Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

2 września 2019

NR 9 (Wrzesień 2019)

Julia i stary człowiek

82

O Julii Hartwig mówiono, że była damą polskiej poezji. Ale co to właściwie znaczyło?

Dwa lata temu pożegnaliśmy na Powązkach Julię Hartwig, wybitną poetkę. Miała 96 lat i do końca twórczo pracowała. Bardzo jej brakuje w pejzażu środowiska literackiego. Bywała na prawie każdym wieczorze autorskim, także tych poetów mniej znanych albo bardzo młodych, których spotkania nie przyciągały tłumów. Zdarzało się nawet, że w wielkiej sali Domu Literatury zasiadały trzy osoby i Julia Hartwig. Uważała, że powinna tam być. Jak napisała Anna Nasiłowska, „była obdarzoną urokiem osobistym prawdziwą damą, i to w czasach, gdy ta rola nie wynikała z salonowego konwenansu, takiego bowiem już nie było”. No właśnie,

Julia Hartwig wykreowała własny styl, ale nie chodziło w nim tylko o jej słynne lniane kostiumy, popielate zimą i bladoniebieskie latem, o upięte w koronę z warkocza włosy, o perły i zamszowe rękawiczki. Te rzeczy były miłe dla oka – styl poetki, ruchy rąk, sposób mówienia, aura pewności siebie i spokoju, a także pewnej zdystansowanej czułości przyciągała ludzi. Ale damą była w innym, wewnętrznym sensie. I nie chodziło nawet o wartości, którymi się kierowała w życiu. Przez ponad sześćdziesiąt lat współtworzyła intelektualno-artystyczne środowisko, dla wielu ważne i opiniotwórcze. Po tych latach pozostały tomy korespondencji z Czesławem Miłoszem, Anną i Jerzym Turowiczami, ze Zbigniewem Herbertem i jego żoną, Katarzyną. Ze zdaniem Julii Hartwig liczyliśmy się wszyscy. Jej charyzma płynęły z rzeczy pozornie prostych. Doświadczona życiowo, umiała docenić piękno chwili i smakować ją; jak fra...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy