Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

7 kwietnia 2019

NR 4 (Kwiecień 2019)

Rok Marka Edelmana

80

W pamięci jaśnieją ognie niegasnące. Spotkania z ich nosicielami trwale naznaczyły niejedno życie, które od tego momentu upływa inaczej. Chcemy, by tak było. Ja chcę. Dlatego uczestniczę w Roku Marka Edelmana.

Niewielki, ciemnawy kościółek, gdzieś blisko Wisły. Znajduję miejsce na szerokiej, szorstkiej ławie. Dalej ciasnym szeregiem zasiadają ludzie – wiem, kim są i liczę na nich, troszcząc się o przyszłość. Jakby naprawdę łączyła nas nierozerwalna więź zaufania, milczącej bliskości. Chyba już nigdy później tak mocno tego nie doznam. Ktoś mi szepce: „Tam pod oknem to Marek Edelman”. Jako niedawno przybyła z Krakowa jeszcze go nie spotkałam. Zapamiętuję jego postać, chociaż nie wiem, co nas tam wtedy zgromadziło.

Chcąc godnie uczcić Rok Marka Edelmana, trzeba odnajdywać jego postać w książkach. I koniecznie oddać głos Annie Bikont i jej wspomnieniu o umierającej Gai, żonie Jacka Kuronia, którą tak skutecznie wspierał doktor Marek. W wielu krytycznych momentach Gaja miała przy sobie tylko Doktora, Jacek był w więzieniu. Mam swoje doświadczenia z nowohuckiego szpitala, z działań hospicyjnych; domyślam się, jak dr Edelman towarzyszył Gai, pozbawionej bliskiej obecności Jacka. Z książki Anny Bikont i Heleny Łuczywo dowiemy się, kim był człowiek, któremu postanowiliśmy poświęcić ten rok wspominania.

Wspominać należy, trzeba. Ale warto, by ten rok dał coś...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy