O szczęściu. Esej osobisty

Style życia

Powyższe motto zamieściłem nieprzypadkowo, gdyż nadchodzi już czas na refleksję, na rozliczenie ze swoich życiowych wyborów. Ile w nich było rozsądku, a ile spontaniczności? Pragnąłem – jak każdy chyba człowiek – być szczęśliwy, jednak na swój własny sposób. Kiedyś wyczytałem u Stendhala, że „Szczęście to jest to, czego prawdopodobnie w życiu nie osiągniemy, ale na szukanie go warto poświęcić życie”. 
Tak więc poszukiwałem własnej życiowej drogi i na tej drodze odnalazłem spełnienie, czyli szczęście. Wszak na drodze życia spotykają się marzenia, oczekiwania, a ich spełnienie jest właśnie przejawem szczęścia. A kiedy się ziści, jest przeźroczyste jak szyba. To tak jak z horyzontem i punktem, do którego się dąży. Każdy z nas napotyka na takie punkty, do których dochodzi i mija, a potem znów w oddali widzi kolejne. Czasem marzenia są nieuświadamiane, czasem są niespodzianką. Ale zawsze jest to ten sam proces szukania, podążania pewną drogą, na której można spotkać szczęście. Jednak żeby ono się spełniało, potrzebny jest drugi człowiek, co więcej – często zapominając o sobie, zaczynamy żyć dla bliźnich. I to jest ta wartość, którą się mnoży, jeśli ją dzielimy z innymi.
Tak więc po pierwsze szczęście to rodzina, która towarzyszy mi przez całe życie. Ponad pięćdziesiąt lat temu spotkałem na swojej drodze drugą połówkę orzecha i od tej pory podążam razem z nią, a wraz z nami nasze dzieci i wnuczęta. To dzięki nim potrafiłem sięgać po te wszystkie dary życia, które uszczęśliwiają każdego/każdą z nas, a także wszystkich jako wspólnotę rodzinną. I to jest to najważniejsze moje spełnienie, bo gdy „odejdę o krok”, pozostanie ślad mojego szczęścia. A marzeniem moim jest to, aby ono się mnożyło u moich najbliższych, aby potrafili smakować życie tak, jak mnie to było dane. Wszak smak życia oznacza możliwość wyboru. Bo nie wszystko smakuje jednakowo. Potrafię smakować życie, dobierając sobie z niego to, co sprawia mi rozkosz na podniebieniu duszy. A jeśli smakuje mniej, to dodaję wiele „przypraw”. Przyprawiam więc życie tak, aby było ono szczęśliwe. Bliskie jest mi przesłanie Ericha Fromma – filozofa, psychologa i psychoanalityka – który uważa, że „Szczęście nie jest ani dziełem przypadku, ani darem bogów. Szczęście to jest coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie” – pójdźmy dalej – nie tylko dla siebie, ale też dla najbliższych.
Dopełnieniem mojego rodzinnego, a jednocześnie bardzo wzruszającego szczęścia, było odnalezienie po 74 latach grobu Ojca, który zginął w walkach pod Łodzią w lutym 1945 roku, kiedy ja przychodziłem na świat. Był to dla mnie moment niezwykły i podniosły, kiedy mogłem uklęknąć przy zbiorowej mogile, gdzie widniał napis – Szczepan Zgółka, pisany grażdanką – to mój Ojciec. Dziś stoi obok grobu zbiorowego symboliczna mogiła z krzyżem i polskim napisem. Czyż to nie jest szczęście, gdy człowiek, wierząc w ewangeliczne słowa… szukajcie, a znajdziecie, wytrwale poszukuje i znajduje. 
Rodzina to pierwsze i najważniejsze szczęście. Mogłem więc realizować kol...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Tylko w ten weekend kupisz prenumeratę 20% TANIEJ

Zobacz więcej

POLECAMY

Przypisy