Kolanko

Okiem reporterki

Rola sportu w moim życiu jest fundamentalna. Mówię serio: słowa te możecie czytać wyłącznie dzięki polityce rekrutacyjnej sekcji lekkoatletycznej pewnego klubu sportowego w Polsce południowej.
Tam bowiem, w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku spotkali się moi rodzice. Mama skakała wzwyż, a tata o tyczce. Zanim oboje skończyli studia na politechnice, tata zdobył srebrny medal na mistrzostwach Polski. 
Pytałam mamy, jak to było, że została lekkoatletką. Opowiadała, że dzięki swojemu ojcu, który nie odpuścił, kiedy jako dziecko nie była w stanie na lekcji gimnastyki przeskoczyć kozła, a kiedy trzeba było biegać, wyprzedzały ją wszystkie koleżanki.
Wytłumaczył, że to kwestia treningu i zaczął wychodzić z mamą do parku mierzyć czas, w jakim pokonuje trasę wokół ławek, i pokazywał postępy. W pierwszej klasie liceum mama była już gwiazdą lekkoatletyki oraz gier zespołowych.
Kiedy dwie dekady później również ja nie potrafiłam przeskoczyć przez kozła, wspiąć się po linie, ani zrobić przerzutu bokiem zwanego gwiazdą, mama powtórzyła słowa dziadka Janka.
Pamiętam drżące witryny z porcelaną i przerażony wzrok mamy, kiedy godzinami przetaczałam się przez duży pokój w niezliczonych próbach wykonania idealnej gwiazdy bez demolowania rodzinnych pamiątek. W końcu się udało, wydaje mi się nawet, że w ósmej klasie byłam w stanie stanąć na rękach.
Nie zostałam sportsmenką, ale odkryłam, że aktywność fizyczna znacząco podnosi poczucie sprawczości i podtrzymuje równowagę psychiczną. Zaryzykuję, że przebiegnięcie kilku kilometrów daje więcej satysfakcji niż umycie okien na święta.
Muszę jednak przyznać, że teoria o regularnych ćwiczeniach prowadzących do sportowego sukcesu zaczęła trzeszczeć, kiedy weszł...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Tylko w ten weekend kupisz prenumeratę 20% TANIEJ

Zobacz więcej

POLECAMY

Przypisy