Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Praktycznie

1 września 2017

Inaczej myśleć, odczuwać, pragnąć

71

W życiu towarzyszą nam ukryte lęki i podskórny niepokój, jesteśmy pełni chaotycznych oczekiwań i nadziei, dlatego wsłuchanie się w swoje wewnętrzne drgania mogłoby zbliżyć nas do siebie samych. Poznanie swego prawdziwego Ja jest opcją ciekawszą niż życie „w uśpieniu”.

ANDRZEJ LIPIŃSKI: „Przecież moglibyśmy zupełnie inaczej myśleć, odczuwać, pragnąć…” – to jedna z myśli przewodnich w Pańskiej książce Wie wollen wir leben? Zmiana życiowego planu wydaje się jednak niezwykle trudnym zadaniem. Co zdaniem Pana, filozofa, może nam w tym pomóc?
PETER BIERI: Moja książka jest o człowieku, o jego możliwościach i życiowych dylematach, stąd siłą rzeczy jej przekaz ma także psychologiczny charakter. Najważniejsza zdolność, dzięki której moglibyśmy zacząć inaczej myśleć, odczuwać i pragnąć, polega na tym, że jesteśmy w stanie zrobić krok w tył, przyjąć krytyczną postawę wobec siebie i nie godzić się na to, żeby rządziły nami emocje i uwarunkowania zewnętrzne. Możemy dokonać deskryptywnego oglądu własnej sytuacji i zadać sobie pytanie: co tak naprawdę odczuwam, myślę i pragnę, mówiąc krótko – kim jestem? Z drugiej strony możemy też zapytać normatywnie: kim chciałbym być, czy moje myśli, odczucia i pragnienia są spójne, czy odczuwam wewnętrzną zgodę? Zdolność budowania krytycznego dystansu do siebie samego, typowa dla ludzkiej istoty, jest podstawą wszelkich zmian.

Można by iść dalej i zapytać: jak chcemy żyć, by nasze życie było spełnione, wolne, szczęśliwsze? Od czego powinniśmy zacząć?
Pytanie „jak chcemy żyć?” możemy też sformułować inaczej: jaka jest nasza wizja spełnionego, szczęśliwego życia? Chodzi o to, żeby niejako wpaść na trop własnych wyobrażeń. Większość z nas przyjmuje wobec życia bierną postawę, wiele uwarunkowań i napędzających nas bodźców pozostaje w ukryciu, pod powierzchnią świadomości. Próba samopoznania i uczynienia swojej wewnętrznej przestrzeni tematem rozważań może prowadzić do wydobycia tych ukrytych motywów na światło dzienne. I rozszerzyć obszar samoświadomości.

Czasem używa Pan w tym kontekście określenia „znać się na samym sobie”. Z reguły znamy się na czymś, bo nauczyliśmy się tego np. w ramach edukacji lub nauki zawodu. Jednak samopoznania nie ma na liście szkolnych przedmiotów. A może powinno być włączone nawet do… katalogu praw podstawowych?
Wykształcenie to rodzaj treningu rozwijającego określone umiejętności w konkretnym obszarze życia, z reguły w zawodzie. Kształcenie zaś jest drogą, na której doświadczamy życia i przede wszystkim zdobywamy wiedzę o sobie. Ten proces rozpoczyna się we wczesnym dzieciństwie, kiedy zaczynamy odkrywać swój język, zdolności motoryczne czy możliwość wchodzenia w relacje z innymi ludźmi. Zakładam, że jest to proces otwarty, każda faza życia ukazuje nam nowe perspektywy i pozwala odkrywać nieznane aspekty własnej osobowości. Zawsze, gdy zamykamy kolejny rozdział życia albo mamy poczucie, że wychodzimy z niego z pustymi rękami, pojawia się świadomość, że musi nastąpić coś nowego. Przełamanie takiego kryzysu z reguły owocuje poszerzeniem samoświadomości i uczynieniem kolejnego kroku w procesie kształcenia.

Tak rozumiane kształcenie porównuje Pan z „budzeniem się” jako jednym z warunków samopoznania. A inne filary w budowaniu świadomego i spełnionego życia?
Są nimi samopoznanie i autonomia – to dwa najważniejsze warunki spełnionego życia. Staram się unikać w tym kontekście określenia „szczęście”, ponieważ jest to pojęcie niezwykle pojemne i trudne do uchwycenia. Autonomia wiąże się ściś-
le z ludzką godnością, a więc z pytaniem, w jakim stopniu sami kształtujemy własne życie.

