Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

22 marca 2016

Dzieci presji 

142

Wychowywanie dziecka to dziś skrzyżowanie zawodów sportowych i tworzenia topowego produktu. Jesteś rodzicem curlingowym czy helikopterowym?

ALEKSANDER KRÓL, MAGDA BRZEZIŃSKA: – Kradnie Pan swoim dzieciom dzieciństwo?
CARL HONORÉ: – Nie sądzę... Gdyby tak było, nie miałbym szczęśliwych, zdrowych, twórczych, dobrych, ciekawych świata dzieci, które potrafią się dzielić z innymi.

Ale o współczesnych rodzicach nie ma Pan najlepszego zdania. Nazywa ich Pan „curlingowymi rodzicami”, bo – jak na lodowisku – usuwają dzieciom spod nóg wszelkie przeszkody, żeby się czasem nie poślizgnęły...
– Albo jak helikoptery nieustannie krążą nad głowami dzieci, monitorują, kontrolują każdy ich krok. Efekty helikopterowego wychowania już są widoczne: słyszałem o 19-latku, który rozmawiając ze swoim profesorem o jakichś ważnych sprawach związanych ze studiami, przekazał mu telefon komórkowy, mówiąc „dlaczego pan nie ustali tej sprawy z moją mamą?”. Pępowina nie zostaje odcięta nawet po egzaminie maturalnym. Merrill Lynch, jedna z czołowych instytucji finansowych na świecie, zatrudniająca osoby ze średnim wykształceniem, rozsyła do rodziców przyszłych pracowników informacje o wakatach i organizuje dni otwarte dla ojców i matek, by mogli dokładnie sprawdzić warunki pracy dla ich – dorosłego przecież! – dziecka. Rodzicom pozwala się nawet uczestniczyć w rozmowie kwalifikacyjnej i negocjować wynagrodzenie syna czy córki.

To dlatego rekordowa liczba amerykańskich studentów cierpi z powodu różnych problemów psychicznych?

– Moim zdaniem – tak. To skutek działań „nadrodziców”, którzy precyzyjnie planują każdą chwilę życia swoich dzieci, organizują im czas od rana do wieczora, zarządzają ścieżką kariery od porodówki do pierwszej pracy... Takie dzieci w dorosłym życiu mają kłopoty z usamodzielnieniem się. One tak naprawdę nigdy nie dorosną.

Dlaczego dziś rodzice zawłaszczają dzieciństwo swoich pociech?
– Myślę, że dzieje się tak z wielu powodów. Oczywiście, kierują się szlachetnymi pobudkami: chcą jak najlepiej przygotować dzieci do życia, dać im świetny start. Jednak w ostatnim ćwierćwieczu towarzyszy temu coś bardzo niebezpiecznego – nastawienie na perfekcyjność. Wraz z globalizacją wzrosła rywalizacja i poczucie niepewności w miejscu pracy, co sprawia, że boimy się o nasze dzieci i chcemy je dobrze przygotować do wyzwań dorosłego życia. Apoteoza kultury konsumpcji spowodowała wzrost naszych oczekiwań: chcemy mieć doskonałe zęby, włosy, ciało, wakacje, dom, no i oczywiście perfekcyjne dzieci. Jako rodzice odczuwamy ogromną presję, by dać naszym dzieciom wszystko, co najlepsze i sprawić, by były we wszystkim najlepsze.

Czujemy presję, by dać im idealne dzieciństwo.
– To też pochodna zmian profilu demograficznego. Dziś rodzina drastycznie się kurczy, wiele par decyduje się na tylko jedno dziecko. Co prawda im mniej mamy dzieci, tym więcej możemy im poświęcić czasu i pieniędzy, ale oznacza to również mniejsze doświadczenie rodzicielskie oraz mniejszą szansę na ekspansję genów.
Współczesne kobiety decydują się na dziecko coraz później, tuż przed czterdziestką, więc przesuwa się również czas, który muszą poświęcić na wychowanie i zaplanowanie swojemu dziecku przyszłości. Jeśli coś pójdzie niezgodnie z planem, to kobieta nie będzie miała już szansy na urodzenie i wychowanie kolejnego dziecka. Tak więc od dnia narodzin w dziecko wdrukowany jest niepokój rodziców.

Co dorośli robią z tym niepokojem?
– Próbują zastosować w domu wzorce biurowe. Myślą, że wykorzystując techniki zwiększające wydajność pracy w wychowywaniu dzieci, staną się lepszymi, bardziej profesjonalnymi rodzicami. Niestety, czeka ich porażka, bo stracili pewność siebie. Stają się ofiarami producentów masy zbędnych rzeczy dla dzieci, chociażby takich jak kaski dla uczących się chodzić maluchów. Rodzice niezwykle łatwo ulegają też naciskom innych rodziców. Wystarczy, żeby znajomy zdziwił się: „To wasz dwuletni syn jeszcze nie ma swojego korepetytora?”.
Dzieciństwo jest odzwierciedleniem mocnych i słabych stron danej społeczności. Jesteśmy superzorganizowani, superpobudzani i hiperzestresowani, co instynktownie przekazujemy naszym dzieciom. Rodzicielstwo to dziś skrzyżowanie zawodów sportowych i kreacji topowego produktu.

My czujemy presję otoczenia i robimy wszystko, by nasze dziecko było geniuszem. Dziecko czuje naszą presję i... jaki jest tego skutek?

– Wszyscy jesteśmy ofiarami tej kulturowej obsesji perfekcyjności. Nawet jeśli mamy poczucie, że nasze wysiłki wychowawcze są chybione, to i tak je kontynuujemy, bo czujemy, że tego się od nas wymaga. A skutki są takie, że rośnie nam pokolenie najgrubszych dzieci, jakie widział świat, bo nie pozwalamy im wyjść samodzielnie przed dom. A te dzieci, które uprawiają sport, również cierpią – z powodu kontuzji, którym ulegają, bijąc kolejne rekordy dla swoich profesjonalnych młodzieżowych klubów sportowych.
Dzieci stłamszone presją bycia perfekcyjnymi stają się mniej kreatywne. Nie mają czasu ani przestrzeni, by poznawać świat na własnych warunkach, chodząc własnymi ścieżkami. Nie uczą się samodzielnego myślenia i podejmowania ryzyka. Odmawia im się prawa do popełniania błędów. Robią to, co im się powie. Nie uczą się również tego, by pytać siebie o to, kim są, bo są całkowicie pochłonięte zaspokajaniem wymagań rodziców. Są coraz bardziej zestresowane i wyczerpane. Nie wiedzą, jak spożytkować czas, nie potrafią go samodzielnie zagospodarować i dlatego łatwiej ulegają nudzie.

Skąd się biorą nadrodzice? Starają się świetnie zarządzać rozwojem dziecka, bo sami w dzieciństwie byli pozbawieni wystarczającej uwagi swoich rodziców? A może po prostu chcą być dumni ze swoich dzieci?
– Każdy rodzic lubi odczuwać dumę z osiągnięć swoich dzieci. Gorzej, gdy dorośli wykorzystują dziecko, aby zrekompensować sobie własne frustracje. Dziś rodzice robią to w ekstremalny sposób – wielu nakleja na swoje samochody naklejki z napisem: „mój syn jest wzorowym uczniem” oraz informacją, do jakiej szkoły uczęszcza. Widziałem ostatnio w tygodniku „The New Yorker” rysunek kpiący z tendencji do traktowania dziecka jako projektu wymagającego zarządzania od urodzenia. Rysunek przedstawia młodą parę stojącą nad kołyską nowo narodzonego dziecka. Mama mówi: „Popatrz, to prawnik”.
Wydaje się, że jako rodzice żyjemy życiem swoich dzieci o wiele bardziej niż wcześniejsze pokolenia. Jesteśmy bardziej zaangażowani emocjonalnie w ich sukcesy. Patrzymy na nie, by napawać się dumą, szczęściem, by zrekompensować swoje porażki. Jesteśmy tak bardzo pochłonięci ich życiem, że nawet mówimy: „mamy dużo lekcji do odrobienia”, „w niedzielę gramy w pił...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy