Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Praktycznie

10 stycznia 2019

Ludzkim głosem

78

Psychologowie od dawna próbują porozumieć się ze zwierzętami. Czy udało się znaleźć wspólny język?
 

Na polskiej wsi wierzono, że w wieczór wigilijny zwierzęta mówią ludzkim głosem. Gospodarze udawali się po wieczerzy do stajni, obory czy chlewika, aby podzielić się z ich mieszkańcami kolorowymi opłatkami. Niektórzy może byli ciekawi, co zwierzęta miałyby im do powiedzenia, gdyby rzeczywiście przemówiły, inni pewnie woleliby tego nie słyszeć.
Dodawanie zwierzętom do karmy opłatka, najczęściej w kolorze czerwonym, żółtym lub zielonym, wynikało z wiary, że gest ten uchroni je w nadchodzącym roku od chorób. Zwyczaj ten miał raczej praktyczny charakter – zwierzę było uprzedmiotowione. Jeszcze dziś zwierzęta w gospodarstwie nazywane są „żywym inwentarzem”.

Pod koniec XVIII wieku ksiądz Jan Krzysztof Kluk (1739–1796), polski przyrodnik epoki oświecenia, próbował zgłębić temat „duszy zwierzęcej”. Uważał, że nasi bracia mniejsi mają podobne do ludzi skłonności i doświadczają zróżnicowanych emocji, w tym radości, strachu i gniewu. Na poparcie swojej tezy przytaczał zdroworozsądkowe dowody, będące wynikiem obserwacji zwierząt. Było to postępowe podejście, wszakże autorytety filozofii, w tym na przykład Kartezjusz, podtrzymywały obraz zwierzęcia jako organizmu „bezdusznego”, działającego na podobieństwo mechanicznych automatów.

W połowie XIX wieku zaczęła się klarować psychologia zwierząt, której głównym celem było badanie u innych gatunków przejawów zachowań inteligentnych. Posługując się prostymi analogiami, przenoszono cechy człowieka na zwierzęta. Pisano więc o ich myśleniu, obyczajach czy nawet społeczeństwach. Pojęcie „życie zwierząt” stało się pojemnym określeniem zbioru obserwacji, które miały pomóc w odkrywaniu tajników ich psychologii. Standardy w gromadzeniu materiału i jego objaśnianiu wyznaczył przede wszystkim niemiecki zoolog Alfred Brehm (1829–1884), nazywany „ojcem zwierząt”.

W połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku psychologię zwierząt zastąpiła etologia, którą zajmowali się głównie biologowie. Konrad Lorenz (1903–1989) w książce Rozmowy ze zwierzętami jako jedno ze źródeł swojej pasji wskazał Życie zwierząt Brehma. Nazwał tę publikację „jedną z najwspanialszych książek dla całej rodziny”. Rzeczywiście, wielotomowe dzieło niemieckiego uczonego było przewodnikiem po świecie przyrody, pisanym z myślą o młodych i starszych czytelnikach. Tak oto Brehm, a później i inni zoologowie zawłaszczyli sobie do badań intrygujący i nie w pełni poznany obszar zwierzęcych zachowań.

Dylemat na korcie

Na temat komunikacji zwierząt napisano tysiące stron – wypełniono je mniej lub bardziej wiarygodnymi obserwacjami, przeprowadzono też szereg eksperymentów. Najbardziej godne zaufania, jak i najbardziej przydatne z punktu widzenia psychologii porównawczej, są te dane, które dotyczą ssaków najbliżej spokrewnionych ewolucyjnie z człowiekiem, czyli małp. Badacze zajmują się nimi od dawna, wychodząc z założenia, że wyniki tej pracy pozwolą im lepiej zrozumieć ludzką naturę. Taka ekstrapolacja psychologii zwierząt na psychologię człowieka (i odwrotnie) wzbudza jednak pewne wątpliwości – z jednej strony antropomorfizm prowadzi na manowce, ale z drugiej strony: jak porównywać pewne zachowania, jeżeli emocje takie jak zazdrość, złość czy obrzydzenie uzna się za stany wyłącznie ludzkie?

„Rozmowa” ze zwierzęciem może mieć dwa aspekty. Pierwszy dotyczy porozumiewania się zwierząt między sobą, drugi zaś komunikowania się człowieka i innych gatunków. Ciekawym epizodem w historii badań nad tym pierwszym zagadnieniem było zdarzenie, które zainspirowało Dorothy Cheney i Roberta Seyfartha do bliższej obserwacji zachowań niektórych gatunków małp.

Otóż podobno podczas turnieju tenisowego Wimbledon w 1981 roku niektórzy uczestnicy (na przykład Jimmy Connors) głośno postękiwali, odbijając piłkę. Ich przeciwnicy protestowali, że przeszkadza im to w grze. Uważali, iż jest to zachowanie prowokacyjne i złośliwe. Obwiniani zarzekali się, iż wydają odgłosy nieświadomie i bez żadnych złych intencji. Sędziowie stanęli przed dylematem: czy ukarać graczy za ich niewerbalne „ekscesy”, czy przyjąć ich wyjaśnienie.

Podobne sytuacje obserwuje się w stadach małp. Zwierzęta, przebywając ze sobą, wydają zróżnicowane odgłosy, które można porównać do monologowania lub prowadzenia rozmowy. Nasuwa się tu jednak szereg wątp[-]liwości: czy rzeczywiście są to dźwięki zawierające jakieś osobiste lub celowe komunikaty? Czy zawierają intencję wpływania na stan psychiczny innych zwierząt? Cheney i Seyfarth uznali, że nie ma tu dużego podobieństwa: „Naczelne niebędące ludźmi (...) wydają się komunikować w sposób, który przypomina aspekty ludzkiej mowy. Ale nie wydają się rozpoznawać stanów psychicznych u innych”. Odgłosy te nie są zatem rodzajem „rozmowy zwierząt”, przynajmniej w takim znaczeniu, w jakim komunikują się ze sobą ludzie.

Dialog z małpą

Jak zauważył Robin Dunbar w książce Kłopoty z nauką: „W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat uczeni poświęcili wiele trudu na nauczenie szympansów sztucznego języka. W ostatnich latach badania te skoncentrowały się na wykorzystaniu języka jako narzędzia do poznania świata umysłowego zwierząt”.

Badania nad komunikowaniem się małp człekokształtnych z człowiekiem podążyły dwiema główny...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy