Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

5 lutego 2019

NR 2 (Luty 2019)

Przebudzenie

0 391

Pedofilia wśród księży nie jest dla hierarchów tematem nowym, próby jej ukrywania są źródłem kryzysu Kościoła. 

Cyprian Kamil Norwid w swoim „Milczeniu” stawia pytanie: „Czy można śpiącego przebudzić g r z e c z n i e?” i zaraz sam sobie odpowiada, że nie można „z oczywistości jednej przerzucać nikogo w drugą sposobem g r z e c z n y m”.

Pewnej brutalności związanej z przebudzeniem do innej rzeczywistości uniknąć nie można – zwłaszcza gdy rzecz dotyczy molestowania seksualnego dzieci i nieletnich ze strony katolickich duchownych. Problem ten od pewnego czasu bulwersuje opinię publiczną w wielu krajach. Towarzyszące temu faktowi, całkiem zrozumiałe silne emocje utrudniają rzeczowe podejście do problemu. Jedynym rozwiązaniem wydaje się spokojne przedstawienie faktów oraz pewien nad nimi namysł. Jest to możliwe dzięki studiom, jakie przeprowadzili Thomas P. Doyle (dominikanin), Richard A.W. Sipe (teo­log i psychiatra) i Patrick J. Wall (teolog i prawnik) i udostępnili w książce Sex, Priests and Secret Codes. The Catholic Church’s 2,000-Year Paper Trial of Sexual Abuse, która w 2007 roku została wyróżniona złotym medalem w konkursie Independent Publisher Book Awards, i to w dziale książek o tematyce religijnej.

Widzieli i milczeli

Z danych dostarczonych przez autorów wynika, że w USA na przestrzeni ostatnich 50 lat około 4500 duchownych (w tym również biskupów i zakonników) dopuściło się aktów seksualnego molestowania dzieci i młodzieży. Przeciwko około 700 z nich wytoczono już procesy, a 150 skazano na pobyt w więzieniach. Szacuje się, że aktów pedofilii średnio dopuszcza się od 5 do 7 procent duchownych. Liczbę ofiar aktów pedofilskich ze strony kleru w ostatnich dziesięcioleciach szacuje się na 100–150 tysięcy. Jak do tej pory rzecz kosztowała Kościół katolic­ki w USA ponad 800 milionów dolarów.

POLECAMY

W książce dużo jest statystyk, które mówią o bankructwie finansowym diecezji i kościelnych instytucji, lecz wskazują także na bankructwo moralne Kościoła. Czy można było tego uniknąć? Zdaniem autorów przynajmniej po części tak.

W 1947 roku ojciec Gerald Fitzgerald otworzył w USA ośrodek zajmujący się leczeniem problemów psychoemocjonalnych księży (głównie alkoholizmu), jednak już w 1952 roku pisał do biskupów w USA listy, zaznaczając, że u swoich pacjentów spotkał się z licznymi przypadkami pedofilii, a od 1966 roku w swoim ośrodku prowadził dla nich specjalny program terapeutyczny. Rok później na Uniwersytecie Notre Dame odbyły się obrady komisji dla odnowy pastoralnej, która oficjalnie podniosła problem nadużyć seksualnych (nie tylko pedofilii) ze strony kleru.

Za zgodą Konferencji Episkopatu USA od 1968 roku zaczęto przeprowadzać badania nad sytuacją psychologiczną amerykańskiego kleru, które po kilku latach zaprezentowano biskupom i wyższym przełożonym zakonnym. Pokazały one, że z 1500 przebadanych księży na przestrzeni 40 lat, 20–25 procent miało poważne problemy natury psychiatrycznej, a 60–70 procent cierpiało z powodu niedojrzałości emocjonalnej; ujmując rzecz od innej strony, podawano, że 7 procent amerykańskich księży było psychologicznie i emocjonalnie dojrzałych, 18 procent było w fazie psychologicznego i emocjonalnego rozwoju, 66 procent było pod tym względem niedorozwiniętych, a 8 procent po prostu chorych.

Dane te pochodzą z dwóch źródeł: pierwszym jest nieopublikowane studium Conrada Baarsa i Anny Terruwe, M.D., The Role of the Church in the Causation, Treatment and Prevention of the Crisis in the Priesthood, które w 1971 roku autorzy zaprezentowali na Synodzie Biskupów w Watykanie, a następnie przedstawili Konferencji Episkopatu Stanów Zjednoczonych, drugim – praca Eugene’a Kennedy’ego i Victora Hecklera The Catholic Priest in the United States: Psychological Investigation.

Podając te wyniki badań, autorzy pragnęli nade wszystko zaznaczyć, że już na początku lat 70. ubiegłego wieku zarówno Watykan, jak i Konferencja Episkopatu USA zostali poinformowani o istnieniu poważnych problemów w dziedzinie emocjonalnej niedojrzałości oraz praktyki (czy też raczej niepraktykowania) celibatu pośród amerykańskich duchownych i że pomimo tej wiedzy ani w porę, ani odpowiednio nie zareagowali.

W 1990 roku ukazało się studium Richarda A.W. Sipe’a, który po 25 latach pracy i zanalizowaniu ponad 1500 księży w latach 1960–1985 wykazał, że w tej liczbie i w tej przestrzeni czasu 6 procent księży było pedofilami, 20–25 procent prowadziło regularną aktywność seksualną z kobietami, a 15 procent z dorosłymi mężczyznami. Po dalszych 15 latach swoich badań w dziedzinie celibatu katolickiego kleru Sipe podtrzymywał owe statystyki.

Pierwsze skandale

W 1984 roku wybuchły w USA pierwsze publiczne skandale „księży pedofilów”. Niektóre osoby (niestety, nienależące do hierarchii Kościoła) zdawały sobie sprawę, że jest to jedynie szczyt góry lodowej niesłychanie złożonego problemu, który – nierozwiązany szybko i w sposób właściwy – doprowadzi do wielkich spustoszeń w Kościele, w społeczeństwie i w sercach. Poinformowano o tym biskupów i ówczesnego nuncjusza w Waszyngtonie (kardynała Pio Laghiego), a trzy osoby (ojciec M. Peterson, F.R. Mouton i ojciec T.P. Doyle) sporządziły specjalny dokument, rodzaj podręcznika, który ujmował problem pedofilii od strony prawa kościelnego i cywilnego oraz proponował konkretną procedurę postępowania tak w stosunku do księży przestępców, jak i ich ofiar. 

W grudniu 1985 roku ten „podręcznik” został wysłany do wszystkich biskupów i wyższych przełożonych zakonnych w USA. Jego twórcy działali z dobrej woli i za swoją pracę nie domagali się żadnej zapłaty. Biskupi ani im nie podziękowali, ani nie odpowiedzieli, ani nie zastosowali się do ich propozycji. Pod naciskiem pewnych środowisk obiecano co prawda utworzyć komisję mającą zająć się problemem, jednak tak naprawdę przez kolejne kilkanaście lat nic nie uczyniono. Biskupom udało się jedynie na pewien czas rzecz wyciszyć na forum publicznym. Dopiero w 2002 roku, gdy informacje o skandalach pedofilskich księży zaczęły dosłownie zalewać amerykański Kościół i tamtejsze społeczeństwo oraz po wezwaniu amerykańskich kardynałów do Watykanu (22–25 kwietnia 2002), który wyraźnie „zaniepokoił się” wrzawą rozpętaną przez środki masowego przekazu, biskupi wzięli pod rozwagę „podręcznik” i częściowo zaczęli stosować się do jego wskazań. Było już jednak za późno.

Polityka zamiatania pod dywan

W latach 60., krótko po Soborze, Kościół i społeczeństwo zachodnie obejmowały fale optymistycznej odnowy. Wtedy też pojawiły się pierwsze relacje na temat molestowania seksualnego dzieci i młodzieży ze strony katolickiego kleru i zaczęto tworzyć ośrodki terapeutyczne oraz powierzać, przynajmniej częściowo, ów problem psychiatrom i psychologom. Nigdy jednak nie zreformowano radykalnie struktury systemu klerykalnego. Jednak z końcem lat 70. ów okres „odnowy” zaczęto uważać za czas „błędów i wypaczeń”; aparat kościelny zainicjował silną politykę „restauracji” i za wszelką cenę starał się wypromować silne i nowe oblicze Kościoła. Wszystkie więc „niedoskonałości” zamiatano pod dywan. 

Jedna z tez, jaką autorzy przywoływanej książki starają się ukazać, mówi, że hierarchowie Kościoła w USA i Watykanie od lat byli poinformowani o całym problemie, lecz praktycznie nic nie zrobili. Dlaczego? Nie można przecież powiedzieć, że problem księży pedofilów był czymś tak nowym, by zaskoczył hierarchię Kościoła katolickiego.

Długa historia deprawacji

Autorzy książki Sex, Priest and Secret Codes piszą o problemach, które ani nie są kwestią wyłącznie amerykańską, ani się jeszcze nie skończyły. „Molestowanie seksualne ze strony kleru ma długą i niechlubną historię, którą poświadczają już dokumenty starożytności. Właśnie próba ukrywania dziejów molestowania seksualnego ze strony kleru w znacznym stopniu jest przyczyną aktualnego k...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy