Marcin Jaroszewski

Sprawdzam

fot. Sami Sert/istockphoto

To właściwie miała być formalność – chciałem upewnić się, co do skuteczności motywowania z wykorzystaniem wzbudzania pożądanych emocji, których siłę oddziaływania wzmacnia dodatkowo metaforyczny charakter komunikatu.

W świetle zapewnień specjalistów od wywierania wpływu społecznego nic bardziej psychologicznie efektywnego i radosnego.

Rzecz w skrócie wyglądała tak: studenci (seminarzyści studiów magisterskich i licencjackich) proszeni byli w anonimowym kwestionariuszu o określenie własnego stanowiska wobec wyobrażonej sytuacji, w której zostają zaproszeni przez swojego promotora do wzięcia udziału w konferencji naukowej  z wygłoszeniem własnego kilkunastominutowego referatu.

Wystąpienie miałoby odpowiadać zainteresowaniom zgodnym z treścią przygotowywanej pracy dyplomowej, a promotor zobowiązywał się do udzielenia pomocy w rzeczonym przedsięwzięciu.

Wybór tego zadania nie był przypadkowy. Jak potwierdziły to wyniki kwestionariusza (zebrane w innym jego miejscu) stosunek badanych do wystąpień publicznych był ambiwalentny: z jednej strony osoby biorące udział w badaniu wysoko oceniały przydatność kompetencji prezentowania swoich poglądów przed widownią, z drugiej widziały sytuację wystąpienia publicznego jako budzącą silny lęk. Tak też wyobrażona propozycja promotora mogła z powodzeniem budzić konkurencyjne motywy jednoczesnego dążenia i unikania.

Gdzie zapowiedziane wcześniej motywowanie? Otóż przed opisem własnej reakcji studenci proszeni byli o przeczytanie krótkiego tekstu, który występował (w losowym rozdaniu) w trzech wersjach, dzieląc tym samym badanych na trzy grupy. Pierwsza zachęcana była do przyjęcia propozycji promotora w sposób silnie nasycony emocjonalnie – poprzez analogię przywołującą dziecięce doświadczenia nauki jazdy na rowerze, uwydatniając aspekt gotowości do podejmowania wyzwań i doświadczania satysfakcji z odnoszenia sukcesów. Grupa druga również otrzymała komunikat o charakterze motywującym, lecz w sposób raczej techniczny – poprzez instruktaż efektywnego przygotowania się do wystąpienia publicznego. Grupie trzeciej został zaprezentowany raport o charakterze statystycznym zdający relację z udziału studentów w aktywności naukowej w postaci czynnego udziału w konferencjach naukowych.

Przewidywany wynik miał być jednoznaczny: wzbudzenie motywacji  poprzez budzenie przyjemnych emocji (przez wykorzystanie analogii do dziecięcych doświadczeń) miało bić na głowę techniczny instruktaż,  nie mówiąc już o statystycznym raporcie. Nic z tego. Wyniki w trzech grupach okazały się bliźniaczo podobne. Wszyscy badani studenci byli raczej na „tak”. Żadna z form persfazyjności w wyraźny sposób nie wpłynęła bardziej od innych na rodzaj reakcji w jej emocjonalnym, poznawczym i behawioralnym charakterze.

Być może stosunek badanych osób do wyobrażonej sytuacji był na tyle trwały, że żaden z komunikatów w zaproponowanej formie „nie zadziałał”; być może wszystkie komunikaty, łącznie z raportem statystycznym wskazującym rozległość atrakcyjnego w ocenie studentów zachowania, „zadziałały” tak samo skutecznie. W każdym razie nie potwierdziły się w tym miejscu, i takiej formule, założenia o wyjątkowym znaczeniu wzbudzania przyjemnych emocji w zabiegach celowego motywowania. Trzeźwi to nieco atrakcyjność prostych rozstrzygnięć i otwiera perspektywy kolejnego Sprawdzam.


Marcin Jaroszewski

Marcin Jaroszewski

Psycholog, psychoterapeuta; mieszka i pracuje w Olsztynie.

Wstecz