Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

1 listopada 2019

NR 11 (Listopad 2019)

Na szafot

Zawsze miałem ochotę zadyrygować w Polsce przed Świętem Zmarłych niezwykłą „Wyspę umarłych” Rachmaninowa.

Szare dni rodzą szare myśli. Czasem nawet czarne. Pewno dlatego sąsiad zagadał na temat kary śmierci. „Zwyrodnialców wieszałbym na suchej gałęzi! 25 lat, Panie Jerzy, za straszne zbrodnie?” – pytał retorycznie. I kontynuował rozgorączkowany: „My wszyscy płacimy za ich pobyt w więzieniu! A oni jeszcze narzekają na warunki. Jedzenie im nie smakuje, telewizji się zachciewa, nie wiadomo, jakim cudem ćpają, a wszystko w nagrodę za to, że potrafią gwałcić nawet maleńkie dzieci i zabijać ludzi”.

Twarz mu poczerwieniała, wzrosło ciśnienie. Ja też byłem coraz bardziej roztrzęsiony, a jednak on tego nie zauważał i krzyczał, jak się czuje matka, która wie, że zbrodniarz, który zamordował jej dziec­ko, całkiem dobrze się miewa. W tym stanie trudno było z nim polemizować, odwołując się do wartości.

Długo jeszcze rozmyślałem na ten temat. Przypomniałem sobie scenę egzekucji z Goi Liona Feuchtwangera. Pamiętam zdanie o przeżywaniu wraz z tłumem strachu i okrucieństwa, współczucia i podniecenia. Kobiety z dziećmi na ręku, towarzyszący wydarzeniu piknik, krążących sprzedawców kiełbasek, precli. Odszukałem straszną scenę, gdy żelazny pierścień dusi Punala, a tłum z zapartym tchem wpatruje się w jego trzepocące dłonie: „W jaskrawym słońcu wszyscy mogli teraz dokładnie zobaczyć zniekształconą i zsiniałą twarz zabitego, porosłą zmierzwionym zarostem, jego wywrócone oczy i otwarte usta z wywieszonym językiem. Goya czuł, że twarz ta nieprędko zatrze się w jego pamięci”. 

Na Boga, chyba zeszliśmy z drzewa i nie będziemy na morderstwo odpowiadać morderstwem. Pomimo poku...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy