Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

22 czerwca 2022

NR 7 (Lipiec 2022)

Relacje to spotkania – nigdy na zawsze

0 816

Żyjemy wśród ludzi. Żyjemy ze sobą, z bliskimi, z naturą. I od narodzin – zawsze w relacji. A żadna z nich nie trwa wiecznie. Relacje to spotkania. Czasem pozostajemy w nich na chwilę, czasem na dłużej. A kiedy czujemy, że warto i nic nie zagraża naszej autonomii – budujemy trwalsze więzi. 

Wszyscy jesteśmy trochę jak pasażerowie, którzy wspólnie podróżują jednym pociągiem – na każdym z przystanków ktoś wysiada, ktoś inny wsiada, wspólnie odbywamy podróż w jednym przedziale albo mijamy się na korytarzu. Świadomość nieustającej zmiany, nietrwałości naszych relacji pozwala nam oswajać lęki przed porzuceniem, niestałością. To również jakiś rodzaj wolności osobistej, która przeraża, ale jest niezbędna, żeby zbudować więź najtrwalszą z możliwych – z samym sobą. Relacja z innymi nie może być jedynym źródłem radości i najważniejszym celem życia. Tylko zdrowa relacja z samym sobą pozwala wypełnić pustkę, kiedy pasażer z przedziału decyduje się przerwać podróż lub wysiąść na innej stacji. Tylko zdrowa relacja z samym sobą pozwala zbudować poczucie własnej wartości, dzięki któremu zrozumiemy, że nigdy nie będziemy samotni.

POLECAMY

To, jakie tworzymy relacje z innymi, kto staje się nam bliski na różnych etapach naszego życia, mówi wiele o nas samych. Relacje bywają złożone i różnorodne, pełne dobrych uczuć lub wzajemnej niechęci, ale jest wiele rzeczy, które można zrobić, aby spotkania z innymi osobami były budujące i wzmacniały nasz dobrostan, ponieważ od tego zależy nasze poczucie szczęścia i długość życia. Wśród najważniejszych czynników warunkujących długie zdrowie i szczęście dr Robert Waldinger wskazał właśnie relacje. Ludzie związani z rodziną, przyjaciółmi czy społeczeństwem są szczęśliwsi, fizycznie zdrowsi i żyją dłużej niż ci, którzy nie utrzymują takich kontaktów. Osoby odizolowane mają gorsze samopoczucie, szybciej się starzeją i żyją krócej. I nie chodziło wcale o liczebność osób w relacji, ale o jakość tych relacji.

Ale… 

Założenie, że mamy być ze sobą do końca życia, zarówno w miłości, jak i w przyjaźni, nie jest budulcem, jest tylko sumą strachów. Jest też nieprawdziwe, bo niemożliwe. Każdy z nas kiedyś odejdzie, bo życie ludzkie jest obliczone w czasie. Odejdziesz pierwszy albo odejdzie ktoś, kogo kochasz. Myśl o tym jest przerażająca wtedy, gdy nie dajemy sobie niezbędnej wolności. Wolności rozumianej jako decyzje, los lub inne czynniki, które stają na drodze bycia razem. Wolności, która nie jest brakiem odpowiedzialności, zasad czy nadmiernym luzem. Wolności, która jest mądrością wynikającą ze świadomości, że nic, co nas spotyka w życiu, nie jest po prostu trwałe. Nietrwałość ta nie musi nas pozbawiać głębokości przeżywania, szczerości intencji czy pragnień o życiu ze sobą wiecznie. Towarzyszy nam ona jak niezbędna myśl o skończoności życia, o spotkaniach ważnych, ale nietrwających całe życie, o swobodzie wyboru, na którym przystanku chce wysiąść, razem lub osobno. Przekonuje mnie jedno z fundamentalnych założeń buddyzmu o nieprzywiązywaniu się do rzeczy, ludzi, czegokolwiek. Przeciwstawne założenie zawsze niesie za sobą jakiś rodzaj zniewolenia: siebie i innych. 

Wierzę w miłość, która nie oczekuje, nie stawia nierealistycznych warunków, opiera się na tym, że tak naprawdę każdego dnia podejmujemy decyzję, czy chcemy razem podróżować dalej. Większość ludzi bardzo się boi takiego myślenia. Dlaczego? Bo interpretuje odejście jako odrzucenie, niespełnienie, rozczarowanie kogoś sobą. Bo uruchamia traumy wczesnodziecięce, które wynikają z emocjonalnyc...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy