Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

2 czerwca 2019

NR 6 (Czerwiec 2019)

Nowa religia

113

Dla społeczeństw rozwiniętych jedzenie stało się religią zastępczą. Od kiedy wiara straciła na znaczeniu, poszukujemy idei, która da nam nadzieję na nieśmiertelność. Jedzenie - zdrowe jedzenie - nadaje się do tego doskonale.

Andrzej Lipiński: W naszych czasach jedzenie stało się zdecydowanie czymś więcej niż tylko zaspokajaniem głodu…

POLECAMY

Christoph Klotter: W Europie mamy do czynienia z dwoma całkowicie przeciwnymi wzorcami kultury jedzenia. Jeden to wywodząca się z ducha starożytności wstrzemięźliwość, obecna później w chrześcijańskiej koncepcji grzechu, wedle której należy kontrolować i ograniczać wszelkie pragnienia oraz przyjemności. Drugi zaś to brak umiaru, który symbolizowali królowie oraz szlachta, obżerający się i upijający do nieprzytomności. Nasz obecny stosunek do jedzenia jest paradoksalną mieszanką obu tych tradycji.

Czy któryś z tych wzorców jedzenia dominuje? Częściej się objadamy czy zachowujemy umiar?

Jesteśmy o wiele zdrowsi niż nasi przodkowie, a średnia długość życia nadal rośnie. Przyczyniają się do tego m.in. zmiany w myśleniu o odżywianiu i w nawykach jedzenia. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w niemieckiej porannej telewizji śniadaniowej często podawano koniak i palono papierosy. Dzisiaj byłoby to nie do pomyślenia. Według jednego z sondaży z 1961 roku prawdziwy niemiecki mężczyzna musiał być korpulentny, bo świadczyło to o jego prawidłowym stosunku do jedzenia i picia. W tamtych latach nie znalazłby pan szczupłego burmistrza niemieckiego miasta, ponieważ tusza była symbolem statusu społecznego.

Dzisiaj jest dokładnie odwrotnie – w sytym społeczeństwie ludzie lepiej sytuowani odróżniają się od reszty, dbając o szczupłą sylwetkę i przechodząc na wegetarianizm. 

Czy mieszkańcy krajów uprzemysłowionych w przyszłości staną się całkowicie roślinożerni? 

To absolutnie możliwe. W Niemczech zamyka się jedną przetwórnię mięsa rocznie, jego spożycie powoli, ale sukcesywnie spada. Na nasze zwyczaje żywieniowe coraz większy wpływ mają tzw. milenialsi, czyli osoby urodzone w latach 80. i 90. XX wieku. Wśród nich prekursorkami świadomego odżywiania były młode, dobrze wykształcone kobiety, dzisiaj propaguje je właściwie całe pokolenie. Ci ludzie coraz bardziej świadomie odżywiają się i dbają o swoje zdrowie. To głównie dzięki nim największy wzrost obrotów w sieciach spożywczych przynoszą produkty „bio”. 

Milenialsi są też chyba bardziej niż reszta populacji świadomi zagrożeń ekologicznych i czują się bardziej odpowiedzialni za przyszłość, nie tylko swoją… 

Jak najbardziej. Świadczy o tym np. szerzenie się idei zrównoważonego rozwoju, czego wyrazem jest choćby spadek konsumpcji mięsa. W efekcie przemysł spożywczy musi poszukiwać nowych metod produkcji i strategii sprzedaży. I trzeba powiedzieć, że nie tylko ich poszukuje, ale też wprowadza w życie. Stąd niemal wszystkie nowe metody produkcji żywności zgodne są z ideą zrównoważonego rozwoju, dzięki czemu jakość żywności jest coraz lepsza. Do handlu trafia coraz więcej towarów z oznaczeniami „eko” lub „fair trade”, a producenci starają się docierać do tych grup społecznych, które mogą rozpowszechniać nowe nawyki kupowania i wykorzystywania żywności.

Obfitość jedzenia, jaką możemy się dzisiaj cieszyć, to w historii ludzkości stan wyjątkowy, wręcz nienaturalny. Przecież fazy głodu i niedożywienia były od początków życia stałym elementem bytu wszystkich istot…

Około 200 lat temu rozpoczęło się uprzemysłowienie metod produkcji żywności. Współcześnie są one na takim poziomie, że tak naprawdę jedzenia powinno wystarczyć dla każdego mieszkańca Ziemi. Jesteśmy genetycznie zaprogramowani na zjadanie możliwie dużej ilości pokarmu, gdy tylko mamy do niego dostęp. Gdyby nasi przodkowie dbali o zdrową dietę, gatunek ludzki pewnie by nie przetrwał. Do momentu nastania epoki przemysłowej około 200 lat temu głód był wszechobecny. Ale powszechna była wtedy również naturalna wdzięczność człowieka za każdy kęs jedzenia.

Z różnych stron słyszymy o metodach odżywiania, które powinniśmy wszyscy stosować, bo są najlepsze. Czy w ogóle istnieje forma odżywiania dobra dla wszystkich?

Z naukowego punktu widzenia coś takiego nie istnieje. Co prawda Niemieckie Towarzystwo Żywienia regularnie publikuje wytyczne na temat właściwego odżywiania [patrz ramka „10 reguł pełnowartościowego odżywiania”, s. 82], ale ich naukowe podstawy pozostawiają wiele do życzenia. Najnowsze badania pokazują, że metabolizm jest sprawą bardzo indywidualną – na przykład zdarzają się nagłe skoki poziomu insuliny po zjedzeniu pomidorów, co trudno wyjaśnić z medycznego punktu widzenia. Musimy więc znaleźć pewną równowagę między wprowadzaniem tego typu zaleceń a stosowaniem się do tego, co mówi nasz własny organizm. Sami musimy odkryć, jakie pokarmy służą nam najlepiej. 

Jedzenie jako prosta i szybka metoda nagradzania mózgu przejmuje rolę menedżera psychiki.

 

A wspólne posiłki? Jakie mają znaczenie nie tylko dla nawyków żywieniowych, ale w ogóle dla naszego dobrostanu?

Istnieje wiele dowodów na to, że ludzie spędzający dużo czasu z innymi są zdrowsi i żyją dłużej. Jeszcze niedawno kolejne badania pokazywały, że coraz mniej czasu poświęcamy na przygotowywanie posiłków, zwłaszcza z innymi. Teraz zaczyna być widoczny powrót do wspólnego gotowania, ale należałoby zachęcać ludzi do tego znacznie mocniej, na przykład: „Zamiast spędzać po pracy kilka godzin przed telewizorem, ugotujcie coś wspólnie i siądźcie razem przy stole”. Oczywiście nie musimy codziennie jadać w towarzystwie. Zaplanujmy i przygotujmy wspólny posiłek z bliskimi lub znajomymi raz w tygodniu, za każdym razem u kogoś innego. Jest to forma kultury jedzenia nazywana food literacy [umiejętność jedzenia – przyp. red.], taki rodzaj przyjemnych i dających dużo zadowolenia umiejętności, dzięki którym możemy na nowo odkrywać zapomniane obszary codzienności. 

Jeszcze sto lat temu 80 procent Niemców żyło z pracy na roli. Ci ludzie byli samowystarczalni, znali metody produkcji własnej żywności i sami przygotowywali posiłki. Dzisiaj mało kto samodzielnie przygotowuje jedzenie. Dobrze byłoby chociaż w pewnym zakresie odzyskać te kompetencje, nauczyć się ich na nowo.

Czasem mówi Pan o upolitycznieniu kultury żywienia, odwołując się do koncepcji Sokratesa i Platona.

Czym one się różnią? 

Model platoński osadza na szczycie piramidy społecznej mędrca, a poniżej kastę strażników, którzy w wojskowym stylu mają kontrolować niezdyscyplinowany naród. Platon wymyślił tę koncepcję w okresie niestabilności politycznej Aten, jako rodzaj modelu awaryjnego, który zakładał, że dla ochrony interesów państwa lud musi być stale dyscyplinowany. Niemieckie Towarzystwo Żywienia postępuje dziś podobnie. Co cztery lata wytyka Niemcom błędy, jakie popełniają w kwestii jedzenia, i poucza, co koniecznie powinni zmienić. Przy czym tak formułuje swoje rady, że nie ma fizycznej możliwości, aby wprowadzić je w życie. Ten platoński model nie funkcjonuje, wywołuje jedynie wewnętrzny opór, ludzie na ogół ignorują zalecenia DGE. Bo dla Europejczyka jedzenie to szczególny obszar życiowej prywatności, nikt nie ma prawa się wtrącać i czegokolwiek nakazywać. 

Przeciwieństwem idei Platona jest model sokratejski, stawiający na dojrzałość i poczucie odpowiedzialności jednostki. Sokrates opowiadał się za tym, żeby człowiek dbał o własne dobro, by sam tworzył swoją koncepcję życia, a nie jedynie wegetował. Ten pozytywny obraz człowieka zakłada, że nawet dziecko, przy odpowiednim wsparciu, może osiągnąć stan względnej dojrzałości.

Mam wrażenie, że w przypadku jedzenia model sokratejski jest mało realny. Jedzenie to jednak chyba coś więcej niż tylko sprawa racjonalnych decyzji dojrzałego człowieka…

Korzyści ze wspólnego jedzenia

Z badań wynika, że umiejętność czytania, pisania, zdolności matematyczne, wyniki w szkole średniej, powodzenie na egzaminach wstępnych na studia i różne inne sprawy mają związek z zasiadaniem do rodzinnych obiadów. Im więcej posiłków spożywamy z dzieckiem, tym bogatsze jest jego słownictwo, a oceny lepsze, przy czym efekt ten jest wyraźniejszy u dziewczynek.

Badania różnych grup wiekowych – od starszych niemowląt przez zbuntowane nastolatki aż po młodych dorosłych – dowodzą, że rodzinne posiłki pozwalają przewidzieć, jaki zasób słów i osiągnięcia w szkole będzie mieć w przyszłości dziecko, a nawet to, czy da się sprowadzić z dobrej drogi takim zagrożeniom jak seks, narkotyki, bulimia, depresja czy myśli samobójcze. Częste posiłki w gronie rodziny wydają się chronić nawet chłopców, którzy są nosicielami szczególnego wariantu genu zapowiadającego agresję – wykazało to badanie z 2008 roku przeprowadzone przez amerykańskiego socjologa Guang Guo. (…)

Uderzające, że skład tych posiłków nie ma żadnego znaczenia – to nie brokuły kształtują nasze dzieci.

Susan Pinker, Efekt wioski, Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2017

 

Ma pan rację, tej kwest...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy