Marcin Jaroszewski

Wszyscy jesteśmy poetami, w pewnym sensie

fot. furtaev/istockphoto

Nasze wspólne doświadczenie: czasy szkolnej ławy, lekcja języka polskiego, utwór liryczny, sakramentalne zapytanie: „Co autor miał na myśli?” i ta kryptologiczna praca poszukiwania ukrytych znaczeń (nie zawsze ukończona sukcesem).

 

Tak właśnie nabraliśmy przekonania, że metafora jest ekskluzywnym narzędziem warsztatu artysty literata, tak samo jak płótno i pędzel malarza, a partytura kompozytora. Pieczęcią na wszystko była wykuta definicja metafory jako językowego środka stylistycznego. Tu kończyła się nasza sympatia do przenośni. Poeci niech tam sobie kombinują; człowiek praktyczny wypowiada się jednak w sposób czytelny, tak, żeby go bliźni bez niedomówień i niuansów zrozumiał. Co niektórzy na czas młodzieńczych miłości na chwilę do liryki powrócili, lecz i z nich większość koniec końców z metaforą własnej produkcji ostatecznie się rozstała. Większość z nas rozdział pod tytułem „używanie metafor” uważa za zamknięty. A tymczasem…

Okazuje się, że ludzki język bez metafory obejść się nie może. Więcej nawet, że metafora, jak przekonują Georg Lakoff i Mark Johnson, autorzy książki „Metafory w naszym życiu”, nie jest jedynie estetycznym zabiegiem językowym, ale istotą budowania umysłowego obrazu rzeczywistości. Inni słowy nasz sposób myślenia (i wypowiadania się) jest z gruntu metaforyczny. I to w sposób tak subtelny i naturalny, że zazwyczaj niezauważalny. Mógłby powiedzieć uradowany tym odkryciem użytkownik języka: „Nie czuję jak metaforyzuję”.

Weźmy za przykład opisy stanów wewnętrznych: „obniżonego samopoczucia” i „podwyższonego nastroju”. Zwroty zupełnie komunikatywne (a nawet w kontekście klinicznym – specjalistyczne), a to czysta metaforyczność, o czym przekonujemy się, gdy chcemy potraktować je dosłownie (proszę obliczyć wysokość stanu emocjonalnego w centymetrach). Metafora w tym miejscu polega na przeniesieniu znaczenia kierunku poruszania się w przestrzeni do opisu nieobserwowalnych bezpośrednio subiektywnych zjawisk psychicznych.

W ludzkim doświadczeniu „nisko” generalnie odpowiada uleganiu sile ciążenia lub presji, „wysoko” natomiast zawiera w sobie aspekt wznoszenia się i sięgania. Te uniwersalne doświadczenia zastosowane do opisu samopoczucia tworzą czytelne obrazy, czytelne intelektualnie i fizjologicznie. To swoją drogą niezwykłość metafory, w jednym „pudełku” dostarcza zawsze „dwie przesyłki”: semantyczną (związaną ze znaczeniem) i sensualną (związaną z postrzeganiem zmysłowym) – w języku psychologicznym powiedzielibyśmy o podwójnym kodowaniu. Najlepiej zilustruje to przykład. Zdanie 1. Temperatura powietrza to 35 stopni Celsjusza. Zdanie 2. Słońce grzeje jak rozpalony do czerwoności piec. Choć jedno i drugie opisują upalną pogodę, drugie (metaforyczne) jest jakby cieplejsze.

W ten właśnie sposób używając konkretu możemy rozmawiać o abstrakcjach. A, że metaforyczność, o czym już była mowa jest nieodzowna w komunikowaniu, niech zaświadczy jeszcze sam niniejszy tekst. Choć to nie literatura piękna, metafor w nim jak ziaren piasku na bałtyckiej plaży (to oczywiście analogia). Przyjrzyjmy się fragmentowi jednego z pierwszych zdań: „Tak właśnie nabraliśmy przekonania, że metafora jest ekskluzywnym narzędziem warsztatu artysty literata”; zobaczmy, że „przekonanie” (stan poznawczy w perspektywie stanu i jakości posiadanej wiedzy) wyrażony jest jako przedmiot, który można „brać”, a sam umysł jako pojemnik, który można wypełniać poprzez „nabieranie”, „metafora” będąca zjawiskiem językowym, oddana jest jako rzecz równie konkretna w swoim użyciu jak młot kowala albo koło garncarza.

Ustalenia wspomnianych wyżej językoznawców są jedną z hipotez w dynamicznie rozwijającym się aktualnie paradygmacie embodied embdedded mind. Perspektywa ujmowania umysłu jako biorącego swój początek i strukturę z pierwszych, zapisanych w sieciach neuronalnych, niemowlęcych kontaktów z rzeczywistością fizyczną (doświadczeń zmysłowych, orientacji i poruszania się w przestrzeni) jest wielce atrakcyjny – oświetla bowiem nowe obszary nieustannie nurtującego nas zagadnienia związku ciała i umysłu.

Osobiście lubię myśleć o zagadnieniu metaforyczności jako o złożach surowców znajdujących się tuż pod naszymi stopami. Zazwyczaj stąpamy po nich nie zdając sobie sprawy z ich rozległości i bogactwa. Nie tylko poeci dokonują tu swoich odwiertów.







Marcin Jaroszewski

Marcin Jaroszewski

Psycholog, psychoterapeuta; mieszka i pracuje w Olsztynie.

Wstecz