Beata Banasiak-Parzych

Pół serio

Flirtów w dziejach ludzkości częściej zabraniano, niż do nich zachęcano. Jeszcze nie tak dawno amerykańscy stróże moralności mieli ręce pełne roboty, np. reprezentant hrabstwa Barry w stanie Missouri, niejaki Pritchard B. Hood w 1897 r. przedstawił w Kongresie projekt ustawy zakazującej flirtowania na wszystkich trasach kolei żelaznej. Panie z towarzystwa też nie próżnowały – wiosną 1923 r. w Waszyngtonie powstał Anti-Flirt Club, mający za zadanie ochraniać dziewczęta oraz młode kobiety przed zapędami ze strony automobilistów i rozmaitych 'dandified cake eaters'. Liga organizowała 'tygodnie bez flirtu' i upominała, by nie używać oczu do rozglądania się rozmarzonym wzrokiem ('stworzone wszak zostały do ważniejszych celów') i nie umawiać się z nieznajomymi mężczyznami ('mogą być żonaci, a wówczas licz się z przykrą niespodzianką').

Ale czasu się zmieniły. 'Ars Amatoria' Owidiusza od dawna nie figuruje w indeksie ksiąg zakazanych, a w księgarniach pełno poradników w stylu 'The Layguide: How to Seduce Women More Beautiful Than You Ever Dreamed Possible No Matter What You Look Like or How Much You Make' (w wolnym tłumaczeniu: 'Kup, a ulegną ci nawet Anioły'). W sieci ogłaszają się liczne szkoły uwodzenia, perswazji i wywierania wpływu, gwarantujące nie mniejszą skuteczność podrywu. W serwisach randkowych flirtują i single, i zajęci. Single - ponieważ są sami i dlatego, że łóżko wydaje im się czasami trochę za duże, albo nie mają z kim pójść na ślub przyjaciół. Ale sparowani? Znaleźli już przecież odpowiednie osoby i, z punktu widzenia ewolucji, często wykonali zadanie, tj. zadbali o przetrwanie swoich genów – czego więc jeszcze mogą chcieć?

Zdaniem naukowców tym, co ich motywuje jest... ciekawość. 'Flirt, to sposób przekonania się o wartości własnego partnera i zarazem bezpieczne przetestowanie alternatyw', uważa prof. Artur Aron z SUNY w Stony Brook. Dla biologów ewolucyjnych, korzyści płynące z flirtu są oczywiste: mężowie/żony nie zawsze 'się udają', dlatego flirtowanie (przynajmniej z punktu widzenia doboru naturalnego) przypomina rozważanie Planu B. Badacze przypuszczają, że jednostki biegłe w ars amandi, w przeszłości szybciej znajdowały sobie prokreacyjnych partnerów. Teraz, w najgorszym (?) przypadku, 'interakcja' z innym kimś upewnia ludzi, że dokonali jedynie słusznego wyboru, a przy okazji podsyca namiętność w związkach. Pytanie: na jak długo?

Wydajemy się być zaprogramowani do uczestnictwa w tej 'zabawie' - biologicznie lub kulturowo. Słynny humanoetolog i obieżyświat, Irenaus Eibl Eibesfeldt filmując afrykańskie plemiona zauważył, że tamtejsze kobiety w obecności atrakcyjnych mężczyzn wykazywały tzw. gotowość kontaktu identyczną, jak znane mu Europejki i Amerykanki. 'Wielu z nas przeczuwa, że flirt stanowi część uniwersalnego języka komunikacji, zwłaszcza tej niewerbalnej', twierdzi psycholog społeczny, prof. Jeffry A. Simpson z University of Minnesota. Uwodzenie przypomina taniec, do którego każdy zna kroki - ale czy jest świadomy ich wykonywania? Zdaniem autora 'Sex Signals: The Biology of Love', Timothy'ego Perpera, większość ludzi może nawet nie zdawać sobie sprawy, że flirtuje. 'Emitują zalotne sygnały, nie uświadamiając sobie nawet, jak ogromny potencjał one niosą'. Według seksuologa, niezwykłość flirtu polega również na tym, że pozwala w niezobowiązujący sposób ujawnić zainteresowanie drugą osobą i zachęcić do uczestnictwa w grze. 'A jednym z jej ekscytujących aspektów, jest nagłe uelastycznienie reguł interakcji społecznych. Tu nie chodzi o konkrety – przeciwnie. Flirt tylko otwiera niewidzialne drzwi. Nie jesteśmy na tak i nie jesteśmy na nie'.

Na flirt składa się jednak coś więcej niż mowa ciała czy znaczące gesty. Owszem, wszystkie one zawierają przydatne informacje – w kierunku potencjalnego partnera wysłany zostaje sygnał: nie zamierzam ani dominować, ani uciekać. Ale to zaledwie preludium do wyższej szkoły uwodzenia, jaką jest komunikacja werbalna.

A co się dzieje, gdy nie widzimy rozmówcy? W opinii badaczy, cyber-świat jest jednym z najbardziej interesujących 'laboratoriów flirtu'. To przestrzeń, gdzie zaczynają być ważne słowa, a nie język ciała czy niuanse. Wszystko odbywa się tu bez patrzenia sobie w oczy, za to z kosmiczną prędkością. Uczestnicy stają się bardziej bezpośredni, niepoprawni, myślący inaczej... 'Flirtowanie za pośrednictwem wiadomości tekstowych jest zjawiskiem fascynującym, choć nie ma jeszcze zbyt wielu badań na ten temat', uważa dr Antonia D. Abbey, psycholog społeczny z Wayne State University. 'Ale jedno jest pewne: w internecie ludzie otwierają się bardziej i są skłonni ujawniać więcej intymnych szczegółów, proces może więc przebiegać szybciej'. Badacze dostrzegają też drugą stronę medalu - już co trzeci mąż i co czwarta żona ma romans, a e-maile i SMSy coraz częściej stanowią dowody w sprawach rozwodowych.

Flirtowanie wydaje się nadawać życiu barw: poprawia nasze samopoczucie i działa ożywczo na relacje z ukochaną osobą, nie naruszając przy tym niczyich granic (ani stanu konta bankowego). Skoro tak – śmiało, flirtujmy! Oby odpowiedzialnie. A jeśli to możliwe, z własnym partnerem.

Beata Banasiak-Parzych

jest socjologiem rodziny, absolwentką Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, prezesem Stowarzyszenia na rzecz Niezależnych Inicjatyw Rodzinnych LATONA. Na portalu www.charaktery.eu prowadzi blog ekspercki.

Wstecz

comments powered by Disqus