Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

8 kwietnia 2020

NR 4 (Kwiecień 2020)

Genialne umysły i Suzuki

53

Kontakt z muzyką uwrażliwia – na piękno dźwięku, a także piękno w ogóle.

Najwięksi odkrywcy odrzucają powszechnie wiadome prawdy i stereotypowe przekonania i zmierzają w kierunku, który często jawi się jako absurdalny. Większość z nich maniakalnie oddaje się pracy. 

Po lekturze książki Melissy A. Schilling Genialne umysły można odnieść wrażenie, że „seryjni innowatorzy” są wręcz stworzeni, żeby pracować. Odnosi się to m.in. do naszej rodaczki Marii Skłodowskiej-Curie czy Thomasa Edisona, który kojarzy nam się na ogół jako wynalazca żarówki. Jego asystent opowiadał, że Edison pracował osiemnaście godzin na dobę. Zdarzało mu się zasypiać o czwartej nad ranem na stercie książek spełniających rolę poduszki pod głowę. Nie tylko nad tym nie ubolewał, ale podkreślał, że dzięki pracy „ziemia jawi mu się rajem”.

Genialność jednak drogo kosztuje. Po opublikowaniu teorii względności Einstein był tak wyczerpany, że dwa tygodnie spędził w łóżku, żeby dojść do siebie.

Niczego nie wynalazłem, ale dobrze wiem, co to bezgraniczne oddanie pracy. Mam nawet wyrzuty, że zamęczałem ludzi, którzy ze mną pracowali. Pewno i trochę z tego właśnie powodu od lat interesuje mnie metoda nauki gry na instrumentach, której jedną z podstawowych zasad jest uczenie poprzez naśladownictwo i zabawę.

Metoda Suzuki nosi swoją nazwę od jej twórcy – Japończyka Shinichi Suzuki. Opracował ją w połowie ubiegłego wieku dla swojego czteroletniego ucznia. Wyszedł z założenia, że skoro ojczystego języka dzieci uczą się przez powtarzanie dźwięków, sylab, potem słów, a wreszcie zdań, i przychodzi im to bez problemu, to podobnie mogą uczyć się grać. Zgodnie z jego metodą dzieci oswajają się z muzyką i instrumentami od najmłodszych lat. Zacz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy