Ola Deryło: Tytuł Pana najnowszej książki Wojna o psychoterapię uderza mocnym, dobitnym tonem. O ile dla specjalistów zarys tego konfliktu jest znany, choć i tu kryje się mnóstwo zawiłości i wewnętrznych sprzeczności, o tyle pacjent szukający pomocy nie ma zazwyczaj pojęcia, że w naszym środowisku trwają jakiekolwiek walki. I w zasadzie nie musi tego wiedzieć. Kto zatem prowadzi tę wojnę, z kim i o co tak naprawdę toczy się ten spór?
Przemysław Bąbel: Tytuł miał pokazywać, że to konflikt, który wykracza daleko poza typowy spór, toczący się wewnątrz grupy zawodowej. Kiedy spojrzymy na to, co dzieje się chociażby w mediach społecznościowych, zobaczymy tam czysty hejt. Bardzo zależało mi na tym, żeby to podkreślić: charakter tego sporu i padające w nim argumenty są znacznie ostrzejsze niż w zwykłej dyskusji. Stąd właśnie „wojna”. A w wojnie, w przeciwieństwie do dyskusji, zawsze są ofiary. W tym przypadku są nimi pacjenci. Sama walka toczy się natomiast o wpływy i pieniądze, głównie pomiędzy właścicielami szkół psychoterapii, ale zaangażowani w nią są również psychoterapeuci, psychologowie, psychiatrzy i politycy.
Dzielę ten spór na dwa obozy: „jakościowców” i „ilościowców”. Jakościowcy uważają, że psychoterapia to leczenie zaburzeń zdrowia psychicznego metodami o udowodnionej naukowo skuteczności. Postulują, by szkolili się w niej wyłącznie psychologowie i psychiatrzy. Z kolei ilościowcom zależy, by psychoterapeutów było jak najwięcej. Deklarują ułatwienie dostępu do leczenia, ale skutkiem ich propozycji jest także bardzo szeroki dostęp do płatnych szkoleń psychoterapeutycznych. Uważają, że terapeutą może zostać absolwent dowolnych studiów, a do tego traktują psychoterapię bardzo szeroko – już nie tylko jako leczenie zaburzeń, ale również jako formę rozwoju osobistego. Mniejszą wagę przywiązują również do wyników badań nad skutecznością psychoterapii albo oceniają tę skuteczność według mniej rygorystycznych kryteriów.
Skoro ilościowcy powołują się na lepszy dostęp do psychoterapii – czy fakt, że mamy w Polsce aktualnie ponad 80 tysięcy studentów psychologii, nie jest wystarczający? Naprawdę musimy rozszerzać ten zawód na inne profesje?
Nie musimy. Psychologia to wciąż jeden z najbardziej obleganych kierunków studiów. Absolwenci psychologii mają wiedzę o skuteczności psychoterapii, a także przygotowanie metodologiczne, które pozwala im krytycznie oceniać twierdzenia o skuteczności. Można więc oczekiwać, że częściej wybiorą szkolenia w metodach o dowiedzionej naukowo skuteczności. To z kolei może ograniczać zainteresowanie szkołami reprezentującymi nurty o słabszym wsparciu naukowym.
Idąc do lekarza z bólem brzucha, rzeczywiście nie analizuję, czy skończył medycynę, tylko zakładam, że ma odpowiednie wykształcenie. To przykre, że pacjent w kryzysie psychicznym musi tak kalkulować.
I to jest właśnie sedno problemu! Dziś w Polsce sam tytuł „psychoterapeuty” nie jest prawnie chroniony. Poza obszarami, w których przepisy dotyczące świadczeń zdrowotnych określają wymagane kwalifikacje, dorosła osoba może zarejestrować działalność pod szyldem „psychoterapia” i przyjmować klientów bez żadnego wykształcenia czy szkolen...
Dołącz do 50 000+ czytelników, którzy dbają o swoje zdrowie psychiczne
Otrzymuj co miesiąc sprawdzone narzędzia psychologiczne od ekspertów-praktyków. Buduj odporność psychiczną, lepsze relacje i poczucie spełnienia.