleń. Jak wpływają one na nasze życie? O przekazach rodzinnych mówi Ewa Chalimoniuk.

Dorota Krzemionka-Brózda: W jaki sposób rodzina wpływa na nas?
Ewa Chalimoniuk: – Rodzimy się z zalążkiem jakichś cech, ale od tego, jakie są nasze pierwsze relacje z najważniejszymi osobami, czyli rodzicami, zależą nasz charakter i nasze relacje z ludźmi. Osoby, które nas kształtują, też zostały przez kogoś ukształtowane. Czasem z pokolenia na pokolenie przekazywane są w niezmienionej formie – niczym święta wiedza – pewne mity rodzinne i przekonania.

– Jak mogą brzmieć te rodzinne przekonania?
– Czasem są one wyrażane wprost. Na przykład ojciec mówi: „Synu, nigdy się nie żeń”. Kiedy takie słowa słyszy dziecko, to może potraktować je dosłownie. Nie potrafi zobaczyć, że ojciec tak mówi, ale ciągle jest z matką. Niektóre poglądy pochodzące od ważnych dla nas osób traktujemy jako ogólną, niepodważalną prawdę.

– W jaki sposób możemy reagować na przekaz?
– Wydaje nam się, że mamy do wyboru dwie drogi: albo poddać się temu przekazowi i ślepo ojca słuchać, albo się zbuntować. Dziecko, które słyszy: „Najlepiej siedź w domu i nigdzie się nie ruszaj”, albo zostaje w domu, nie kształci się, nie poszukuje niczego w świecie, albo buntuje się, opuszcza dom, wyjeżdża do Stanów. Obie drogi – zarówno uleganie, jak i odcięcie się od korzeni – nie pozwalają uwolnić się od wpływu przekazów. Matka powtarzała, że „dzieci to tylko kłopoty”. Jeżeli się zbuntuję przeciw temu i będę miała mnóstwo dzieci, to mogę zaprzepaścić swoją indywidualność i karierę zawodową. Ale moje dziecko, patrząc na to, co zrobiłam ze swoim życiem, może się zbuntować i nie mieć dzieci. I tak to się toczy falami z pokolenia na pokolenie.

– Co zatem możemy zrobić, by się z tym dziedzictwem uporać?
– Mogę przyjrzeć się tym przekazom i zdecydować, co chcę z nich przyjąć, co mnie wzbogaca, a z czym się zupełnie nie zgadzam. Na warsztatach dotyczących mitów rodzinnych proszę uczestników, żeby sobie przypomnieli takie zdania klucze wypowiadane w ich domu i zobaczyli, które zdania do tej pory budzą w nich żal, złość albo ich rozczulają. Pytam też, od kogo je słyszeli. Czasem ludzie wiedzą, że to mówiła mama, a wcześniej babcia. Czasem zaś nikt tego wprost nie mówił, ale wszystkim w rodzinie było to wiadome.

– Z takimi niewypowiedzianymi wprost przekazami chyba trudniej się uporać?
– Tak, bo gdy wiemy i widzimy, co się dzieje w naszej rodzinie, to nawet jeżeli jest to coś trudnego, próbujemy sobie z tym poradzić. Gorzej, gdy coś wisi w powietrzu, różne osoby na swój sposób są w to uwikłane, ale nie rozmawiają na ten temat i nic z tym nie mogą zrobić. Na przykład rodzina może żyć w przekonaniu, że przy matce nie można mówić o śmierci, ponieważ straciła dzieci lub sama jako dziecko została osierocona. Nigdy to nie zostało powiedziane, ale wszyscy – nawet małe dzieci – wiedzą o tym. Czasem taki przekaz zostaje uogólniony: nie można mówić mamie o trudnych rzeczach, bo ją to załamie lub zabije. W konsekwencji dzieci ze swoimi problemami zostają same, bo mamę trzeba chronić. Rozwodzę się z mężem, wszystkim mogę o tym powiedzieć, tylko nie matce, gdyż ona tego nie przeżyje. Albo nie mogę się rozwieść, żeby mamie nie było przykro. Taka iluzja może trwać latami. Matka czuje, że domownicy coś przed nią ukrywają, narastają niedomówienia. Aż w końcu ktoś ma dość, wygarnia wszystko matce i okazuje się, że nikt od tego nie umiera.

– W jaki sposób rodzinne przekazy przenoszą się z pokolenia na pokolenie?
– Wyobraźmy sobie, że ojciec był pedantem. Córka go za to serdecznie nienawidziła. A potem w dorosłym życiu łapie się na tym, że to samo robi swoim bliskim. Chodzi za nimi i sprząta. Jaki lęk kryje się za potrzebą ładu, wręcz pedanterii, czemu to służy? Przecież ten ojciec jest daleko albo dawno nie żyje...

– Ale nadal żyje w córce...
– Warto zastanowić się, czy chcę się nadal identyfikować z tak surowym ojcem. Czy mogę sobie odpuścić? Co dobrego mogę sobie z tej postawy zachować, nie wpędzając moich bliskich w poczucie winy? To wymaga pracy nad sobą. Na przykład kiedy jako dziewczyna wychodziłam z domu, matka mówiła mi: „Znowu idziesz się łajdaczyć”. W pamięci została mi krzywda, jaką sprawiały te słowa. Lecz okazuje się, że mojemu dziecku robię to samo – w formie podejrzliwości i pytań. Uświadamiam sobie, że agresja matki wynikała z lęku o mnie. A ja wyrażam już nie agresję, tylko niepokój o dziecko. Próbuję je w ten sposób kontrolować. Przyjrzenie się temu pozwala mi podjąć decyzję, co chcę robić, a co muszę zmienić, żeby nie fundować dziecku tego, czego sama nie chciałam.

– Jak praktycznie dokonuje się to uświadamianie sobie przekazów rodzinnych?
– Na warsztacie ludzie zapisują usłyszane w rodzinie zdania, które ich najbardziej bolały. Potem zbierają informacje od innych ludzi, jak się czują na przykład z takim przekazem: „Z ciebie nic nie będzie”. Czasami jakiś przekaz, powiedzmy: „Dziecko, ucz się”, odbierany był przez kogoś jako agresywny, a ktoś inny stwierdzi: „Boże, ja bym chciał, żeby moja matka choć raz tak się mną zainteresowała”. Uświadamia to komuś, że może matka robiła to w dobrej intencji. Każdy z uczestników zastanawia się też, co dodać do przekazu, jak go przeformułować, żeby stał się on takim przekazem, z jakim chciałby zostać i który chciałby dać swoim dzieciom. Oto przykładowy zapis jednego z uczestników. W rodzinie przekazano mi: „Słuchaj starszych”, „Na...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy