Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

2 czerwca 2019

NR 6 (Czerwiec 2019)

Dzieje grzechu

44

Człowiek dąży do uzyskania podobieństwa do Boga. Ale to nie dokonuje się przez małoduszne trzymanie się norm i zakazów, przez wystrzeganie się grzechów ciężkich, głównych, lekkich, dalszych, nowych... Grzech to zmarnowanie szansy rozwoju, to zaniedbanie. Stagnacja jest degeneracją.

MAGDA BRZEZIŃSKA: Przekręty finansowe, wyścig szczurów, genetyczne eksperymenty, mobbing, produkcja niezdrowej żywności, piractwo drogowe – to tylko niektóre z długiej listy „nowych grzechów” krążącej w sieci, czasem pojawiającej się w kazaniach jako przykłady „grzechów współczesności”. I co jakiś czas dodawane są nowe. Trudno zliczyć. Czy Pan jako teolog wie, ile dokładnie jest tych grzechów w 2019 roku?

PIOTR SIKORA: Myślę, że nikt nie wie, może Bóg jeden. Wszystko zależy od tego, co rozumiemy przez grzech. W klasycznym rozumieniu grzechem jest pewnego rodzaju ludzkie działanie, złe działanie – złe w kontekście religijnym. Zatem trudno powiedzieć, ile jest grzechów, bo nie da się wyliczyć, ile jest możliwych ludzkich działań i zachowań, w tym tych związanych z czynieniem zła. Podobnie zresztą trudno jest powiedzieć, ile jest dobrych uczynków, bo przecież jest nieskończenie dużo możliwości czynienia dobra.

Mimo to już od III wieku, od Ojców Pustyni, podejmowane są próby katalogowania grzechów, ważenia ich, kategoryzowania. Dlaczego?

Myślę, że to się wiąże z potrzebą jakiegoś zrozumienia, uporządkowania ludzkiego życia, żeby ono nie jawiło się jako zupełny chaos. Próba kategoryzacji grzechów pod względem teologiczno-moralnym wpisuje się w tę tendencję poznawczą. Przy czym pamiętajmy, że grzech jest kategorią stricte religijną – wprawdzie etyka również mówi o czynach dobrych, złych, wadach, ale nie pojawia się tutaj kategoria grzechu. 

W chrześcijańskiej tradycji uznanie danego działania za grzech wiąże się z rozpoznaniem, że ono oddala człowieka od Boga. Zatem grzech jest odwróceniem się od Boga i ta postawa wyraża się w konkretny sposób. Natomiast postawa niegrzeszna prowadzi człowieka do Boga. To podstawowa definicja, która jednak niewiele mówi – bo jak rozwikłać, co to znaczy, że ktoś jest zwrócony do Boga albo odwrócony od Niego? Wymaga to pewnego uformowania, zaangażowania, wyostrzenia duchowego umysłu, ale nawet wtedy, jak mówią różni mistrzowie duchowi, trudno zorientować się od strony podmiotowej, na ile jestem do Boga zwrócony, a na ile już nie.

I tu z pomocą przyszło prawne dziedzictwo Rzymu – w łacińskiej tradycji o grzechu mówi się wtedy, gdy ktoś złamie prawo Boże. W związku z czym tworzone były spisy, listy norm, których nierespektowanie objęte było jakąś sankcją religijną. Takie listy grzechów – w popularnym rozumieniu grzechu – zaczęły dominować, bo ułatwiały orientację w rachunku sumienia, który ma pomóc rozpoznać, czy nasze działania prowadziły nas do Boga, czy od Niego odwodziły.

Ojcowie Pustyni – pierwsi mnisi chrześcijańscy, asceci, którzy od końca II wieku żyli samotnie lub w niewielkich grupach na pustyniach egipskich, a potem w Syrii i Palestynie.

Żyli w ubóstwie, intensywnie się modlili, praktykowali posty i pokutę. Utrzymywali się z prostej pracy rzemieślniczej lub najemnej. W większości wywodzili się z chłopów, byli niepiśmienni. Najbardziej znani to: Antoni

Wielki, Makary Egipski, Pojmen, Paweł Prostak, Pachomiusz, Arseniusz, Ewagriusz z Pontu, Jan Kasjan. 

 

Ułatwiały orientację, ale czy nie spłycały rozumienia, czym jest grzech?

Oczywiście, niesłychanie spłycały, ponieważ odrywały jego sens od samego korzenia, od poziomu relacji do Boga i osadzały go na poziomie jakiegoś legalizmu! Co ciekawe, takie listy grzechów nie są nigdzie zdogmatyzowane, nie ma ich w najważniejszych normach wiary chrześcijan, takich jak Credo. Katalogi grzechów produkują moraliści, mniej lub bardziej umocowani w jakichś strukturach kościelnych, a potem te katalogi funkcjonują jako autorytatywne ukazy – bo ksiądz odczytał, bo ktoś komuś powiedział... Podstawą tendencji do takiego katalogowania jest próba ujęcia całego życia moralnego w system tabelek z Excela.

Mamy listę na przykład 50 grzechów ciężkich, więc podchodząc do rachunku sumienia, bierzemy ołówek i zakreślamy. Aha, z tej listy niczego nie zrobiłem, no to jestem w porządku... Ale takie podejście sprowadza rzeczywistość życia, dobra i zła do czegoś, co ksiądz profesor Józef Tischner nazwał etyką technologiczną: to tak, jakby robotowi wgrać listę czynności zakazanych i robot tych rzeczy nie zrobi – ale czy on jest etyczny? Tischner uważał, że nie jest, bo zaprogramowany robot działa mechanicznie. Etyczność pojawia się wtedy, gdy dysponujemy doświadczeniem, że coś jest dobre, a coś jest złe, rozpoznajemy, co jest dobre, a co złe. Takie podejście jest bliższe religii, bo – jak wierzą chrześcijanie – doświadczając dobra, doświadczamy odblasku obecności Bożej. A jeśli nie chcemy tego dobra realizować, odwracamy się od niego, czy wręcz niszczymy, to pojawia się kategoria grzechu. Zatem cała sztuka tkwi w rozeznaniu – dlatego Tischner pisał o „sztuce etyki”; a ta wymaga pewnej praktyki, wykształcenia zdolności rozpoznawania. 

W tym rozpoznawaniu czasami możemy się pomylić... Etymologicznie słowo grzech w językach słowiańskich oznacza pomyłkę, zmyłkę, pobłądzenie. Hebrajski odpowiednik chattá’t czy grecki hamartia też oznacza chybienie, błądzenie, zmylenie drogi.

No właśnie – błądzenie na drodze ku Bogu. Teologia odnowy, zarówno przed Soborem Watykańskim II, jak i po nim, postulowała i nadal postuluje powrót do źródłowego pojmowania grzechu, do koncepcji średniowiecznych czy starożytnych, Tomasza z Akwinu czy Ojców Kościoła, głoszących właśnie tę relacyjną wagę grzechu – zwracam się do Boga albo odwracam się od Niego. Tomasz z Akwinu zwracał uwagę na ważny aspekt grzechu obecny w modlitwie „Confiteor”, gdy chrześcijanie wyznają, że zgrzeszyli „myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”. Zaniedbanie w ogóle nie istnieje w tej nakazowo-zakazowej wizji grzechu, natomiast dla Tomasza to jest jeden z głównych grzechów, bo życie ludzkie jest pewnym dążeniem, drogą do Boga, i największym problemem nie jest to, że coś strasznego zrobiliśmy, jakiś przepis złamaliśmy, ale to, że zatrzymaliśmy się w dążeniu do Boga. To jest bardzo wyzwalająca, choć też wymagająca wizja – człowiek jest bytem w rozwoju, dążeniu do uzyskania boskiego podobieństwa, a ten rozwój wcale nie dokonuje się poprzez małoduszne trzymanie się norm i zakazów. Ojcowie Kościoła i Ojcowie Pustyni patrzą na grzech jako zmarnowanie szansy rozwoju. Dla nich zaniedbanie, stagnacja jest degeneracją.

Rozpaczliwe próby zaspokojenia wszelkich pragnień biorą się z fałszywego ulokowania sensu życia i wartości.

 

Czy takie tworzenie list „nowych grzechów” to jest znak naszych czasów, czy każdy wiek miał swoje listy?

W każdym wieku była taka tendencja, choć narastała chyba od późnego średniowiecza, gdy spowiednicy układali takie listy grzechów i odpowiednich pokut. Zwłaszcza w zachodnim chrześcijaństwie od czasów średniowiecza do Kościoła wkroczyła ta legalistyczna moralność. 

Natomiast dla mnie interesujące jest, że to, co od papieża Grzegorza Wielkiego na Zachodzie nazywamy siedmioma czy ośmioma grzechami głównymi, wcześniej było opisywane raczej jako wady, tendencje, a nie czyny zakazane. O takich tendencjach, wadach i w związku z tym pewnych myślach złych, jakie się w nas pojawiają, pisali Ewagriusz z Pontu czy Jan Kasjan. Oni sięgali głęboko, mówili, że grzech rozumiany jako działanie to jest ostatni etap procesu, który zaczyna się, gdy pojawia się pokusa i za nią tendencja w nas, jakaś myśl. Mówili, że w człowieku są pewne pragnienia, awersje, tendencje związane z bardzo podstawowymi, biologicznymi potrzebami, a także z potrzebami duchowymi. Te tendencje mogą być uporządkowane w dobry sposób i wtedy prowadzą człowieka do rozwoju w drodze do Boga, ale mogą też być wykrzywion...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy