Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

20 lipca 2022

NR 8 (Sierpień 2022)

Dlaczego czasem wypływa z nas hejt

0 437

Wylądowałam w lipcu w szczycie sezonu turystycznego we Władysławowie. Bliska mi osoba znalazła się w szpitalu w Wejherowie i przyjechałam do niej, by po wypisie być blisko w razie czego. Władysławowa nie planowałam. Zakupów też nie, ale ponieważ ratownicy medyczni zadzwonili w nocy, więc nie miałam czasu na myślenie o szamponie i paście do zębów, gdy wsiadałam do auta. Ale się zdarzyło. Gdy ogarnęłam sprawy najważniejsze, poszłam zrobić zakupy i pieszo wracałam do apartamentu, mijając tłumy. Mężczyźni z butelkami piwa w ręce prezentowali czerwoną spaleniznę na sporych połaciach ciał pozbawionych koszulek. Kobiety – feerie kolorów na głowie, paznokciach i ubraniach. Dzieci z goframi XXL i kręconymi lodami darły się wniebogłosy. Rozmawiałam ze znajomym przez telefon i... komentowałam to, co się dzieje. Tak. Robiłam to w złośliwy, niewybredny sposób. Byłam po nieprzespanej nocy, nerwach związanych ze zdrowiem kogoś, kogo kocham, zmęczona upałem, tłumami i obecnością w miejscu, w które nigdy z własnej woli o tej porze roku bym się nie wybrała. Byłam werbalnie wredna. Pewnie momentami okrutna. Znajomy podkręcał moje komentarze. Już w pokoju ze wstydem przyznałam się sama przed sobą, że ten wylew złośliwości zrobił mi dobrze. 

Pierwszy publiczny hejt zaliczyłam kilka lat temu. Opublikowałam właśnie książkę Przepis na bieganie i w ramach promocji udzieliłam wywiadu jednemu z portali internetowych. Wywiad dotyczył przygotowań do zdobycia Korony Maratonów i moich doświadczeń treningowych. Tyle. Zobaczyłam go na ekranie telefonu, gdy wsiadałam do pociągu w Warszawie. Sprawdziłam, gdy już dojechałam do Krakowa. Ponad trzy tysiące komentarzy. Wulgarnych. Prymitywnych. Komentujących w niewybredny sposób moje ciało. Czasem pojawiały się informacje, co różni panowie chętnie by ze mną zrobili. Było też trochę sugestii dotyczących operacji plastycznych, którym powinnam się poddać. Ani słowa o bieganiu. O sporcie. O zdrowiu. Wróciłam do domu i długo stałam pod prysznicem. Mimo kolejnych namydleń, dalej czułam się brudna i zbrukana. To słowa w obrzydliwy sposób dotykające mojej cielesności, seksualności i życia prywatnego przykleiły się do mnie niczym brudny, śmierdzący muł. 

POLECAMY

Kolejne hejty pojawiały się zawsze, gdy publicznie robiłam jakąś akcję społeczną czy udzielałam jakiegoś wywiadu. I jestem prawie pewna, że hejterzy, tak jak ja wczoraj po wyjściu z marketu, byli przekonani, że tylko komentują to, co się dzieje. I też robili to w złośliwy, niewybredny sposób. Pewnie mieli swoje powody. Może drażniło kogoś, że laik pisze książkę o bieganiu? Może mój wygląd albo sposób bycia uruchamiał w kimś coś trudnego i za pomocą okrutnych słów wyzłośliwiali się na potęgę. I pewnie też po wyrzuceniu tego z siebie zrobiło się im dobrze. Więc na poziomie słów zachowaliśmy się identycznie. Tylko że ja swoje skierowałam wyłącznie do zaufanej mi osoby i mijająca mnie pani z gofrem XXL w jednej dłoni, kręconymi lodami w drugiej, z rzęsami do czoła i paznokciami jak mój palec wskazujący nigdy się nie dowie, jak ją opisałam znajomemu. Ja mogłam o sobie przeczytać na forum publicznym. 

Język językowi nierówny. Słowa mają moc oswajania rzeczywistości. Coś, co zostaje nazwane, zyskuje status niezależnego bytu. Czułam w sobie frustrację, złość, zmęczenie. Mój umysł znalazł obiekty tej złości. I poradził sobie tak, jak umiał najlepiej. Nie. Nie jestem z siebie dumna. Wolałabym inaczej sobie radzić z trudnym w sobie. Ale poradziłam sobie tak, jak wtedy umiałam najlepiej. Pewnie nieraz się to jeszcze zdarzy. Bo tak też działa język. Nazywa to, co się w danej osobie aktualnie wydarza. Oczywiście lepiej byłoby nazwać to, co czuję, zamiast wyżywać się na niewinnych ludziach. Lepiej, ale często jest to niemożliwe. Nazywanie uczuć może pojawić się wtedy, gdy mamy do nich dystans, gdy potrafimy patrzeć na nie z boku. Ale w tym sklepie ja nie czułam złości i frustracji. Ja BYŁAM ZŁOŚCIĄ I FRUSTRACJĄ. Produkowałam więc słowa, a może raczej moja złość i frustracja, jak karabin maszynowy, wyrzucały złoś...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy