Dołącz do czytelników
Brak wyników

Szczepan Grzybowski

26 stycznia 2016

Poszmeraj mnie przyjemnie

0 255

Ogólnie to jestem wielce internetowy. Jeżdżę tą myszą i klikam i kółkuję tym kółkiem między przyciskami aż strach.

Dzięki tej swojej internetowej myszowatości trafiłem jakiś czas temu na opisy pewnego wzbierającego fermentem fenomenu, który ociera się, dosłownie, o sprawy mózgowe. Fenomen stał się już tak popularny, że postanowiłem na poważnie go wymyszkować i coś o nim skrobnąć (nie lubię słowa "skrobnąć", ale, uważacie, dalej jestem myszowaty).

POLECAMY

Zjawisko określane jest akronimem ASMR, który rozwija się jako Autonomous Sensory Meridian Response, czyli w wolnym tłumaczeniu "Autonomiczna Czuciowa Odpowiedź Szczytowa". Jest to jedna z głupszych pseudonaukowych nazw jakie widziałem i całe owo zjawisko od razu wszystkim powinno zacząć śmierdzieć jak śmierdzący ser.

Problem w tym, że można trafić na bardzo wiele komentarzy, opisów i deklaracji ludzi, którzy zarzekają się, że doświadczenia podpadające pod to zjawisko są ich udziałem. Nie ma powodów tym ludziom nie wierzyć, należałoby tylko się owym przeżyciom uważniej przyjrzeć.

Doświadczenie zasadza się na bardzo przyjemnym uczuciu mrowienia z tyłu głowy, spływającym po karku i plecach i czasem rozprzestrzeniającym się na kończyny, powstającym w odpowiedzi na pewien zakres bodźców. Odczucie jest podobne do doświadczenia delikatnych dreszczy czy gęsiej skórki. Bodźcami, które je najczęściej wywołują są, co bardzo ciekawe, pewne charakterystyczne dźwięki, przede wszystkim szeptanie (nawet ledwo słyszalne), odgłosy dotykania rozmaitych powierzchni (zwłaszcza drewnianych, materiałowych), stukanie palcami o przedmioty (np. klocki), stukanie przedmiotami o siebie, pocieranie, szeleszczenie, ugniatanie paczuszek, opakowań. Ważne, żeby wszystko było serwowane delikatnie i najlepiej w pobliżu naszych uszu. To uruchamia wyobrażenie dotyku, co istotne, bo wtedy tym łatwiej o przyjemne wzdrygnięcie i dreszcz.

Ludzie doświadczający ASMR, nie, tfu, wypluj tę trutkę! Nazwijmy to przyjemnym szmeraniem (PS). Ludzie doświadczający przyjemnego szmerania deklarują, że przeżycie pomaga im się zrelaksować, wypocząć a nawet dobrze zasnąć.

I tutaj jest pies pogrzebany (szkoda że nie kot). Mamy bowiem najwyraźniej do czynienia z techniką relaksacyjną, tyle że serwowaną przez innych. W prosty i być może rzeczywiście przyjemny sposób. Przede wszystkim chodzi o kanał, którym wędrują "wyzwalacze" doświadczenia - zmysł słuchu. Przy dźwiękach łatwiej nam się odprężyć, łatwiej zamknąć oczy, odetchnąć głęboko, rozluźnić mięśnie. Jesteśmy gatunkiem w pierwszej kolejności ocznym - wzrokowo napływa do nas większość ważnych, angażujących nas informacji. Otwarte oczy nieprawdopodobnie stymulują nasz mózg i podniecają system uwagi, nawet gdy nam samym wydaje się, że tak naprawdę nic nie robimy. W drugiej kolejności idzie o bliskość, pewnego rodzaju intymność, która rodzi się przy wyobrażeniach dotyku. Każdy lubi być głaskany, dotykany czule w czułe miejsca, przynajmniej w bezpiecznej, kontrolowanej sytuacji (kiedy sami pozwalamy na głaskanie). Głaszczą nas najbliżsi, ci którzy nas akceptują, z którymi jesteśmy związani. Poczucie bycia akcept...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy