Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

15 stycznia 2021

NR 2 (Luty 2021)

Czuj się Pan obrażony…

0 283

Tytuł tego eseju jest modyfikacją porady „grzecznościowej” wziętej z Kodeksu honorowego Władysława Boziewicza z lat międzywojennych1. W oryginale chodzi o sytuację nie tyle obrażania, co policzkowania. Bywają bowiem takie sytuacje, w których jeden z panów ma chęć spoliczkowania innego pana, wszakże dystans towarzyski jest na tyle wielki, że ten pierwszy zastępuje gest słowami. 

Czytelnikowi należą się tu wyjaśnienia. Po pierwsze nie dotyczy to pań, czyli dam. Panie nie mogły dochodzić swoich praw honorowych, w szczególności naruszenia ich godności. W ich imieniu mogli występować tylko panowie – ten, kto nie stanął w obronie towarzyszącej mu damy, tracił miano człowieka honoru.

Po drugie kwestia posiadania praw honorowych bywała wielce skomplikowana. Jeśli jest się człowiekiem honoru, to nie można się poczuć obrażonym przez osobę, która honoru nie posiada. 

POLECAMY

Są w każdym języku słowa, za pomocą których nazywa się rzeczy i które tworzą rzeczy2. Słowem można nie tylko przepraszać, ale też nadać imię (ochrzcić), można złożyć ślubowanie albo przysięgę, można komuś wymierzyć karę (skazać), można o coś poprosić (złożyć prośbę) i tak dalej. Bo przecież słowa służą nie tylko temu, aby coś komuś powiedzieć, poinformować kogoś. Kiedy mówimy (w terminologii Austinowskiej: używamy aktów mowy) właśnie coś robimy. Tu mieszczą się także te nasze słowa, którymi obrażamy (czynimy obrazę). 

Obrazić można, co prawda, także gestem, pozostańmy jednak przy słowach, zwłaszcza tych, za pomocą których tworzymy rzeczy. Natrafiamy tu jednak na swoisty paradoks: słowem obrażam (niniejszym cię obrażam) nie można nikogo obrazić. Inaczej jest ze słowami przepraszam, proszę, dziękuję, nadaję ci imię, skazuję cię na, obiecuję, przysięgam itp. Stosując je, dokonuję pewnej ekspiacji, proszę o coś, np. wybaczenie niezręczności czy wręcz grubiaństwa. 

Wróćmy teraz do obrażania. Już powiedziałem, że słowo obrażam nie obraża. Aby więc kogoś obrazić, muszą być spełnione także inne warunki. Po stronie obrażającego wcale nie musi być odpowiedni zamiar, intencja obrażenia. Pojawia się tu kolejne pytanie: kto o tym rozstrzyga: obrażający, obrażany czy obserwator. Oto przykład literacki: na zakończenie Wielkiej Improwizacji Konrad chce bluźnić: nazwać Boga carem. Tylko w bardzo szczególnych sytuacjach słowo car bywa interpretowane jako obraźliwe. 

Inny przykład – szkolny. Rozsądny nauczyciel historii nazywany – ze względu na srogość – Iwanem Groźnym oczywiście się nie obrazi, bowiem uczniowie nie są równi pozycji nauczyciela. Ten drugi przykład ma długą tradycję: aby mnie ktoś obraził, musiałby mieć pozycję towarzyską co najmniej równą mojej albo wyższą.

Przejdźmy teraz do obrażania się, czyli sytuacji, w której jestem skłonny powiedzieć, że czuję się obrażony słowem, które zostało w moim kierunku wypowiedziane. Również i tu pojawiają się językowe komplikacje. Bywają słowa traktowane jako obraźliwe 
eo ipso, czyli same przez się. Oczywiście nie zamierzam tu wyliczać wszystkich takich. Zamiast tego przytoczę przykład autentyczny. Podczas zabawy w dyskotece ze strony mężczyzny (chłopca?) pada komplement (sic!): Fajna z ciebie dupa z ryja. Dziewczyna obdarzona tym komplementem rozumie, że jej twarz podoba się partnerowi rozmowy. Oboje posługują się bowiem t...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy