Dołącz do czytelników
Brak wyników

Okiem reporterki

20 października 2021

NR 11 (Listopad 2021)

Oglądając Kreta

0 30

Półtorej dekady temu zapisaliśmy się z przyszłym mężem do pewnego towarzystwa. Zabijcie mnie: było to Towarzystwo Przyjaciół Korei Północnej, a my byliśmy młodymi dziennikarzami z niepohamowaną potrzebą zaglądania do najbardziej złowróżbnych zakątków świata.
W europejskim statucie towarzystwa było napisane bowiem, że najbardziej aktywni członkowie dostaną w nagrodę zaproszenie do Korei.
Zapisaliśmy się więc i już wkrótce mogliśmy wziąć udział w europejskim zjeździe miłośników tego państwa w Londynie.
Poszliśmy pod wskazany adres w dzielnicy Bloomsbury, czując się jak Mata Hari w towarzystwie Jamesa Bonda.
Miłośników przyjechało dziewięciu. Siedzieliśmy w ciemnej sali lekcyjnej. Nad tablicą powieszono portrety przywódców: Kim Ir Sena, Kim Dzong Una i najważniejszych współpracowników. Słuchaliśmy hymnu i pieśni patriotycznych. Następnie każda delegacja relacjonowała swój dorobek propagandowy. Powiedzieliśmy nieszczerze, że szykujemy obwoźne kino, w którym będzie można oglądać filmy wychwalające wielkość koreańskiego reżimu i miałkość ­kapitalizmu. Rosły nam drewniane nosy, ale siedmiu pozostałych delegatów z Finlandii, Danii, Niemiec i Wielkiej Brytanii biło brawa z uznaniem za rozmach i ambicje. Przeczytaliśmy też wiersz o Kim Ir Senie, którego napisanie zlecił nam jako pracę domową szef towarzystwa na Europę, Hiszpan Alejandro.
W przerwie na rozpuszczalną kawę podeszła do nas z gratulacjami londyńska delegatka, współpracowniczka komunistycznego dziennika „The Morning Star”.
Kolega imieniem Dermot poinformował nas, że dzięki członkostwu w towarzystwie podróżuje do Phenianu leczyć zęby. W kapitalizmie trudno je wyleczyć, szczególnie gdy jest się bezrobotny...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy