Szczepan Grzybowski

Kuchenne kokolorum.

Po drugie muszę teraz tutaj natychmiast napisać coś o swoich ulubieńcach: DHA i EPA. To niedopuszczalne, że wcześniej nic o nich nie wspomniałem. Za tymi literkami kryją się związki jakich mało. Pomocne, pożądane, potrzebne. Nieodzowne, niezastąpione, nieocenione. Znaczy się są już oceniane i opisywane coraz lepiej i dokładniej i w tym cała rzecz, tylko zwlekam z ich tutaj nazwaniem, bo się boję, że coś przestawię przy ich przepisywaniu. Są nimi kwasy dokozaheksaenowy i eikozapentaenowy (udało się).

To wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, o których głośno od paru ładnych lat i nie bez kozery. Działają one cuda dla naszego mózgu (i całego organizmu, zwłaszcza serca i naczyń). Zapewniają one prawidłowe funkcjonowanie centralnego układu nerwowego, są bowiem bardzo ważne dla budowy i funkcji błon komórek nerwowych i kanałów jonowych, dzięki którym zachodzi wymiana informacji w synapsach a całe sieci neuronalne buzują aktywnością, podtrzymują swoją żywotność i rozwijają się. Co równie ważne chronią one przed zmianami neurodegeneracyjnymi (tak ze względu na umożliwianie prawidłowej pracy neuronom, jak swoje działanie przeciwzapalne). Osoby starsze (powyżej 65 roku życia) są szczególnie narażone na niedostatki i patologie w obrębie tkanki nerwowej (spowodowane często drobnymi zmianami niedokrwiennymi, wynikającymi z niedrożności małych naczyń w obrębie czaszki). O wiele, wiele mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia tych zmian, które są pierwszym srogim ostrzeżeniem przed demencją charakteryzuje osoby, u których stwierdzano większą obecność kwasów omega-3. W innych badaniach wiązano też obecność tych związków z polepszonym funkcjonowaniem poznawczym oraz nastrojem.

 

EPA i DHA to nektar i ambrozja mózgu. Problem w tym, że nie potrafi on ich syntetyzować. Czerpie je w całości z pożywienia. I teraz dochodzę do clou wpisu. Co jest najlepszym źródłem kwasów omega-3?

Ryby! Pyszne, piękne, tłustawe, zimnowodnolubne ryby takie jak łosoś (w mojej pierwszej trójce ulubionych ryb), halibut (pierwsza piątka ulubionych), tuńczyk, makrela a nawet dorsz (ten ostatni też w pierwszej piątce). By zapewnić sobie wszelkie cudowne korzyści kwasów omega-3 trzeba jeść ryby co najmniej 3 razy w tygodniu i - co bardzo ważne! - unikać ich smażenia (a dorsz smażony jest taaaki pyszny...). Szczerze polecam zapiekanie.

 

Ryby są chyba najlepszymi zwierzętami na planecie. Mówię to jako młodociany akwarysta, potem przez chwilę niedoszły a nieodżałowany i znakomity (w swojej głowie) ichtiolog a teraz smakosz i kuchta. Pewnym powodem do niepokoju jest rtęć, którą nieszczęsne zwierzęta chłoną. Z wymienionych przeze mnie gatunków ze względu na rtęciowe ryzyko należałoby może uważać na tuńczyka i makrelę.

Z ryb na pewno nie można zrezygnować. Są pyszne, piękne i świetnie się zapiekają.

Kiedy je przygotowuję i spożywam, mój mózg śpiewa piosenki.

 

I to jest moje po trzecie.

Po trzecie hej kokolorum.

Szczepan Grzybowski

Dr Szczepan Grzybowski jest psychologiem, pracuje w Zakładzie Psychofizjologii Instytutu Psychologii UJ. Obecnie zajmuje się problematyką mózgowej specyfiki rozpoznawania i kodowania słów związanych z doświadczeniem afektywnym.

Wstecz

comments powered by Disqus