Ale jak rozpoznać, czy prowadzę autonomiczne życie? Co może nam pomóc w zorientowaniu się, że utknęliśmy w labiryncie zniewalających przekonań i wyobrażeń, że jesteśmy ofiarami wieloletniego samooszukiwania?
Musimy uważnie przyglądać się życiu, obserwować własne postępowanie, świadomie używać słów. Idea ta nie jest nowa – znamy ją z religii wschodnich, znajdujemy ją w duchowości chrześcijańskiej, jest ona głównym założeniem myśli oświeceniowej oraz podstawą tak popularnej ostatnio koncepcji uważności. Jądrem tej idei jest wspomniana wcześniej zdolność człowieka do krytycznego spojrzenia na siebie – na własne myśli, odczucia, czyny i słowa. Opanowanie tej zdolności wymaga długiej i żmudnej pracy, nieustannego pytania o przyczyny postępowania, o źródła swojego własnego obrazu. Ten ostatni aspekt jest wyjątkowo ważny, rozwija się powoli, od pierwszych dni życia, niczym w procesie osmozy kształtuje się w interakcji z innymi, staje się podstawą naszych wyobrażeń o nas samych, o tym, co jest dobre, a co złe. Jest to jednak konstrukcja mglista, fragmentaryczna i nie do końca spójna. W Wie wollen wir leben? skupiam się przede wszystkim na tym, czym jest świadoma praca nad zmianą tego wewnętrznego obrazu samego siebie.

Taka praca wymagałaby uważnego wsłuchania się w wewnętrzny głos, odkrycia rozdźwięku między własnymi emocjami i odczuciami a tym, jak w rzeczywistości wygląda nasze życie…
Istotnie, odkrycie rozbieżności między codziennością a życiem wewnętrznym byłoby podstawą rozpoznania, że powinniśmy coś zmienić. Do tego potrzeba jednak już pewnej elementarnej świadomości.

Ale ten rodzaj „wstępnej” świadomości też musimy najpierw w sobie rozbudzić…
Ważnym źródłem tej świadomości może być to, co usłyszymy o sobie od innych ludzi. Często okazuje się, że ich obraz znacznie różni się od naszej wizji własnego Ja, czasem ta rozbieżność bywa wręcz ogromna. Wtedy powinniśmy się zastanowić, co może być tego powodem, zapytać innych, dlaczego oceniają nas i nasze czyny inaczej niż my sami.

Innego źródła samoświadomości upatruje Pan w lekturze, czytaniu książek. Potwierdzają to zresztą również psychologowie, np. profesor Keith Oatley, który badał psychologiczne konsekwencje przeżywania literatury jako symulacji rzeczywistości.
Literatura uczy nas, jak żyją, myślą i odczuwają inni. Czytając historię życia obcego człowieka, mniej lub bardziej świadomie zadaję sobie pytanie, jak sam postąpiłbym w takiej czy innej sytuacji, co bym odczuwał. Z pozycji obserwatora mogę dokonać porównania z własnym zachowaniem i ewentualnie skorygować je.

POLECAMY

Ale czy samo czytanie literatury nie jest pasywną formą przyglądania się światu, wpływającą na zmianę świadomości w mniejszym stopniu niż osobiste doświadczenia?
Częściowo zapewne tak jest, dlatego za równie ważny sposób na zapuszczanie się w głębiny własnego wnętrza uważam pisanie. Nie musi mieć ono znamion wielkiej literatury, na początek wystarczyłoby na przykład zapomniane dziś… pisanie listów. Chodzi jedynie o to, by znaleźć słowa dla własnych odczuć, myśli, potrzeb, i w ten sposób lepiej rozpoznać siebie.

Cechą wspólną tych trzech źródeł wiedzy o sobie – opinii innych ludzi, czytania i pisania – jest odniesienie do świata zewnętrznego. Pisząc list czy książkę, mamy nadzieję, że pojawi się sprzężenie zwrotne z zewnątrz w postaci odpowiedzi lub reakcji czytelnika. Ale co z szukaniem rozpoznań wewnątrz, w głębi własnej osobowości?
Sądzę, że drogą do wewnętrznych pokładów samopoznania może być medytacja – w formie podobnej do wspomnianej wyżej zdystansowanej postawy wobec codzienności i związanych z nią emocji i odczuć. W życiu towarzyszą nam ukry...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy