Marcin Jaroszewski

Fasady

fot. MarioGuti/istockphoto

O konieczności, która bywa pułapką

Kiedy myślę o fasadach mam przed oczyma widok remontu staromiejskiej kamienicy. Chociaż właściwie trudno mówić o remoncie w jego słownikowym znaczeniu – z całego budynku pozostawiono jedynie front, dosłownie jedną ścianę, cała reszta została wyburzona i zastąpiona nową konstrukcją. Wiadomo, starówka, hotelowy inwestor, konserwator zabytków. Poza faktem, że prace budowlane miały inny, niż zazwyczaj „kierunek” (który zwykle upiększa elewację pozostawiając stare instalacje), poza inżynierskim kunsztem budowlanym, wrażenie robiła także sama okoliczność radykalnego oddzielenia tego, co wewnątrz, od tego, co na zewnątrz – głębi od fasady.

Nie każda zewnętrzność jest fasadą. W środowisku jakie stworzyliśmy nie sposób funkcjonować poza katalogiem konwencji – ról społecznych (choćby to była rola odszczepieńca i outsidera) Trudno wyobrazić sobie własną tożsamość bez aspektu pokrewieństwa z innymi członkami wspólnoty albo sposobu zdobywania środków do życia. Kłopot zaczyna się od momentu, gdy praktykowana rola w całości determinuje styl komunikowania się z innymi i/lub jest używana jako bariera w miejsce wzajemności.

Sama zewnętrzność nie stoi w opozycji do wewnętrzności: skóra nie jest antywątrobą, tak jak wątroba nie jest przeciwieństwem skóry. Oba organy są tym, czym są i mają właściwe sobie funkcje do spełnienia w ramach tego samego organizmu. Pozostają ponadto ze sobą funkcjonalnie związane. Dobrze, gdy skóra pozostając zdrową jednocześnie ze światem receptywnie łączy oraz chroni przed jego szkodliwym wpływem. Kłopot zaczyna się od momentu, gdy naskórek traci swoją elastyczność zanikając lub stając się zrogowaciałą skorupą.

Autoprezentacja nie musi być fałszywa, inaczej wszystkie treningi prowadzone przez doradców zawodowych jako przygotowanie do rozmów kwalifikacyjnych byłyby z gruntu nieetyczne. Świadome prezentowanie faktycznie posiadanych atutów jest częścią, że tak powiem, powszechnego tańca godowego – w okolicznościach towarzyskich, miłosnych, rynkowych i zawodowych. Kłopot zaczyna się od momentu, gdy ściśle kontrolowane i zaplanowane prezentowanie siebie jest jedynym akceptowanym sposobem ekspresji.

Czym byłaby więc fasadowość? Tu powiem o jednym ze sposobów jej rozumienia. Fasada jest sztucznym -ja stworzonym niegdyś dla obrony wątłego i przerażonego wnętrza, ochroną, która z czasem zostaje umocowana na tyle, że zaczyna sprawiać wrażenie ja-faktycznego. Gdyby zobrazować to metaforą kamienicy: wyobraźmy sobie, że wnętrze domu zostaje zdewastowane na tyle, że przebywanie w nim wydaje się nie do zniesienia. Wówczas front kamienicy – część, która pozostaje na widoku postronnych osób, zostaje użyta jako zasłona. Ma chronić poranioną  konstrukcję przed wzrokiem i dotykiem innych (gdy tylko jeden nieostrożny krok na trzeszczącej podłodze miałby grozić jej zarwaniem). Więcej nawet, koncentracja na fasadzie pozwala mieszkańcom w pewien sposób odwrócić wzrok od reszty budynku, do tego stopnia, że prawie o nim zapominają.Prawie, bo chociaż cała budowla zostaje niejako sprowadzony do jednej ściany reszta konstrukcji nie daje się zupełnie wymazać z pamięci (nawet jeśli pozostaje jedynie przeczuwana). Wtedy każdy, kto kwestionuje doskonałość i kompletność starannie pielęgnowanej, mającej zachwycać, fasady musi zostać potraktowany jako zagrożenie, nie mówiąc już o kimś, kto chciałby wejść do środka. To przecież intruz niosący ze sobą śmiertelne niebezpieczeństwo lękowo spodziewanej katastrofy. Fasada nie jest wówczas odgrywaną rolą, ani możliwą do korekty autoprezentacją, wydaje się być jedynym dostępnym sposobem bycia. To daje wyobrażenie o odwadze i determinacji tych, którzy będąc w takiej sytuacji podejmują próbę przeprowadzenia remontu – odzyskania swojego wewnętrznego domu.

Na Święta
Myśl o napisaniu tego tekstu nie była bynajmniej inspirowana nadchodzącym okresem świątecznym. Skoro już tak się złożyło, że o fasadowości mówimy w tym właśnie czasie niech będzie to przyczynek do życzeń: aby nasze konieczne elewacje były tylko elewacjami.


Marcin Jaroszewski

Marcin Jaroszewski

Psycholog, psychoterapeuta; mieszka i pracuje w Olsztynie.

Wstecz

comments powered by Disqus