Dołącz do czytelników
Brak wyników

Okiem reporterki

16 czerwca 2021

NR 7 (Lipiec 2021)

W samochodzie

0 94

Była ósma godzina powrotu z wakacji. Nasi synowie dawno rozładowali komórki i tablet, wypili i zjedli wszystko, co przygotowali sobie na tę podróż, pomalowali nawzajem ręce i nogi flamastrami. Widziałam w lusterku, jak okładają się plastikowymi mieczami gladiatorów, kupionymi dwa dni wcześniej na straganie. Płakali i śmiali się na przemian. Głos Wiktora Zborowskiego, który czytał Przygody Piotrusia Pana, nie przebijał się przez odgłosy walki. Klimatyzacja nie działała od tygodnia, spływaliśmy potem. Byliśmy tak zrezygnowani, że przestaliśmy się sprzeczać, którędy przejechać przez Bawarię. Gdybyśmy mieli opowiedzieć jakiś dowcip, z pewnością dotyczyłby puszczania bąków, na nic lepszego nie byłoby nas stać w tym momencie.
Minęliśmy Monachium i zamiast do przydrożnego baru przy A9 skręciliśmy do wiejskiej gospody. Nie pamiętam, czy zgubiliśmy drogę, czy pragnęliśmy krajoznawczej przygody.
W leniwe popołudnie starsi mężczyźni siedzieli na ławeczkach pod ścianą gasthausu. Przyglądali się z zainteresowaniem, jak na zakręcie kołyszą się rowery przyczepione do naszej Zafiry.
– Dużo tu Niemców – powiedział mąż. Ta błyskotliwa konstatacja przyszła mu do głowy, prowadził dziewiątą godzinę.
– Możemy wyjść z podniesionym rękami – odpowiedziałam dowcipnie. Synowie przerwali walkę i spojrzeli na mnie z zażenowaniem. Nic nie mogłam poradzić, tak się właśnie czułam. 
Następnego dnia dotarliśmy do domu i z ulgą położyliśmy się do własnych łóżek.
Potem zaczął s...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy