Wywiad z Małgorzatą Wardą, autorką książki „Gdybyśmy mogli zniknąć”

Materiały partnera

 

POLECAMY

 

  • W centrum Pani książki znajdują się młodzi ludzie, z których każde nosi w sobie doświadczenie, którego inni mogą nie dostrzegać. Co chciała Pani powiedzieć o tym, jak często nie wiemy, z czym naprawdę mierzą się ludzie, których mijamy na co dzień?

Według Komendy Głównej Policji, 2025 roku prawie dwa tysiące młodych ludzi podjęło się samobójczej próby. Przyczyn jest wiele: poczucie braku miłości, utrata rodzica, wpływ mediów, hejtu, poczucie bezsilności wobec własnego losu. Te dane mnie przeraziły, bo jasno pokazują, jak wiele młodzieży mierzy się z problemami ponad swoje siły. Spotykamy ich w szkołach, na ulicy. Większość z nich stara się nie pokazać po sobie strachu i przygnębienia. Uśmiechają się. Żartują. Albo wydają się zamknięci w sobie, co nikogo jednak nie alarmuje, bo przecież młodzież bywa „zamknięta w sobie”. Dla mnie przełomem było zorientowanie się, że bliska mi nastolatka straciła chęć do życia. Dla takich osób, jak ona, napisałam tę powieść . Chciałam pokazać tej dziewczynie i innym, do niej podobnym, że nie są sami – wielu młodych ludzi czuje podobnie i, że chociaż trudno jest zaufać drugiemu człowiekowi i powiedzieć mu o swoich odczuciach, właśnie to może być ratunkiem.

  • Tytuł „Gdybyśmy mogli zniknąć” można rozumieć na wiele sposobów. Czy „zniknięcie” jest w tej książce przede wszystkim pragnieniem ucieczki od cierpienia, od spojrzeń innych ludzi, od własnej historii – czy może czymś jeszcze innym?

Tami pragnie wyjść z cienia śmierci swojego brata. Kiedy zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, rodzina przestała zwracać na nią uwagę, a dla znajomych stała się tylko grzeczną dziewczyną, która nie powinna sprawiać więcej problemów. To prowokuje ją do podjęcia ogromnego ryzyka. Uwielbiałam pisać rozdziały o Pawle – basiście z ostatniej klasy L.O., który pisze depresyjne teksty piosenek i całym sobą krzyczy o pomoc, ale nie uzyskuje jej, bo jego ból wszyscy biorą za część scenicznego image. W powieści Pawel po raz pierwszy się zakochuje, co prowadzi go na krawędź, ale też staje się pośmiewiskiem dla całej szkoły i będzie musiał po raz pierwszy spotkać się ze swoim biologicznym ojcem. Trzeci bohater, Alex, jest tak spokojny, że nikt nie domyśliłby się, co skrywa się za drzwiami jego domu. Bardzo ciekawą postacią dla mnie był Adam – to on trigeruje tę opowieść, zostawiając pożegnalny list. Chociaż sam nie widzi już dla siebie ratunku, zauważa symptomy u osób, które widuje w szkole i w ostatnim swoim działaniu, próbuje ich uratować.„Gdybyśmy mogli zniknąć” opowiada więc o rożnych rodzajach ucieczek, ale przede wszystkim o tym, jak przetrwać kryzys.

  • Jednym z najważniejszych tematów książki jest samobójcza śmierć nastolatka i pytanie o to, czy można było wcześniej dostrzec sygnały jego kryzysu. Dlaczego tak często dopiero po tragedii zaczynamy zadawać sobie pytanie: „Dlaczego nikt wcześniej nie zauważył?”

Wydaje mi się, że właściwie codziennie mijamy osoby, które myślą o odejściu, a nie potrafimy im pomóc albo nie zauważamy że potrzebują pomocy. W powieści pokazałam mechanizm lęku młodzieży przed stygmatyzacją, brak ich wiary w skuteczność wsparcia ze strony dorosłych lub bliskich oraz dorosłych, którzy nie kochają tak, jak powinni albo ich miłość staje się toksyczna. Tak jest z Tami, której mama nie dostrzega, bo sama pogrążyła się w bólu. Albo rodzice Pawła, którzy wyręczają się psychologami zamiast porozmawiać ze swoim synem. Wydaje mi się, że przeżywanie bólu i strachu bardzo często jest niewidoczne. Tak dzieje się z Alexem, który nie chce trafić do ośrodka opiekuńczego, więc udaje, że wszystko jest w porządku. Dzisiaj wiem, że próba samobójcza jest czymś w rodzaju wołania o pomoc. Niestety czasami dzieje się to o wiele za późno. Bliska mi nastolatka o której wspominałam, zmyliła mnie i resztę swojego otoczenia. Gdy podjęła decyzję o odejściu, zamiast coraz mocniej pogrążać się w depresji, sprawiała wrażenie pogodnej. To cud, że udało się ją uratować.

  • W książce pojawia się wiele różnych historii, ale łączy je samotność i trudność w proszeniu o pomoc. Co – Pani zdaniem – moglibyśmy robić inaczej jako rodzice, nauczyciele, bliscy, żeby młodym ludziom łatwiej było powiedzieć: „Nie radzę sobie”?

Jako matka próbuję budować zaufanie między mną a córką i wydaje mi się, że to się nam udaje. Mamy dobrą relację, opartą na wsparciu. Wiem jednak, że nie zawsze to jest możliwe. Czasami się staramy ale coś nie działa. Czasem nie jesteśmy dość uważni, brakuje nam czasu i cierpliwości. Przyczyn może być wiele. Może za dużo mówimy zamiast słuchać? Może boimy się zadać bezpośrednie, trudne pytanie w rodzaju: „Czy myślisz o śmierci? ” A może za mało czytamy i słuchamy, czym jest u młodzieży lęk, depresja i jaki można je rozpoznać? Bez takiej wiedzy na pewno trudno jest zauważyć problem. Kiedyś słyszałam matkę mówiącą do swojego dziecka: „ogarnij się!”. To dziecko zbierało złe oceny w szkole i stwarzało problemy wychowawcze. Do dzisiaj mam to w pamięci i zastanawiam się, czy zamiast wskazywać, że „inni mają gorzej” albo, że „zaraz ci przejdzie” nie powinniśmy spróbować zrozumieć, co naprawdę się dzieje z młodym człowiekiem? Może właśnie w tym tkwi główny problem - że za bardzo skupiamy się na sobie by dostrzec innych?
 

Przypisy

    Małgorzata Warda

    POZNAJ PUBLIKACJE Z NASZEJ KSIĘGARNI