Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Praktycznie

1 sierpnia 2018

Ile za człowieka?

35

Osądzamy z góry ludzi o innym kolorze skóry, innej orientacji seksualnej, religii. Ale skąd się bierze to osądzanie? Nie rodzimy się tacy. To przychodzi później, szczególnie jeśli wychowywaliśmy się w kulturze budującej własną tożsamość w opozycji do innych.

PAULINA CHOŁDA: Słyszałam, że gdy uczy Pan studentów pisania, doradza im Pan, aby zawsze wybierali trudniejszy temat, taki, którego się obawiają. Dlaczego?
COLSON WHITEHEAD: Uczę osiemnastolatków z New Jersey, którzy chcą pisać głównie o tym, jak to jest być... osiemnastolatkiem z New Jersey. Nasze warsztaty są świetnym laboratorium porażki, można tu bezpiecznie popełniać błędy i przyjrzeć się im. Można odkryć, w czym jest się dobrym, a w czym słabym, jakiej nowej formy należałoby spróbować. Sam lubię eksperymentować z gatunkami i staram się, żeby każda moja książka różniła się pod tym względem od poprzedniej.

Najnowsza, nagrodzona Pulitzerem Kolej podziemna, musiała być dużym wyzwaniem. Myślał Pan o niej od osiemnastu lat.
Tak, temat niewolnictwa pojawił się wiele lat temu, ale ja byłem za młody, by go podjąć. Potrzebowałem więcej „życiowej mądrości”, by sprostać temu pomysłowi. Gdy skończyłem 40 lat, założyłem rodzinę i dowiedziałem się więcej o sobie samym i o świecie. Rozwinąłem też swój warsztat pisarski, dzięki czemu mogłem opowiedzieć ciekawszą historię.

Jak wyglądało przygotowywanie się do jej napisania pod kątem faktograficznym?
Najtrudniejszą częścią było właśnie zrobienie kwerendy, studia nad tematem, zebranie informacji. Analizowałem dane historyczne, czytałem pamiętniki i wspomnienia niewolników już jako ojciec dwójki dzieci, więc mogłem sobie wyobrazić, co mogą czuć rodzice, patrząc jak ich dzieci są katowane i sprzedawane, albo dziecko, które patrzy, jak właściciel plantacji bezlitośnie wymierza chłostę jego matce czy ojcu. To dlatego chcąc wiernie oddać realia tamtych czasów, musiałem przeprowadzić moją bohaterkę, Corę, przez okropne doświadczenia. Pisanie pierwszych kilkudziesięciu stron książki było przygnębiające...

Na jakim etapie edukacji usłyszał Pan o niewolnictwie?
W szkole podstawowej. W podręcznikach można było o tym przeczytać niewiele, to były raczej szczątkowe informacje. Pewne tematy były przemilczane lub omówione bardzo ogólnikowo. Dotyczy to na przykład traktowania rdzennych mieszkańców Ameryki czy właśnie niewolnictwa. Nauczanie o niewolnictwie oznaczałoby przyznanie, że Stany Zjednoczone – wbrew powszechnemu mniemaniu – nie zostały ufundowane na ideałach demokratycznych. Można też na to „przemilczanie” spojrzeć z innej perspektywy: dlaczego ktoś, kogo przodkowie mieszkali na Florydzie lub w Wirginii, miałby zgłębiać historię swojego praprapradziadka, który gwałcił i mordował swoich niewolników.
Ale niewolnictwo jest boleśnie aktualnym tematem – mam na myśli targi niewolników w Libii, gdzie człowieka sprzedaje się za 200 do 500 dolarów.
Niestety, niewolnictwo trwa do dziś, świadcząc o ciemnej stronie natury człowieka.

Również Cora ma w sobie tę ciemną stronę, a jednak – pomimo opuszczenia przez matkę, pomimo okrucieństwa, którego była ofiarą lub świadkiem – przeważa w niej to, co jasne.
Tak, człowiek jest przecież zdolny także do kochania, tworzenia sztuki, mozolnego wykuwania demokracji. Gdy opisywałem historię Mabel, matki Cory, miałem na uwadze interpretację jej zachowań i losów przez nastoletnią Corę, pewną ambiwalencję uczuć córki. Mogła matkę nienawidzić za to, że ją porzuciła, a jednocześnie podziwiać jej odwagę – bo matka zdecydowała się uciec z...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy