Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

1 stycznia 2020

NR 1 (Styczeń 2020)

Szukanie naszym losem

0 384

W sformalizowanych religiach coraz trudniej znaleźć miejsce na refleksję i – jak mówi papież Franciszek – na czułość, na współczucie. Czym zatem dzisiaj jest duchowość i jaki ma związek z wiarą, z religią?

BOGDAN BIAŁEK: W tych turbulentnych czasach, w jakich przyszło nam żyć, w czasach zamętu i dezorientacji, sprawy duchowe, sprawy wiary należą do imponderabiliów. Nazywam nasze czasy turbulentnymi, celowo unikając słowa „kryzys”, bo ono stało się już tak wyświechtane, że chyba nie bardzo wiemy, co oznacza. Mówi się o kryzysie Kościoła, cywilizacji, kultury…

Abraham Joszua Heschel, wybitny rabin i filozof żydowski, wiele lat temu powiedział: „Zwykło się obwiniać naukę i antyreligijną filozofię za upadek religii we współczesnym społeczeństwie. Znacznie uczciwiej byłoby obciążyć ją samą za jej klęski. Religia upadła nie dlatego, że została odrzucona, ale dlatego, że straciła znaczenie, stała się mętna i mdła. I zaczęła być postrzegana jako źródło zniewolenia. Kiedy miejsce wiary zajmuje wyznanie, miejsce pobożności dyscyplina, a miłości – „przyzwyczajenie, kiedy ze względu na miniony splendor lekceważy się obecny kryzys i wiara z żywego źródła zamienia się w klejnot rodowy, religia zaczyna przemawiać w imię autorytetu, a nie w imię współczucia. Wówczas jej przesłanie staje się niezrozumiałe”. 

Coraz trudniej znaleźć miejsce w sformalizowanych religiach na refleksję i – jak mówi papież Franciszek – na czułość. Pod tym słowem rozumiemy np. współczucie.

POLECAMY

Mam do Państwa dwa pytania. Po pierwsze, jak widzicie ten czas, w którym żyjemy, jak go diagnozujecie? Po drugie, czym dla was jest duchowość, jaki ma związek z wiarą, z religią? 

MAGDA UMER: Dla mnie osobiście to są pytania o to, czy dziś jest nam łatwo wierzyć, czy jest łatwo być religijnym i czy można nie dostrzegać niepokojących rzeczy w Kościele. Jestem przerażona tym, co się dzieje. Uważam, że zbyt często wzywa się imienia Pana Boga, a jednocześnie marzę o tym, żeby Bóg był. Jeśli chodzi o duchowość, to w moim życiu były różne etapy – począwszy od dzieciństwa, gdy byłam wychowywana w takim podejściu, że Bóg nie istnieje, a religia to jest opium dla ludu, po moje późniejsze poszukiwania Boga. Wielokrotnie wydawało mi się, że już Go znalazłam, że już jestem w ogródku… i potem znów ogarniało mnie zwątpienie, poczucie, że jestem w jakiejś mgle. Myślę, że dziś łaska wiary jest ze mną. Jestem osobą głęboko wierzącą, przy czym im bardziej wierzącą, tym mniej religijną. To dla mnie jeden z najważniejszych tematów mojego życia, ale też temat szalenie intymny. Mam nadzieję, że z tą moją niepewnością, nieumiejętnością bycia osobą religijną, ale i z ogromnym pragnieniem wiary nie jestem sama na świecie. Nie potrafię oprawić Boga w ramy, bo jak oprawić Coś, co nie ma długości, szerokości, głębokości. Ale Bogu dziękuję za to przeczucie metafizyki, które od pewnego czasu mnie nie opuszcza. 

ALEKSANDER PORAJ-ŻAKIEJ: Często ludzie wierzą nie tyle w Boga, co w swoje wyobrażenie Boga – zbudowane na tym, co usłyszeli od innych, albo na swoich marzeniach, potrzebach. I tu jest duży potencjał dla kryzysu. Z drugiej strony od paru dekad obserwujemy rosnące zainteresowanie duchowością – dzieje się tak dlatego, że jest coraz większa akceptacja dla indywidualnego poszukiwania wiary i przeżywania rzeczywistości metafizycznej. Zinstytucjonalizowane religie poprzez wiarę w objawione prawdy zmuszają wyznawców do „wejścia” w pewien korytarz: jest tak i nie inaczej, albo to przyjmujesz, albo nie możesz być w naszym systemie. Wydaje się, że dzisiaj pozwalamy sobie na nieco wolności, ponieważ większość religii nie ma już decydującego wpływu na to, co możemy zrobić. Poszukujemy duchowości, ale poza instytucjami, które dają od razu gotowe odpowiedzi. W tym jest zarówno duża szansa, jak i duże niebezpieczeństwo, że każdy wierzy w co chce. We własne wyobrażenie na temat Boga – na zasadzie „mnie to robi dobrze, a co tobie robi dobrze, to już jest twoja sprawa” albo „nie podoba mi się takie ujęcie, więc idę gdzie indziej”. W ten sposób kończy się komunikacja i szansa na stworzenie wspólnoty, wygrywa indywidualizm.

