Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

5 marca 2019

NR 3 (Marzec 2019)

Córy węgla

111

Na Śląsku górnicy są legendą. O górniczkach – ciężko pracujących kobietach, żyjących w świecie odwróconych ról społecznych – nikt nie wie. 

DAREK KUŹMA: Jak się dowiedziałaś o istnieniu kobiet pracujących fizycznie w kopalniach?

POLECAMY

ANETA NOWICKA: Urodziłam się i wychowałam w Jastrzębiu-Zdroju, gdzie działała i wciąż prężnie działa Jastrzębska Spółka Węglowa oraz kopalnia, w której kręcę „Córy węgla”. Ale jako dziecko nie miałam pojęcia, że kobiety pracują tam fizycznie w zakładzie przeróbczym. Później wyjechałam w świat, pracowałam jako reporterka i realizatorka filmowa, zostałam artystką sztuk wizualnych. Przeczytałam o tych kobietach w jakiejś gazecie i temat bardzo mnie zainteresował. W 2007 roku wykonałam serię fotografii portretowych jastrzębskich górniczek, a zdjęcia pokazano w ramach festiwalu filmów dokumentalnych
„Watch Docs. Prawa człowieka w filmie”.

Co cię zafascynowało w tych kobietach?

One żyją w krzywdzącej niszy, chciałam je z niej wyciągnąć. Początkowo zafascynował mnie ich etos pracy, siła fizyczna, hart ducha. Ale na tym się skończyło. Zamknęłam temat i skupiłam się na innych zajęciach, przede wszystkim na wychowywaniu dziecka. Po kilku latach zatęskniłam za opowiadaniem ciekawych historii i zaczęłam szukać pomysłu na film dokumentalny. Chciałam nawet wyjechać z Polski i nakręcić film o społeczności żyjących w matriarchacie poławiaczek pereł w Korei Północnej. Uświadomiłam sobie, że przecież mam na wyciągnięcie ręki ciężko pracujące kobiety, które żyją w świecie odwróconych ról społecznych.

Jak zdobywałaś ich zaufanie?

To nie było łatwe. Nie rozumiały, dlaczego ktoś chce o nich kręcić film. Nie uważały się w żaden sposób za wyjątkowe, wręcz wstydziły się tego, że wykonują męską pracę. Na dodatek kojarzyłam im się z kimś z nadzoru, bo zawsze przyprowadzał mnie do nich jakiś kierownik z kopalni. Były wobec mnie bardzo nieufne. Musiałam je przekonać, że nie chcę ich skrzywdzić ani wykorzystać. Teraz odwiedzam je w ich domach, znam ich rodziny.

Kopalnia była przychylnie nastawiona do takiego projektu?

Nie, z kopalnią i z miastem też nie było łatwo. Nie chciano upubliczniać tego tematu, mieliśmy nawet czasami problemy z otrzymaniem przepustek, żeby wejść na teren kopalni. Teraz jest inaczej, projekt ma poparcie władz miasta i szefów Jastrzębskiej Spółki Węglowej, ale wymagało to miesięcy mozolnej pracy. Muszę jednak przyznać, że ten wysiłek pomógł mi w kształtowaniu ostatecznej wizji filmu.

W jaki sposób?

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak wiele osób nie chce nagłaśniać tego tematu – miałam problem nawet ze sfilmowaniem Barbórki, czyli święta górników, które jest wydarzeniem zarezerwowanym wyłącznie dla mężczyzn. Te kobiety żyją nie tylko w pracowniczej niszy, ale także na marginesie społecznym. Zarabiają mniej od górników, mają gorszą pozycję. I to wcale nie jest nowy problem. W latach 60. i 70. w kopalniach pracowały tysiące kobiet, ale nawet nie przychodziło im do głowy, żeby walczyć o jakieś przywileje. Teraz jest ich znacznie mniej, ale myślenie się nie zmieniło. Wydaje mi się jednak, że bohaterki mojego filmu to już ostatnie pokolenie takich pracownic, młode dziewczyny nie chcą harować w takich warunkach w kopalni.

To kwestia pokoleniowa?

Częściowo tak. Pracujące tam kobiety są po czterdziestce i wyznają zupełnie inny etos pracy. To znaczy, jak się wybiera pracę, to na całe życie. I trzeba szanować pracę, bo zapewnia stabilizację. Tylko że ta stabilizacja jest pozorna, wynika z przywiązania do pewnego sposobu myślenia o życiu i o samej sobie. One zresztą często nie lubią tej pracy, i trudno im się dziwić. Próbowałam pracować z nimi, żeby zobaczyć, jak to jest, żeby trochę lepiej je zrozumieć – muszę powiedzieć, że to było straszne. Z trudem udawałam, że daję radę. Wstydziłam się przed nimi, że one pracują tak codziennie, a ja padam po kilku godzinach.

Kobiety górniczki nie są słabsze od mężczyzn?

Nie, bardzo dobrze pracują. Są zaskakująco silne. Podziwiam je za to, że robią coś, co nie przynosi im satysfakcji, a jednak trwają w swoim wyborze. Tam nie ma taryfy ulgowej ze względu na płeć. Jak trzeba przerzucić kilka ton węgla, to przerzucają. Stoją przy taśmach przebierczych, wyciągają złom. To ciężka praca fizyczna, wokół panuje niewyobrażalny hałas. Cały budynek dosłownie drży w posadach. Fascynujące jest natomiast to, że wielu górników nie wie o pracy kobiet w kopalni, wydaje im się, że w tym budynku są tylko maszyny. Gdy słyszą, że w kopalni harują też w pocie czoła kobiety, raczej się z tego śmieją. 

A one się nie buntują przeciw takiemu traktowaniu? 

Nie. Zostały wychowane w podporządkowaniu pewnemu systemowi i ludziom, którzy nim zawiadują. Na Śląsku górnicy są legendą, całe rodziny dumnie funkcjonowały przy kopalniach. Kobiety górniczki nigdy nie otrzymywały takiego szacunku jak górnicy. Dla moich bohaterek to niezwykle trudna sytuacja, nie czują, że mogłyby być dumne z tego, co robią. Gdy mąż jednej z moich bohaterek namawiał ją, żeby uszyła sobie mundur górniczy, bardzo się zdziwiła, bo nie przyszło jej do głowy, że mogłaby, tak jak koledzy z kopalni, nosić mundur. 

Kopalnia nie uznaje jej pracy za męską, ale jednocześnie pozbawiła kobiecości?

Trochę tak. W filmie chcę opowiedzieć również o tym, co te kobiety musiały zrobić z poczuciem kobiecości, swojego ciała, żeby tam pracować. Podam przykład: kiedyś w kopalniach znajdowały się zbiorowe łaźnie, w których myły się całe pokolenia kobiet. Matki i córki widziały się po raz pierwszy nago, co było dla nich szokujące, bo przecież w konserwatywnych śląskich rodzinach  nagość jest tematem tabu. Kobiety na kopalni czuły się zatem odarte z intymności. Tym bardziej że to trudna praca w systemie trójzmianowym, po 8 godzin dziennie. Kiedyś nie miały nawet porządnych butów, tylko kalosze zdzierające kostki do krwi. 

Do łaźni i butów też przywykły?

Po pewnym czasie człowiek przywyknie do wszystkiego – mówią. W przypadku łaźni stało się jednak coś dobrego, bo gdy już zaakceptowały fakt, że tak to musi wyglądać, to wytworzyła się między nimi jakaś więź, wspólnota.

Jedna z twoich bohaterek marzy o byciu kosmetyczką. Co ją powstrzymuje? 

Wydaje mi się, że w tej chwili problemem jest nie tyle kwestia finansowa, co tak wielkie przywiązanie do pracy, że trudno tej kobiecie zdobyć się na większą zmianę. Nawet na rzecz marzenia, które wydaje jej się nierealne. Czasem tkwimy w czymś, co nie jest dla nas dobre, ale wydaje nam się, że tak będzie lepiej, że mamy jakąś kontrolę nad życiem. Ja też mam takie doświadcze...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy