Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia w działaniu

12 czerwca 2020

NR 1 (Styczeń 2018)

I że cię nie zmienię

124

Czasem próbujemy przerabiać partnera według własnych oczekiwań. Z jakim skutkiem – zastanawiają się Maria i Bogdan de Barbaro.

Maria de Barbaro, psycholog i psychoterapeutka

Jeśli jesteśmy z kimś w związku, chcąc nie chcąc wzajemnie na siebie wpływamy. Warto ten wpływ rozszyfrować – nie po to, by na mężu/żonie wymusić oczekiwaną zmianę, lecz by zobaczyć wyraźniej, na czym ta małżeńska gra polega. 

POLECAMY

Wchodzimy w związek często ze skrajnymi nastawieniami: z jednej strony mamy złudne przeświadczenie, że nasze starania, by zmienić partnera, wywrą na nim skutek bezpośredni („Powiem mu, jak ma się zmienić i tak się stanie”), z drugiej zaś wyrzekamy się wpływu i poddajemy się okolicznościom, choćby były raniące („Nic się nie da zrobić, nawet nie warto próbować”).

Pary, które przychodzą na terapię, często są zmęczone wieloletnimi próbami „przerabiania” partnera na kogoś bliższego ich ideałowi. Chcą, by terapeuta pomógł im w tym. Na przykład ona chciałaby, żeby on lubił chodzić z nią na spacery, jeździć na wycieczki i spędzał z nią więcej czasu. Z kolei on chciałby, żeby ona nie spędzała tylu godzin na „bezsensownych rozmowach z przyjaciółkami”, bardziej zajęła się domem i zamiast oglądać seriale, zainteresowała się polityką. 

Takie „przeróbki bezpośrednie” są zwykle daremne. Lubimy bowiem pozostawać przy swoim repertuarze, a gdy ktoś usiłuje nas „przerobić”, odczuwamy to jako naruszanie Ja, a nawet atak. Częściej oddziaływanie bywa pośrednie. Nie musimy zgłaszać żadnych pretensji; wystarczy, że zachowujemy się jakoś w obecności partnera i w ten sposób – świadomie bądź mimowolnie – wywieramy na niego wpływ. Czasem jednak reakcja partnera jest całkowicie niezgodna z tym, co chcieliśmy uzyskać. Na przykład stale prosimy męża, by poświęcał nam więcej czasu i uwagi, a on staje się jeszcze bardziej rozdrażniony i nieczuły. 

Największy wpływ tak naprawdę mamy na samych siebie. A jeśli my się zmienimy, nasz partner będzie miał do czynienia z nową sytuacją, która niejako wezwie go do nowej odpowiedzi. Na przykład, jeżeli żona odrzuca męża, bo uważa go za alkoholika, a on w pewnym momencie przestanie pić, to jej trudno będzie pozostać w starym repertuarze zachowań wobec niego. Pojawia się wyzwanie dla małżeństwa. Jeżeli ona zrezygnuje z odrzucania męża, to w konsekwencji on będzie miał mniej impulsów do rozładowywania frustracji alkoholem.

Te scenariusze wzajemnego wpływu, które powstają w relacjach małżeńskich, utrwalają się i ustanawiają pole wspólnego doświadczenia. Czasami jest ono trudne. Na zewnątrz może to wyglądać jak milczenie albo dystans, obcość albo przewlekłe kłótnie, dominacja lub przemoc jednegoz partnerów i potulność drugiego. Wewnętrznie pojawia się lęk, brak poczucia bezpieczeństwa, samotność i powtarza się raniący typ więzi, jakiego doświadczaliśmy w dzieciństwie i od którego próbowaliśmy uciec. Partnerzy zamykają sięwe wspólnym, krzywdzącym błędnym kole. Niektórym parom dopiero psychoterapia pomaga wyzwolić się z takiego uwikłania w destrukcyjny wzajemny wpływ.

Na szczęście w wielu związkach partner i partnerka są akceptowani i kochani jako odrębne osoby. Nie „służą” partnerowi do zaspokajania jego potrzeb emocjonalnych, lecz budują doświadczenie bliskości. Wpływają na siebie, dając sobie uznanie, wsparcie, wysłuchanie, akceptację.

Bogdan de Barbaro, psychiatra i psychoterapeuta

Nierzadko zdarza się, że jeden z partnerów ma szczery zamiar zmienić tego drugiego. Tak dzieje się, gdy jest głęboko przekonany, że wie lepiej, czego brakuje temu drugiemu, a ten z kolei daje sygnały, że gotów jest się podporządkować. W pewnym sensie zmieniacz przyjmuje pozycję rodzica, natchnionego obowiązkami pedagogicznymi. Nie jest to pomysł, który na dłuższą metę ma szanse powodzenia. Wprawdzie przez p...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy