Wieści

Być rodzicem za granicą

W ostatnich dniach na ekrany kin trafił film „Obce niebo”. Opowiada on historię polskiego małżeństwa mieszkającego w Szwecji, któremu tamtejsi urzędnicy odbierają prawo opieki nad córką. Dziewczynka - bez pytania jej o zdanie - trafia do rodziny zastępczej. Rodzice nie mogą się z tym pogodzić.
Ingerencji ze strony instytucji opieki społecznej w życie rodzinne (często z niezrozumiałych powodów) doświadczyło wielu Polaków mieszkających w krajach zachodnich. O komentarz do historii przedstawionej w filmie poprosiliśmy psycholog dr Magdalenę Czub i rzecznika praw dziecka Marka Michalaka.

Dr Magdalena Czub*: Film, który niedawno wszedł na ekrany kin w Polsce wzbudza wiele emocji i prowokuje do dyskusji. Główne refleksje pojawiające się po obejrzeniu filmu dotyczą kwestii różnic kulturowych (zderzenia światów pozornie niewiele się różniących ale jakże różnych w głębszej warstwie wartości, odruchów i przekonań) oraz kwestii zakresu ingerencji państwa w funkcjonowanie rodziny. Wiele wypowiedzi na temat filmu, zarówno przed jego emisją jak i zaraz po, porusza te kwestie. Jednakże z punktu widzenia specjalisty pracującego z rodzinami (psychologa, pracownika socjalnego, kuratora czy sędziego sądu rodzinnego) sprawą najistotniejszą wydaje się problem kryteriów i procedur, na bazie których podejmuje się decyzje ważące na całym dalszym życiu dziecka oraz jego najbliższych. Ten problem z kolei prowadzi do refleksji  nad przygotowaniem specjalistów i ich zdolnością do posługiwania się rzetelną wiedzą i literą prawa przy równoczesnym zachowaniu czysto ludzkiej wrażliwości na drugiego człowieka.

W filmie jako główne kryterium decyzji podejmowanych przez specjalistów przedstawiono (zgodnie z wieloma systemami prawnymi i opieki społecznej) tak zwane „dobro dziecka”. Autorzy filmu bardzo sugestywnie zapraszają w ten sposób specjalistów (i nie tylko) do refleksji nad tym, często nadużywanym, terminem. Terminem, który sam w sobie nic nie znaczy, którego treść i zakres określa kultura, w której dziecko żyje, wiedza wynikająca z obserwacji i badań naukowych oraz (a czasem przede wszystkim) konkretny człowiek, który go używa. Film „Obce niebo” dostarcza wspaniałego „materiału szkoleniowego” dla specjalistów niosących na sobie ciężar decydowania o tymże „dobru dziecka”. Kadry filmu pokazują pracownika socjalnego obarczonego z jednej strony obowiązkiem ochrony bezpieczeństwa dziecka i wynikającymi z tego procedurami a z drugiej własnymi emocjami, które wzbudza w nim „obca” rodzina dziecka. Trudno powiedzieć czy to właśnie te emocje czy też nadmierna rutyna i wynikająca z niej powierzchowność działania prowadzą do decyzji, które widz odbiera jako bezduszne i krzywdzące.

Jako osoba, która przez wiele lat uczestniczyła w podejmowaniu decyzji o losach dzieci i rodzin po obejrzeniu filmu zastanawiałam się czego zabrakło w analizie „dobra dziecka” i co można/trzeba było zrobić inaczej. Co wspiera decyzję pracownika socjalnego, co ją neguje i co, być może, zostało zaniedbane w działaniach diagnostycznych. Efekty tych przemyśleń, dla uproszczenia,  przedstawia poniższa tabelka.

Wydaje się więc, że na etapie, na którym obserwowaliśmy sytuację dziecka w filmie nie było dostatecznych danych dla podjęcia jednoznacznej decyzji. I to chyba właśnie ten niedobór informacji i powierzchowność analizy sytuacji budzi tyle negatywnych emocji w odbiorcach filmu.

Kolejna refleksja, która nasuwa się po analizie działań specjalistów w omawianym filmie dotyczy tego, co można by nazwać osamotnieniem w podejmowaniu niezwykle trudnych decyzji. Aby unieść ogrom pracy koniecznej do wykonania (choćby przy zbieraniu rzetelnych informacji na temat rodziny), aby unieść niepewność co do słuszności swojej decyzji i możliwość popełnienia błędu konieczna jest praca w zespole – grupie ludzi o różnych kompetencjach, różnej wiedzy, emocjonalności i wrażliwości, którzy umożliwiają obiektywizowanie „dobra dziecka”, pokazują sobie nawzajem różne punkty widzenia i analizują sytuację z różnych stron. Wówczas łatwiej jest zrezygnować z poszukiwania szybkich rozwiązań i prostych wskaźników, można przestać chować się za procedurami.

