Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

28 stycznia 2019

NR 1 (Styczeń 2019)

Kręgosłup bez gorsetu

80

Mówię sobie i ja: poddaj się trochę, jak drzewo na wietrze. Ale silne.

Mój kręgosłup przypominał o swoim istnieniu wielokrotnie, natrętnie i boleśnie. Zawsze jednak po jakichś działaniach uspokajał się, a ja błogosławiłem tę sytuację. Nagle jednak zbuntował się na całego. Po raz pierwszy musiałem zadyrygować na siedząco, a nawet odwołać swój udział w kilku ważnych koncertach.

Uwięziony w domu, przestudiowałem budowę tej głównej podpory ciała, w uproszczeniu – rury, która osłania rdzeń kręgowy. Obudowuje go, podpiera ciało, jest rusztowaniem dla mięśni i kości. 33 kręgi, a między nimi w osi pionowej krążki międzykręgowe, czyli dyski. Wielu z nas wie, niestety, co to ich „wypadnięcie”! Ból jak diabli! Z wiekiem krążki stają się coraz cieńsze i to sprawia, że na starość wyraźnie malejemy.

Niewątpliwie zapracowałem sobie na zrujnowany kręgosłup. Praca dyrygenta jest przecież w dużej mierze pracą fizyczną. Wykonujemy wiele ruchów nie tylko rękami, ale całym ciałem. Cenione są ruchy błyskawiczne, nie tylko tak szybkie, ale i tak silne, jak uderzenie pioruna. Słynąłem z nich, chwalili je muzycy i recenzenci („Legendarna siła i legendarna szybkość Maksymiuka” – pisał Michael Timothy), ale mój kręgosłup zapewne ich nie lubił. Poza tym my, artyści, odwołujemy koncerty tylko w ostateczności. To sprawa honoru, odpowiedzialności wobec publiczności, wielu osób, czasami powyżej tysiąca, które kupiły bilety i czekają na występ.

Nie można ich zawieść. Dlatego we Wrocławiu zadyrygowałem pół koncertu, tyle mogłem. W Warszawie nie mogłem osierocić Paderewskiego, którego utwory propagował...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy