Kozłowski Tomasz

Wewnątrzsterowność dla opornych

Rozmawiając ze studentami pierwszego roku poprosiłem ich o ocenę ogólnego poczucia strachu przed przyszłością, jakkolwiek rozumianego, gdzie 1 oznacza święty spokój, 10 – panikę. Średnia dla grupy oscylowała w okolicach 6,5. Powody do niepokoju? Moim skromnym zdaniem – o tak. Zwłaszcza, że gdy sam byłem na pierwszym roku bałem się dużo mniej, jeśli nie wcale. Moi znajomi również. Nie przerażała nas nawet myśl, że po socjologii – podobno – nie ma pracy. Większość absolwentów Da Vinci znajduje pracę w czasie krótszym niż miesiąc. A jednak strachu w nich dużo. Symptomatyczne?

Z innej beczki: jak sądzicie, czego jest więcej? Samobójstw, czy zabójstw?

Wydawałoby się, że zabójstw, prawda? A nieprawda. To dość przygnębiające, Czytelniku, ale zgodnie z policyjnymi statystykami, istnieje dziesięciokrotnie większe prawdopodobieństwo, że powiesisz się, niż że zostaniesz przez kogoś zgładzony. O samobójstwach po prostu mniej się mówi. Ale nie zmienia to faktu, że są stosunkowo częste. W Polsce nawet o wiele za częste. W całej Unii Europejskiej należy nam się ponury brązowy medal.

Naturalnie, etiologia takiej pełzającej epidemii jest bardzo złożona, ale jeden z czynników, które mogą dokładać się do tego wisielczego rezultatu, dokładnie opisał Stephen Joseph na łamach ostatniej książki pt. „Autentyczność. Jak być sobą i dlaczego jest to ważne”. Autor, psycholog, ale i praktyk, bazując na analizie wielu przypadków dochodzi do genialnie prostej diagnozy: brak autentyczności może na krótki czas oddalić od nas niewygodę poznawczego dysonansu (to ten zgrzyt, kiedy nasza wizja świata nie pasuje do rzeczywistości), wraca jednak ze zdwojoną mocą i znacząco obniża dobrostan.

Cóż, zbliża się koniec roku… kolejny czas podsumowań. Abstrahując od faktu, że podobne bilanse na ogół wychodzą na niekorzyść (tak bowiem pokrętnie skonstruowany jest nasz umysł, kto nie wierzy, niech zajrzy do Daniela Kahnemana), i tak wielu nie potrafi sobie ich odmówić. Wówczas uroczyście poprzysięgać będą sobie, że nadchodzący rok będzie inny. Poćwiczę, wezmę się za siebie, za swój rozwój, swoją pracę, swoje relacje, swoją rodzinę i dzieci… A po kilku miesiącach ocknę się nad klawiaturą komputera, za oknem będzie dogorywać dzień, resztki kawy zasychają w kubku, praca nie skończona, znienawidzony szef właśnie wyjeżdża na weekend do spa, a ja – zestresowany i zmęczony zastanawiam się, gdzie popełniłem błąd.

Depresja, zagubienie, wykorzenienie, nieprzystawalność, rozpad więzi – to bolączki XXI w., niedługo bardziej „skuteczne” niż udar czy zawał. Problem zdaje się dotyczyć coraz większej części populacji (czego wyrazem jest choćby popularność podobnych książek). Joseph przekonuje, że do znacznej części takich cierpień przyczynia się właśnie brak autentyczności: zaprzeczanie samemu sobie, negacja swoich emocji, uczuć, pragnień, ale i konformizm, koniunkturalizm, lizusostwo, oportunizm.

Oczywiście, podyktowane jest to niekiedy czynnikami wewnętrznymi, ale obecnie równie często, jeśli nie częściej, bywa rezultatem oddziaływania środowiska. Wystarczy uprzytomnić sobie całą perfidię tzw. „kultury deadline’u”. Pośpiech i nastawienie na profit sprzyjają upowszechnianiu się autorytarnego – w miejsce demokratycznego – stylu zarządzania. A jeśli tak, to zespoły pracownicze coraz częściej funkcjonują pod groźbą odpowiedzialności zbiorowej, jeśli coś idzie nie tak. Unika się tej ewentualności na co najmniej dwa sposoby: pierwszy to szukanie kozłów ofiarnych, drugi to właśnie totalny konformizm, przypochlebianie się, które skutkuje różnymi mniej lub bardziej poważnymi zaburzeniami.

Joseph identyfikuje „trzy kroki do autentyczności” (i znowu magiczna liczba 3, jak gdyby adepci nauk społecznych tworząc swoje typologie nie znali innych liczb, ale to akurat szczegół): poznanie siebie, stanowienie o sobie i bycie sobą. Każdy z tych elementów wymaga stosownego treningu i – przyznać trzeba – autor podaje cały wachlarz stosownych praktyk, które przy niewielkim wysiłku, za to stosowane uparcie i systematycznie mogą w znaczący sposób przyczynić się do budowania wyższej samoświadomości, nawet w tak wymagającej epoce jak nasza. Stres wciąż można zniwelować. Więzi można pogłębić. Żyć w zgodzie ze sobą - również. 

Brzmi jak new ageowa ściema? Niezupełnie. Już David Riesman pisząc jakieś pół wieku temu „Samotny tłum” skonstruował pojęcie jednostek wewnątrz- i zewnątrzsterownych. Ci drudzy – powiedziałby zapewne Joseph – ilustrują typ mniej autentyczny, mniej wsłuchany w siebie a bardziej zainteresowany opinią całego otoczenia. I tym sposobem Riesmanowskie typy osobowości w rzeczywistości usianej facebookowymi lajkami powracają w wielkim stylu.

To kanon psychologii społecznej, który w wydaniu Josepha tłumaczony jest na zrozumiały, przystępny język. Powiedzieć, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie to nie utarty slogan. „Autentyczność” jest próbą diagnozy i odpowiedzią na wszelakie kryzysy tożsamościowe, których w dzisiejszych czasach trudno uniknąć i na które warto być przygotowanym. Autor stara się w zespół narzędzi wyposażyć nie tylko czytelników. Uwrażliwia ich również na pracę nad kondycją przyszłych pokoleń (dzieci i wnuków, które pod wpływem nowych mediów wydają się być szczególnie zagrożone).

Podsumowując – to książka bardzo potrzebna. Ale i pozycja dla odważnych. Wymaga szczerych odpowiedzi na kilka trudnych pytań. Warto na nie sobie odpowiedzieć. Jakoś nie mam zaufania do poradników, które oferują bezbolesną pomoc. Czy są na sali jacyś odważni?

Ostatecznie, kto powiedział, że życie zawsze ma być wygodne?

Kozłowski Tomasz

Kozłowski Tomasz

Wstecz