I jeszcze jedna refleksja. Film pokazuje również, iż „dobro dziecka” to nie stan ale raczej proces. Ocena sytuacji dziecka jedynie pod kątem decyzji o oddzieleniu go od rodziców ma niewielką wartość. Konieczna jest równoczesna analiza mechanizmów funkcjonowania rodziny czyli odpowiedź na pytanie dlaczego dziecko nie może aktualnie przebywać pod opieką rodziców, a co za tym idzie co musiałoby się zmienić aby mogli oni sprawować opiekę, czy jest to możliwe, a jeśli tak to co należy zrobić aby tak się stało. Bez odpowiedzi na te pytania „dobro dziecka”, jak w omawianym filmie, jest jedynie nic nie znaczącym frazesem.

Dr Magdalena Czub* – psycholog. Prowadzi prywatny gabinet psychologiczny. W latach 2012-2015 adiunkt w Instytucie Badań Edukacyjnych w Warszawie, w latach 2000-2011 psycholog Terenowego Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Poznaniu, kierownik zespołu zajmującego się diagnozą i terapią dzieci wykorzystywanych seksualnie. Zarówno w działalności naukowej jak i w pracy z dziećmi i rodzinami zajmuje się wspieraniem wczesnego rozwoju społeczno-emocjonalnego, terapią dzieci krzywdzonych i ich rodziców oraz wsparciem rodzin zastępczych i adopcyjnych. Prowadzi szkolenia z zakresu znaczenia wczesnego rozwoju człowieka dla jego dalszego funkcjonowania psychospołecznego, diagnozy rozwoju społeczno – emocjonalnego i sytuacji rodzinnej dziecka oraz problematyki wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży. Jest autorką książek i publikacji w tych obszarach, min. książki „Zrozumieć dziecko wykorzystywane seksualnie”.

Marek Michalak, rzecznik praw dziecka: – Docierają do nas sygnały od Polaków zamieszkałych za granicą zawierające prośbę o pomoc w związku z działaniami zagranicznych instytucji państwowych. W większości prośby te pochodzą od osób mieszkających w Niemczech, Wielkiej Brytanii oraz Norwegii. Polacy kwestionują zazwyczaj decyzje służb socjalnych oraz sądów opiekuńczych, w wyniku których dzieci zostają zabrane spod ich opieki, dochodzi do ograniczenia lub pozbawienia władzy rodzicielskiej i umieszczenia dzieci w rodzinach zastępczych. Skarżą się, że nie są informowani przez instytucje o przyczynach odebrania im dzieci ani o miejscu, gdzie one potem przebywają.

Według konsulów w Norwegii, Wielkiej Brytanii i Niemczech, najczęstszymi powodami interwencji służb socjalnych są niezmiennie przemoc domowa, nadużywanie alkoholu, zaniedbania we właściwym wykonywaniu władzy rodzicielskiej.

W niektórych przypadkach interwencje służb społecznych są skutkiem znikomej wiedzy polskich rodziców na temat miejscowego prawa, różnic pomiędzy prawem polskim a prawem obowiązującym w nowym miejscu, różnic w zakresie uregulowania władzy rodzicielskiej, różnic międzykulturowych oraz w szczególności braku świadomości, jak miejscowe instytucje są uwrażliwione na kwestie naruszania praw dzieci oraz jak szybko i skutecznie reagują na wszelkie ich przejawy.
Rodzice powinni starannie przygotować się do wyjazdu za granicę, szczególnie gdy jest to wyjazd na dłużej lub na stałe. Warto zapoznać się z obowiązującymi przepisami, zasięgnąć porady w konsulacie, porozmawiać z osobami, które znają specyfikę funkcjonowania w tamtejszym społeczeństwie. To, co Polakom wydaje się zupełnie normalne, dla przedstawicieli innych państw może być powodem do interwencji służb socjalnych. Konsulaty pomagają obywatelom polskim, ale ich działania są ograniczone przepisami państwa, w którym się znajdują.

To samo zresztą dotyczy pomocy udzielanej przez nas. W krajach, gdzie powołano rzecznika praw dziecka, łatwiej jest pozyskać wsparcie lub inną pomoc, ale nie wszędzie są takie urzędy. Pomimo ograniczonych możliwości działania w stosunku do instytucji państw obcych, polski rzecznik podejmuje do wyjaśnienia każdą zgłoszoną do niego sprawę, przede wszystkim za pośrednictwem polskich placówek konsularnych lub rzecznika praw dziecka w danym kraju.

fot. od góry: 
Yulia Kozlova/shutterstock.com
Jola Lipka

Wstecz

comments powered by Disqus