Nie sądzę, żeby ten stan szybko się skończył. Dla wielu osób rozwiązaniem okazuje się powrót do tradycyjnych, dawnych sposobów praktykowania wiary, których popularność opiera się w dużej mierze na nostalgii.

Popyt na konserwatywne grupy ewangelikalne w Stanach Zjednoczonych i w Ameryce Południowej rośnie niepomiernie szybko, podczas gdy w niektórych państwach Europy Zachodniej religijność zanika. To nie znaczy, że globalnie zanika, bo chrześcijan czy muzułmanów przybywa. 

BOGDAN BIAŁEK: Twoja wypowiedź, Aleksandrze, rezonuje z moją obserwacją, że ta postępująca indywidualizacja z jednej strony, a z drugiej strony dążenie do przeciętności wyraża się także w sprawach wiary.

Wszyscy staramy się być do siebie mniej lub bardziej podobni, wbrew pozorom wcale nie staramy się odróżnić, bo ten, kto się odróżnia, natychmiast jest izolowany, odrzucany. Egotyzm kultury manifestuje się w kwestiach wiary oczekiwaniem, że Bóg, jakkolwiek go definiujemy, będzie spełniał nasze życzenia i pragnienia. Bóg jest traktowany jako biuro skarg i wniosków. Heschel mówił, że takie traktowanie religii, wiary nieuchronnie prowadzi do rozczarowania i rozgoryczenia. Bóg dotrzymuje swoich obietnic, ale nie jest od tego, żeby załatwiać nasze sprawy, spełniać nasze oczekiwania. 

Drugim aspektem kryzysu, o którym rozmawiamy, jest kryzys instytucjonalnej religii, kiedy staje się ona podmiotem społeczno-politycznym. Tak dzieje się w krajach buddyjskich, tak dzieje się w Sri Lance, w Indiach. 

MACIEJ BIELAWSKI: Dziś rzeczywiście istnieje pewne napięcie podstawowe w instytucjach religijnych, takich jak kościoły, synagogi, sangi i inne. Wolałbym nie używać słowa religia, ponieważ pochodzi ono od słowa religio, które oznacza „więź” – naszą więź z ziemią, więź z innymi ludźmi, więź z Bogiem – i zamiast tego mówić o „porządku sakralnym”, który obejmuje rytualność, doktrynę, sposób działania społeczeństwa w danej religijności. 

Ludzie poszukują swojej drogi duchowej zarówno w obrębie danego porządku sakralnego, jak i poza nim. To jest powszechne zjawisko. I tu nasuwają się pewne spostrzeżenia: być może dany nam porządek sakralny jest w kryzysie, gdyż ma to związek z tym, że coś dzieje się w nas, w ludziach, ponieważ wyrastamy ponad ów porządek sakralny, przestaje nam on wystarczać. Duchowość czy dorosła osobowość religijna zawsze przekracza wymiar porządku sakralnego. Instytucja religijna jest jak pociąg, do którego wsiadamy, by dostać się do pewnego miejsca – musimy wsiąść do pociągu, musimy zaznać pewnej indoktrynacji, przejść inicjację, nabrać pewnych zachowań religijnych. Natomiast później, w toku naszego życia, wysiadamy z tego pociągu, bo dalej można dostać się już tylko pieszo. Instytucje odbierają to jako sprzeciw, bunt, ale ja uważam, że to jest naturalny proces. Człowiek religijny, duchowy doświadcza takiego momentu, w którym jest spontanicznie zaproszony przez Ducha, Pana Boga, przez Coś większego do wyjścia poza obręb tego, co poznał w ramach instytucji. Dawniej doświadczali takiego zaproszenia nieliczni, przeważnie byli to przywódcy duchowi. Dziś jest to liczniejsze grono. Kiedyś ten instytucjonalny pociąg podwoził dość daleko, do górskich miejscowości, żebyśmy potem mogli wędrować już tylko na szczyt. Obecnie, niestety, zatrzymuje się znacznie wcześniej, czasami u podnóża góry. Mnie to nie oburza. Uważam, że duchowość jest chodzeniem pieszo, nawet boso. Jeśli mamy dotrzeć na szczyt, a pociąg tam nie jedzie, albo jedzie w złym kierunku, to trzeba z niego wysiąść, zabrać swój plecak i iść dalej pieszo. 

