Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

2 września 2019

NR 9 (Wrzesień 2019)

Raj jest dla zwierząt

48

Tym, którzy z Pisma Świętego zapamiętali tylko zdanie: „...i czyńcie sobie ziemię poddaną”, warto przypomnieć, że Stary Testament czytać powinniśmy zawsze w kluczu Nowego. A Nowy Testament wyraźnie mówi, jaki jest jedyny dopuszczalny i akceptowalny w chrześcijaństwie model panowania: to służba.

ANETA NOWICKA: Jak wyobraża Pan sobie raj?

SZYMON HOŁOWNIA: Nie muszę go sobie wyobrażać. Z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że ufam Bogu, który raj wymyślił, stworzył. Nie chciałbym więc szyć wieczności na miarę swojej wyobraźni, dużo bardziej ekscytujące będzie zmierzyć się z Jego wyobraźnią. Po drugie, całkiem sporo opisów przyszłego życia z Bogiem mam w Objawieniu, w Piśmie Świętym. W Księdze Rodzaju czytamy przecież o zamyśle Boga, o tym, że świat w swojej oryginalnej wersji był światem całkowicie pozbawionym przemocy, nikt w nim nie zabijał, ani człowiek, ani zwierzęta, to wszystko pojawiło się dopiero na skutek grzechu ludzi. W proroctwie Izajasza widzimy ponownie raj jako miejsce pełnej harmonii między wszystkimi elementami stworzonego świata. W Księdze Zachariasza i w Apokalipsie mamy z kolei raj, w którym nie ma świątyni, kościoła, bo kościołem jest w nim nasze codzienne życie z Bogiem, życie co do istoty takie, jak życie Świętej Rodziny w Nazarecie, z Bogiem w sąsiednim pokoju. Nie wyobrażam sobie, żeby w tym domu, w raju, mogło zabraknąć zwierząt. Bo niby dlaczego miałoby ich zabraknąć?

Nie zarzucają Panu bluźnierstwa? Papież Franciszek miał powiedzieć, że „niebo jest otwarte dla wszystkich stworzeń bożych”, ale już dwa dni później rzecznik Watykanu sprostował te słowa...

Nie tyle sprostował, co próbował je rozmyć, rozwodnić. Niepotrzebnie. Franciszek bardzo dobitnie wypowiedział się w tej sprawie w Encyklice Laudato Si’. Po jej lekturze – fragmenty cytuję obficie w Boskich zwierzętach, bo to wspaniały tekst – nie można mieć żadnych wątpliwości co do tego, że papież wierzy, iż zwierzęta, nie tylko ludzie, przeżywają własną śmierć.

Czy jest więc dziś miejsce dla zwierząt w Kościele?

Kościół to wspólnota ochrzczonych. Zwierzęta ochrzczone nie są, więc członkami Kościoła być nie mogą. Niczego to jednak nie zmienia, jeśli chodzi o ich status, godność. Kościół jest drogą daną człowiekowi, żeby się na niej zbawił, zwierzęta nie muszą należeć do Kościoła, bo ich relacja z ich Stwórcą jest innego rodzaju. W doczesności zostały poddane człowiekowi, ale nie przestają być wyłączną własnością Boga. A On w końcu upomni się o literalnie każde życie, które stworzył, o każdego kurczaka z dwudziestu milionów torturowanych dziś – bo tego nie da się nazwać inaczej – na fermach przemysłowych tylko w samym powiecie żuromińskim na Mazowszu. O każdą muchę, każdego dzika. Bóg nie jest marnotrawcą, jeśli coś tworzy, to jest to dzieło doskonałe, chciane, i wieczne, jak życie, które On w sobie ma. Nawet jeśli przez grzech wprowadzony przez człowieka na świat ów byt ma chwilowo zaburzoną naturę, Jezus „odkręcił” to wszystko swoją śmiercią i zmartwychwstaniem. Mamy – na co niewielu zwraca uwagę – Boga, który stał się nie tylko człowiekiem, stał się zwierzęciem ofiarnym, Barankiem. Nie mamy Boga-konsumenta, a Boga, który stał się żywnością! Teraz pozostaje nam tylko czekać na happy end. On nastąpi.

W swojej książce Boskie zwierzęta przywołuje Pan przykłady egzekucji zwierząt, jak ta z 1916 roku w USA: przestraszona i torturowana słonica Mary stratowała tresera i została za to powieszona podczas widowiskowej egzekucji. Czy można powiedzieć: dziś już jesteśmy humanitarni?

„Humanitarni” to znaczy postępujący zgodnie z normami wymyślonymi przez ludzi, z ich wyobrażeniem o potrzebach i interesach swoich i zwierzęcia. Proszę spojrzeć, jak absurdalne jest wyrażenie „humanitarny ubój”. Pozbawienie zwierzęcia życia zawsze wiąże się u niego ze stresem. Zwierzęta wyczuwają niebezpieczeństwo, widzą zamieszanie, zmianę sposobu traktowania, słyszą krzyki tych, które zapędzano i zabijano przed nimi. Zanieczyszczają się ze strachu, próbują uciekać, czasem próbują „negocjować” z rzeźnikiem, przekonane, że on chce wymierzyć im karę za jakieś niewłaściwe zachowanie, więc teraz będą już zachowywać się dobrze. Tymczasem jedyną ich winą jest to, że żyją. Ludzkość opętana została – to właściwe słowo – chorą ideą mięsożerstwa, ze szkodą dla naszego zdrowia i za cenę coraz szybszego zabijania planety – człowiek musi rano zjeść paróweczki, na obiad schaboszczaka, a na kolację poprawić polędwiczką. Nie ma parówki, która nie byłaby obciążona strachem, cierpieniem, bólem żyjącej istoty. Nie ma plasterka polędwicy, który nie ma w sobie śmierci. Tego nie da się po prostu zrobić inaczej. „Humanitarny ubój” to poprawiająca nam, ludziom, samopoczucie fikcja.

To jest pokłosie słynnego „...i czyńcie sobie ziemię poddaną”?

To pokłosie idiotycznego rozumienia tego wyrwanego z kontekstu fragmentu Księgi Rodzaju. Tym, którzy z całego Pisma Świętego zapamiętali tylko to jedno zdanie, przypominam, że my, chrześcijanie, Stary Testament czytać musimy zawsze w kluczu Nowego. A Nowy Testament wyraźnie mówi nam, jaki jest jedyny dopuszczalny i akceptowalny w chrześcijaństwie model panowania: to służba. Po drugie, wszystkich gorących zwolenników wycierania sobie zakrwawionych rąk cytatami z Biblii pytam, czy są tak radykalnie wierni również innym. Na przykład tym – a są takie w Starym Testamencie – zalecającym zakopywanie swoich odchodów łopatką albo kamienowanie dziewcząt, które współżyły przed ślubem.

„Humanitarny ubój” to fikcja poprawiająca nam, ludziom, samopoczucie.

 

Czy, goniąc za postępem, możemy być dumni z tego, co uczyniliśmy ziemi, jak o niej mówił święty Franciszek – naszej matce i siostrze?

Oczywiście, że nie. Jeśli każdy chciałby żyć dziś tak, jak przeciętny Amerykanin, potrzebowalibyśmy czterech kul ziemskich, jak przeciętny Polak – dwóch. Doprowadziliśmy, od czasów pierwszej rewolucji przemysłowej, do sytuacji, w której temperatura powierzchni Ziemi podnosi się tak, że za pokolenie czy dwa będzie to kosztowało życie miliardów ludzi, mniej więcej w tym samym czasie czekają nas wojny o wodę, o skrawek nadającej się jeszcze do uprawy ziemi, o powietrze. Prowadząc gospodarkę rabunkową na tym, co dostaliśmy za darmo, za chwilę będziemy musieli płacić za to ceny przekraczające możliwości wielu z nas. Doprowadziliśmy –...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy