Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

24 sierpnia 2021

NR 9 (Wrzesień 2021)

Niebo

Ja – nieistotna cząstka – brzmi dla mnie doskonale, uwalnia od świata, który wciąż wymaga ode mnie bicia rekordów. 

Niebo w swej niewinnej postaci może być ucieczką przed udręką codziennego obrazu, dźwięku, od tego wszystkiego nadmiaru. Wystarczy w nie popatrzeć.

Tak właśnie robię – zadzieram głowę wysoko. To bardzo ciekawe, że nasze ciała są tak skonstruowane, by bez wysiłku oczy były skierowane jedynie do przodu. Aby popatrzeć na boki, do tyłu albo absolutnie w górę, trzeba już wysiłku mięśni. Napinam więc swój kark, rozciągam szyję i zarzucam wzrok daleko – w niebo, chmury, Mleczną Drogę, czerń kosmosu i wybuchy gwiazd. Kompletuję też szkła, bym mogła fotografować coraz bliżej, tzn. bym ja mogła być coraz dalej.

Patrzenie to, przez rozciąganie skali perspektywy, wcale mnie nie przestrasza, nie boję się tego, że na takim tle jestem dosłownie niczym, nieistotną mieszaniną atomów, zawieruszoną w jakiejś galaktyce. Nie łamie mi to własnych nadziei i nie dołuje. Jest całkiem na odwrót. Ja – nieistotna cząstka – brzmi dla mnie doskonale, otwiera płuca na szerokie wdechy i uwalnia od świata, który wciąż wymaga ode mnie bicia rekordów. Nie wierzę w to ani trochę. Nie wierzą w to również brzozy i klony ani tawuły w moim ogrodzie. Po prostu są, jak mogą być. 

POLECAMY

Ale co innego chmury. Skondensowane wilgocie, wiszące nam nad miastami tęgie tony zmoczonej masy, sunące nad wsiami, lasami i oceanami. 

Kilometr sześcienny chmury waży pięćset ton. Taki kawałeczek masy unosi się nad powierzchnią kilku przecznic w moim mieście, gdzie są domki, przychodnia i przedszkole. A jednak ta chmura, gdy opada, robi to rozkroploną siateczką drobin. Nie uderza na raz, taflą wody, chlustem niebywałej masy, która zniszczyłaby z miejsca wszystko. Nie. Tylko rozpada się w przezroczystość drobnych kropel. Nazwaliśmy to deszczem. Czy można bez końca dziwić się deszczem? Nie mogę uwierzyć, że deszcz bywa tak doskonale dopasowany do gleby, roślin, że te strugi oddalone są od siebie w wymiarze idealnym. Nie leci nam na głowę potok, ale wątłe, wodne niteczki – choć nazywamy to oberwaniem chmury. I jeszcze, jak działa to na rośliny. Jak biorą tę wodę miękką i filtrują ją sobą, i wpuszczają dalej, w ziemię, a potem w swoje korzenie i w drewna, liście, chmury.

Chmury są szaleństwem form. Przez całe ży...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy