Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

19 lutego 2021

NR 3 (Marzec 2021)

Witam i przepraszam

0 225

Pozwólcie, że się przedstawię. Na początku tego tysiąclecia byłam reporterką największego tygodnika w Polsce. Młodą, rzuconą na głęboką wodę. Na przykład chwilę po zatrudnieniu wysłano mnie do Palestyny, gdzie trwała prawie-wojna z Izraelem. 

Szczerze mówiąc, myślałam wtedy, że w ten naturalny sposób redakcja chce naprawić błąd, jakim było przyjęcie mnie do pracy, niemniej znalazłam na mapie Zachodni Brzeg Jordanu, przeczytałam górę książek, które polecił mi Marian Turski, wyjechałam, wróciłam, napisałam.

Po ataku na World Trade Center pojechałam do Nowego Jorku, a potem do marines w Karolinie Północnej, chwilę przed ich wylotem do Afganistanu. Wróciłam i napisałam. Wspominam o tym, żeby powiedzieć, że – po pierwsze – dawniej redakcje wysyłały reporterów na miejsce zdarzenia, nawet jeśli leżało ono daleko i bilet był drogi, i po drugie – by podkreślić moją samodzielność, sprawczość i poziom nieustraszenia.

POLECAMY

Bardzo dobrze wpisywałam się w model tak zwanej osoby wyedukowanej, wyzwolonej, nienaruszonej (tak wtedy naiwnie myślałam, ale o tym kiedy indziej) patriarchatem. Która kieruje swoim życiem i karierą zgodnie z wytycznymi feminizmu drugiej, a nawet wschodzącej trzeciej fali. Nie chcę pisać o życiu towarzyskim i imprezowym, bo mogę się zagalopować, a wszyscy uczestnicy zdarzeń jeszcze żyją, chociaż z wyżyn stanowisk zapewne nie pamiętają, jak zjeżdżali w eleganckich płaszczach na siedząco po schodach z trzeciego piętra mojej kawalerki przy Iwickiej. 

Czy wyobrażałam sobie wtedy siebie jako matkę? W perspektywie dalszej, kiedyś pewnie tak… Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym zrezygnować z ekscytujących aktywności zawodowych. W moim nowoczesnym, wielkomiejskim świecie kobiety nie rezygnowały z kariery z powodu macierzyństwa. 

Figura Matki Polki była wstydliwa, nikt jej już nie chciał. Mówiąc szczerze, całkowite skupienie się na małym dziecku miało w sobie element porażki, było powrotem do udupiającego wzorca, w którym szczęśliwa żona całuje w progu męża z teczką i, zastanawiając się, co na obiad, wraca do pokoju dziecinnego, w którym gaworzy niemowlak z lokiem na czubku głowy. Taki wybór byłby godny politowania, anachroniczny, a nawet niebezpiecznie oddający pole walki.

Tak à propos, czy w korporacji będą czekać, aż człowieku odchowasz dziecko? Piszę serio, walka trwa, wystarczy porównać roczne PIT-y kobiet i mężczyzn, półtorej dekady temu porównanie było jeszcze bardziej dramatyczne. W życiu moich postępowych koleżanek macierzyństwo nie było potępione, ale było prywatną sprawą, nieobecną (przepraszam dziewczyny!) w linii partii. 

Słowem: były to czasy, w których dziecka nie miała jeszcze Agnie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy