Jedna, jedyna prawda

Podróże w głąb siebie

Rozmawiam ze znajomym o ludziach, którzy mają do siebie dystans. Przypomina mi się anegdota dotycząca umiejętności kulinarnych Marii Czubaszek, którą opowiada Wojciech Karolak w wywiadzie rzece Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz, że ja cię kocham...: „Z szarlotką było tak, że ją zrobiła i przemieściła z naczynia na talerzyk. I to było zdecydowanie coś pośredniego pomiędzy ciałem stałym a płynnym, z przewagą płynnego. Gdy zapytała, czy mi dołożyć, odpowiedziałem: Bardzo proszę, dolej troszeczkę”. Dopiero wtedy do niej dotarło, że to nie była czcza aluzja. I dolała. Znajomy odpowiada: ja nie jestem pewny, co picie wódki ma wspólnego z gotowaniem? Ta szarlotka to nie jest ciasto, tylko żubrówka z sokiem jabłkowym. Na tym polega ten żart, że ona mu tę szarlotkę zrobiła nie do jedzenia, tylko picia. Ja się upieram, że chodzi o ciasto z jabł­kami. Do rozmowy pod tytułem: „nic nie rozumiesz” przy okazji banalnego w gruncie rzeczy kontekstu jest jeden krok. Sytuację ratuje sama Czubaszek, dopowiadając w innym tekście, jak to była zdziwiona, że w przepisie na kaczkę „nie było żadnej informacji, że tego ptaka przed włożeniem do piekarnika należy rozmrozić”. Nooo zamrożonej kaczki do szufladki alkoholowego kontekstu wrzucić się nijak nie dało. 

Przykład banalny, ale już temat poważny. Jestem w stanie sobie wyobrazić, bo wielokrotnie sama doświadczałam i byłam świadkiem, jak z takich drobiazgów brały się awantury i kłótnie. A dzieje się tak wtedy, gdy rozmowa o szarlotce zmienia się w pole walki o rację. Szczególnie gdy nie ma kontekstu, który by sprecyzował, o co chodziło. W naszej rozmowie to samo słowo otworzyło dwie zupełnie różne szuflady skojarzeniowe. I to jest okej. Tak działa język. Nieporozumienia komunikacyjne często dzieją się wtedy, gdy jedno określenie językowe uruchamia r...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



 

Przypisy

    POZNAJ PUBLIKACJE Z NASZEJ KSIĘGARNI