Kozłowski Tomasz

Gdzie jest dyrektor Kudłacz?

czyli w poszukiwaniu e-autorytetu

Nie trzeba długo i wytrwale szukać, by w popularnym serwisie internetowym YouTube znaleźć liczne dowody na brak poszanowania ucznia dla nauczyciela, gdzie klasy szkolne stają się areną dla wszelakich prześmiewczych nadużyć. Nauczyciele bywają na przykład celem dla papierowych kulek – to oczywiście najlżejsze z przewinień – na regularnych rękoczynach kończąc. Jeszcze nie tak dawno można było w telewizji podziwiać charyzmę ucznia, który swemu pryncypałowi… wkładał na głowę kosz na śmieci. Zresztą, nie muszę daleko szukać. Mam okazję pracować ze studentami kierunków podyplomowych, w tym również z przygotowania pedagogicznego. Wśród moich słuchaczy nie brak nauczycieli. Jak jeden mąż utyskują oni nad erozja autorytetów. To tym bardziej umacnia mnie w przekonaniu, że nie jest to tylko puste zrzędzenie publicystów.

W takich sytuacjach staram się włączyć swoją antropologiczną wrażliwość i ostrożnie dopytuję: czy faktycznie „kiedyś było lepiej”, czy może nigdy nie było lepiej i po prostu starzejąc się, zaczynam narzekać? A moi studenci razem ze mną? I mimo wszystko, ostrożnie zakładam, że kiedyś faktycznie było lepiej. Albo: inaczej. Niewiele starsi ode mnie zgodnie potwierdzają, że w szkole można było kiedyś dostać „po łapach”, a jeśli tak – w domu czekała stosowna dokładka. Słysząc takie deklaracje przypomina mi się jednocześnie pamiętna scena z filmu „Pan Kleks w kosmosie”, w której dyrektor Kudłacz (grany przez Emiliana Kamińskiego), szef kosmicznej podstawówki śpiewa: „Bywa czasami, że jakieś dziecko próbuje mieć własne zdanie. Wtedy z nim krucho, wtedy z nim kiepsko. To dziecko dostanie lanie”. Po czym następował refren śpiewany przez międzyplanetarną dzieciarnię: „Sztywno, równo i posłusznie, a do tego bez wahania. Dyscyplina, dyscyplina! To podstawa wychowania!”. W świetle materiałów udostępnianych dziś przez młodzież tak dumną ze swoich wyczynów, brzmi to wręcz… nostalgicznie. Dziś taką piosenką oraz wykonującym ją profesorem Kudłaczem, zapewne zainteresowałby się prokurator.

Przyjmijmy zatem, że nie musimy udowadniać oczywistości. Upadek autorytetu jest dziś faktem, przy czym daleko temu zjawisku do młodzieńczej, krytycznej refleksji, typowej dla – choćby – wieku dojrzewania. Za moich czasów [sic!] za pionierów takiej walki z autorytetem uznawałem osiedlowych wyrostków, domorosłych punków, którzy z potarganymi włosami, w obcisłych sztruksach i wytartych skórzanych kurtkach, zasłuchiwali się w utworach „Siekiery”. Nawet jeśli rzucili w nauczyciela papierową kulką, można było sądzić, że jest w tym jakieś drugie dno, elementarna, ludzka niezgoda. Jakaś uparta potrzeba zamanifestowania swojej walki z systemem, jakaś refleksja. W porównaniu z wyczynami dzisiejszych uczniów – to postawa na wskroś humanistyczna, filozoficzna wręcz! Czy pokazywanie nauczycielce genitaliów (i takie bowiem można odnaleźć materiały) wyczerpuje znamiona refleksji filozoficznej – wątpię.

 

...więcej w lutowym wydaniu "Dyrektora Szkoły" - zapraszam do lektury!!!

Kozłowski Tomasz

Kozłowski Tomasz

Wstecz