GRZEGORZ MICHALCZYK: Myślę o tym, o czym wspomniała pani Magda Umer – powiedziała, że jest coraz mniej religijna, a coraz bardziej wierząca. To stwierdzenie wydaje mi się głęboko chrześcijańskie. Mam wrażenie, że w chrześcijaństwie – które ewidentnie w swoich strukturach formalnych przeżywa kryzys – chodzi właśnie o to, żeby być coraz mniej religijnym, a coraz bardziej wierzącym. Religijność jest rzeczywistością wpisaną w życie człowieka. Każdy człowiek jest w jakiś sposób religijny. W kontekście chrześcijaństwa ważne jest pojęcie religii naturalnej, czyli tego, co jest naszym wewnętrznym kompasem podarowanym przez Stwórcę. Można próbować sobie wyobrazić Kościół bez jego struktur, które być może przeminą, tak jak przeminęło wiele rzeczywistości w naszej historii, właśnie po to, żeby odkryć to, co jest najważniejsze. To znaczy odkryć wiarę. Pierwsi chrześcijanie wyznawali swoją wiarę w Jezusa nawet za cenę swojego życia. Nie oddaje się życia za byle co, ani nawet za jakąś wzniosłą ideę, jeśli nie wiąże się ona ściśle z naszym życiem, jeśli nie dotyka nas do głębi. Wiara, która się rodzi na gruncie religijności, musi tę religijność coraz bardziej „wypierać”. Pierwsi chrześcijanie w czasie trwania prześladowań byli oskarżani właśnie o to, że są niereligijni. Byli bowiem głęboko przekonani, że Bóg, który im się objawił, jest Bogiem jedynym i prawdziwym, radykalnie odrzucali pogański politeizm. Mówili: nie możemy wierzyć inaczej, my wierzymy w Boga, który objawił się Abrahamowi, Izaakowi, Jakubowi, który przyszedł do nas w Jezusie Chrystusie. 

A zatem chrześcijaństwo wypierało religijność naturalną, związaną z kultem bogów, bóstw czy sił natury, o których przychylność starał się ten, kto składał ofiary. Ale czy rzeczywiście wyparło, skoro na co dzień stykamy się z chrześcijaństwem podszytym lękiem, wyobrażeniem, że trzeba Boga przekonać, by był nam życzliwy? To jest głęboko niechrześcijańskie widzenie Boga. Przeczytałem kiedyś takie mądre zdanie: „Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, a człowiek odpłacił mu tym samym z nawiązką”. Boję się ludzi, którzy mówią w imieniu Boga, pouczają innych, bo siebie widzą jako nieomylnych reprezentantów Boga. Zdaję sobie sprawę, że i mnie to grozi… Można bowiem, niestety, uważać, że skoro człowiek został namaszczony świętym olejem i odmówiono nad nim odpowiednią modlitwę, to nagle ów człowiek stał się kimś innym, otrzymał jakąś wlaną wiedzę, może domagać się posłuszeństwa od innych i wypowiadać się na wszystkie tematy, nawet te, o których nie ma zielonego pojęcia. Bywa niestety i tak, mówię to jako ksiądz, bijąc się we własne piersi. Z tego, co w chrześcijaństwie było fascynującą rzeczywistością, przemieniającą życie ludzi do tego stopnia, że kochało się wrogów, przebaczało nieprzyjaciołom, oddawało się życie za kogoś… myśmy uczynili strukturę, w której ten duch często już nie jest widoczny. Oby ten kryzys zaowocował większą refleksją nad tym, co jest fundamentem naszej wiary. 

Dla mnie najistotniejszym pytaniem jest pytanie o to, czy rzeczywiście Jezus zmartwychwstał. Bo jeżeli nie zmartwychwstał, to wszystko to nie miałoby sensu. Ja wierzę w to, że Jezus umarł i zmartwychwstał. Że

Jego słowo ma moc, Jego obecność ma moc, niezależnie od tego, co ludzie będą z tym słowem i obecnością robić, na przykład w Kościele. Można sobie zadać pytanie: jaka wizja Kościoła wyłania się z Ewangelii i co w Kościele nie jest z nią zgodne?

BOGDAN BIAŁEK: Dla mnie Ewangelie są wielką kontemplacją obecności Boga i miłości Boga do człowieka… Ksiądz Grzegorz zaznaczył, że wiara rodzi się na gruncie religii. Czy rzeczywiście tak jest? Czy religia jest pierwsza, a wiara jest druga? Jedna z polskich pisarek powiedziała, że kiedy sięga do książki, której autor pisze „Bóg chce to, a tamtego nie chce”, to odkłada tę książkę, bo autor za dużo wie o Bogu. Mistyk Duns Szkot powiedział: „Jeśli idzie o istnienie Boga, to w zasadzie jestem ateistą”. D...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy