Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

30 listopada 2015

Dziecięce rachunki

0 399

Pod ich wpływem nawet małe dzieci zachowują się jak dorośli. Wystarczy, że na nie spojrzą albo pobawią się nimi, a od razu stają się bardziej wytrwałe i skuteczne, ale równocześnie mniej chętne do pomocy innym. Pieniądze. Skąd w nich taka moc? Jak oczarowują nawet tych, którzy o ich naturze mają jeszcze mgliste pojęcie?

Podczas zakupów w osiedlowym sklepie zobaczyłam taki obrazek. Obok półki z napojami stały dwie kobiety z dziewczynką w wózku, dwu-, może trzyletnią. W pewnym momencie dziewczynka wyciągnęła rączkę, by wziąć sobie z półki soczek. Jej mama zareagowała, tłumacząc: „Nie możesz wziąć tego soczku i wypić, jeśli najpierw za niego nie zapłacimy. Nie dostaniesz soczku, jeśli nie dasz pani pieniążka”.
Uśmiechnęłam się, widząc, jak mama cierpliwie tłumaczy dziecku zasady rządzące światem, a dziec­ko reaguje ze zrozumieniem. Potem jednak pomyślałam, czy na pewno rozumie? Czy trzyletnie dziecko jest w stanie pojąć, czym są pieniądze i jak wpływają na nasze życie?

Zaborczość i pazerność
Na te pytania staramy się odpowiedzieć w badaniach, które od kilku lat prowadzimy z Tomaszem Zaleśkiewiczem i Sandrą Wygrab z wrocławskiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, z Lan Chaplin z University of Illinois w Chicago oraz Kathleen Vohs z University of Minnesota. Sprawdzamy, czy pieniądze są w stanie wywołać u dzieci zmiany w zachowaniu i preferencjach podobne do tych, jakie można zaobserwować u osób dorosłych. Co ciekawe, w eksperymentach tych nie wykorzystujemy pieniędzy do płacenia za wykonanie zadań, a jedynie wzbudzamy myślenie o nich poprzez procedurę primingu (patrz słowniczek). Na przykład badani siedzą przy stole, na którym leżą pieniądze – prawdziwe albo zabawowe, takie jak z gry „Monopol”. Albo przebywają w pomieszczeniu, gdzie na ścianie wiszą plakaty przedstawiające pieniądze, niekiedy liczą pliki banknotów lub monety na obrazku. Nikt z badanych nie zdaje sobie sprawy z tego, że pieniądze lub ich symbole, z którymi ma styczność, wpływają na jego zachowanie. A wpływają, niezależnie od tego, jak wzbudzono myśli o pieniądzach: wzmagają u badanych koncentrację na sobie, sprawiają, że wprawdzie wytrwalej samodzielnie pracują, ale zarazem ignorują potrzeby innych ludzi.

A jak to jest w przypadku dzieci? Większość badań dotyczących tego, czym dla nich są pieniądze, prowadzona jest metodą wywiadu. W rozmowie sprawdza się, czy najmłodsi umieją posługiwać się pieniędzmi w transakcjach, czy potrafią je rozmienić i wydawać, na przykład podczas zabawy w sklep. Sprawdza się także, czy dzieci rozumieją podstawowe pojęcia ekonomiczne, takie jak zysk, cena, koszty czy prowizja.

Badania te skupiają się więc na ekonomicznej stronie pieniędzy, ignorują zaś ich aspekty społeczne czy psychologiczne. A można je badać właśnie poprzez wzbudzanie myśli o pieniądzach. Uznaliśmy, że pieniądz jest tak silnym bodźcem społecznym i psychologicznym, że nawet małe dzieci, które jeszcze nie rozumieją jego funkcji ekonomicznych, powinny kojarzyć go z relacjami opartymi na wymianie.

Pojęcie to pochodzi z teorii Margaret Clark, psychologa z Uniwersytetu Yale. Badaczka zakłada, że bliskie więzi społeczne, przede wszystkim z rodziną, oraz wymiana rynkowa z osobami, z którymi nie wiążą nas żadne więzi krwi to dwa podstawowe sposoby zaspokajania najważniejszych potrzeb. Relacje oparte na wspólnocie związane są z okazywaniem troski, zaspokajaniem potrzeb drugiej osoby i bezinteresownym pomaganiem. Relacje oparte na wymianie mają miejsce, gdy płacimy pieniędzmi albo dostajemy zapłatę za pracę. W tym przypadku robimy coś dla drugiego człowieka, bo oczekujemy czegoś w zamian, a nie z powodu poczucia wspólnoty. Symbolem takich relacji są właśnie pieniądze, powinny zatem również u dzieci nasilać zachowania, które są typowe dla myślenia „rynkowego”, takie jak np. wytrwała praca, ale także zaborczość i pazerność, a osłabiać zachowania typowe dla relacji opartych na wspólnocie, takie jak bezinteresowne pomaganie innym.

Liczę pieniądze, więc nie pomogę
W naszych badaniach uczestniczyły przedszkolaki, bowiem dzieci w tym wieku zwykle nie potrafią jeszcze liczyć i nie rozumieją instrumentalnego znaczenia pieniędzy. Zakładaliśmy więc, że jeśli pieniądze zmienią zachowanie dziecka, będzie to związane z ich znaczeniem psychologicznym i społecznym, nie ekonomicznym. Zaczęliśmy od najstarszych przedszkolaków – pięcio- i sześciolatków. Część z nich najpierw liczyła pieniądze – monety lub banknoty. Pozostałe maluchy liczyły guziki albo kolorowe kartki wielkości banknotów.

Następnie eksperymentatorka prosiła dzieci o pomoc. Wskazywała stojące w drugim końcu pokoju pudło z kredkami i prosiła, by wyszukały i przyniosły jak najwięcej fioletowych kredek, które będą potrzebne do kolejnych zadań dla młodszych dzieci. Ponieważ bezinteresowna pomoc jest typowym zachowaniem „wspólnotowym”, spodziewaliśmy się, że dzieci, które miały kontakt z pieniędzmi, będą potem mniej chętnie pomagać innej osobie. Rzeczywiście, okazało się, że maluchy, które najpierw liczyły pieniądze, przyniosły potem prawie dwa razy mniej kredek niż te, które liczyły guziki lub kolorowe kartki! Co ciekawe, nie miało znaczenia, czy liczyły monety, czy banknoty – a więc nie chodziło o wartość pieniędzy, ale o sam kontakt z nimi.

A jak to wygląda u jeszcze młodszych dzieci? Czy trzylatki zareagują podobnie? Przecież o pieniądzach wiedzą raczej niewiele, najwyżej potrafią je odróżnić od innych
obiektów. A jednak mała dziewczynka z historii przytoczonej na początku wydawała się rozumieć, że za pewne rzeczy trzeba zapłacić. 
W naszym eksperymencie najmłodsze przedszkolaki najpierw sortowały monety, banknoty, guziki lub kolorowe karteczki, a potem prosiliśmy je, by przyniosły jak najwięcej kredek z pudła w drugim kącie sali. Efekt był taki sam jak u sześciolatków: trzylatki, które miały kontakt z pieniędzmi, przyniosły znacznie mniej kredek niż pozostałe!

Kupić sklep?
Z jedną z grup przedszkolaków biorących udział w eksperymencie spotkaliśmy się ponownie po dwóch tygodniach. Zapytaliśmy je wówczas, co można kupić za pieniądze, a czego kupić się nie da. Odpowiadały poprawnie, że można kupić cytrynę, czekoladę albo truskawki, ale nie można kupić dziecka. Wszystkie uważały jednak, że za pieniądze nie można kupić innych pieniędzy, nie da się też kupić sklepu – a przecież wiemy, że istnieją kantory i że sklep to też towar. A zatem dzieci rozumiały ekonomiczne funkcje pieniędzy, choć w ograniczonym stopniu – uważały, że służą one do kupowania tylko prostych, codziennych rzeczy.
Potem dzieci dostały trudniejsze zadanie. Eksperymentatorka kładła przed nimi dwie monety dwuzłotowe, a przed sobą – jedną pięciozłotówkę i pytała, kto ma więcej pieniędzy. Następnie układała trzy kupki: pięć pięciozłotówek, dwa banknoty po dwadzieścia złotych i jeden banknot pięćdziesięciozłotowy i pytała dzieci, za co będą mogły kupić więcej pieniędzy. Badania przeprowadzone 30 lat temu przez dwie włoskie psycholożki, Annę Berti z Uniwersytetu w Padwie i Annę Bombi z Uniwersytetu w Rzymie, pokazały bowiem, że dzieci, które nie umieją dobrze liczyć, tworzą sobie różne „naiwne” teorie dotyczące wart...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy