Wieści

Wyjdź do ludzi

AGNIESZKA CHRZANOWSKA: Czym komunikacja „na żywo” różni się od kontaktów w sieci? Czy komunikacja on-line nie jest prawdziwa?
SUSAN PINKER:– Gdy rozmawiamy z kimś twarzą w twarz, utrzymujemy kontakt wzrokowy, wyrażamy siebie nie tylko za pomocą słów, ale też niewerbalnie, poprzez język ciała i dotyk. Uścisk, przyjacielskie poklepanie po plecach czy przybicie piątki sprawiają, że w naszym organizmie tryska kaskada hormonów, które sprzyjają zaufaniu, ułatwiają negocjacje, nie wspominając już o tym, że wzmacniają trwałe związki romantyczne!
Nasz gatunek wyewoluował do życia w grupie – w grupie, której członkowie odczytują nawzajem swoje intencje i emocje. Pozwala nam na to patrzenie sobie w oczy, obserwowanie, jak ktoś się porusza, gdzie patrzy. Komunikacja w sieci jest wspaniała, jeśli chcemy wymieniać się faktami, danymi, doskonale sprawdza się w wyszukiwaniu informacji i logistyce. Jeśli jednak nurtująca nas sprawa jest bardzo delikatna albo niezwykle złożona, jeśli chcemy rozwiązać trudny problem albo jeśli transakcja biznesowa, w której uczestniczymy, jest w krytycznym punkcie, wówczas zdecydowanie korzystniejszy jest kontakt bezpośredni. W takich sytuacjach spotkajmy się z drugą osobą w jednym pokoju, porozmawiajmy twarzą w twarz. Dzięki temu będziemy mogli odczytać znacznie większą gamę płynących od niej sygnałów.

Bezpośredni kontakt z pewnością ułatwia komunikację. Pani jednak przypisuje mu jeszcze większe znaczenie: uważa Pani, że interakcje społeczne są kluczowe dla naszego przetrwania – bogata sieć kontaktów twarzą w twarz tworzy biologiczne pole siłowe, które chroni przed chorobą.

– Julianne Holt-Lunstad, psycholog z Brigham Young University, wraz ze współpracownikami przeanalizowała 148 badań podłużnych dotyczących relacji społecznych i ryzyka śmierci. Okazało się, że większe szanse na długie życie ma osoba, która uczestniczy w różnych relacjach, niż ta, która rzuca palenie, przestaje pić alkohol albo zrzuca zbędne kilogramy, zaczyna regularnie ćwiczyć, szczepi się przeciw grypie i oddycha czystym powietrzem. I wcale nie chodzi tylko o kontakt z bliskimi przyjaciółmi, ale też z członkami rodziny, sąsiadami, kolegami z pracy, wiernymi z parafii i znajomymi. Innymi słowy, częste kontakty z przyjaciółmi i rodziną pozwalają w większym stopniu przewidywać, jak długo będziemy żyć, niż cokolwiek innego, nad czym mamy kontrolę. Jednocześnie wiemy, że trzy czynniki o 30 procent zwiększają prawdopodobieństwo przedwczesnej śmierci: mieszkanie w pojedynkę, częste odczuwanie samotności, rzadkie bezpośrednie kontakty z ludźmi. Nie ma znaczenia, czy ktoś jest nieśmiały lub woli spędzać czas w samotności – ludzi, którzy na co dzień mają mało prawdziwych kontaktów międzyludzkich, dotyczy większe ryzyko spadku odporności oraz większa podatność na choroby przewlekłe.

W ramach profilaktyki zdrowotnej najlepiej zatem na pierwszym miejscu postawić pielęgnowanie relacji z innymi.
– Gdy wchodzimy w kontakt z innymi ludźmi, uwalniane są hormony, które bardzo pozytywnie wpływają na zdrowie. W szczególności u kobiet wykształciły się specyficzne szlaki hormonalne, dzięki którym mogły komunikować się z małymi dziećmi, niepotrafiącymi jeszcze porozumiewać się w sposób werbalny. Kiedy kobiety wchodzą w interakcję z innymi – czy to pomagając im, czy po prostu nawiązując przyjazny kontakt – wydziela się oksytocyna. Hormon ten uśmierza ból i sprawia, że dobrze się czujemy tu i teraz. Obniża też poziom odczuwanego stresu i na dłuższą metę wzmacnia odporność.
Badania Steve’a Cole’a z University of California w Los Angeles pokazują, że zarówno u kobiet, jak i mężczyzn prawdziwy kontakt społeczny włącza i wyłącza geny, które regulują odpowiedź immunologiczną oraz tempo wzrostu guza. Amerykańskie badanie, które objęło trzy tysiące kobiet z nowotworem piersi, pokazało, że te z większą siecią przyjaciół miały cztery razy większe szanse na przeżycie niż pacjentki mające niewielu przyjaciół.
Inne badania pokazały, że relacje społeczne chronią także serce. 50-letni mężczyźni, którzy utrzymują aktywne relacje z przyjaciółmi, oparte na kontaktach twarzą w twarz, są mniej narażeni na atak serca niż samotnicy. Z kolei osobom, które przeszły wylew, bogata sieć kontaktów społecznych daje lepszą ochronę przed komplikacjami niż środki farmakologiczne.

Czyli przyjaźń nie tylko uprzyjemnia nam życie, ale jeszcze je wydłuża…
– Jeśli otaczamy się przyjaciółmi, z którymi regularnie się spotykamy, by poplotkować czy zjeść razem obiad, to nie tylko dobrze się bawimy, ale mamy też szansę żyć o piętnaście lat dłużej niż samotnicy.
To jasne, że w przyjaźni – zarówno tej, która objawia się w postaci konkretnego wsparcia oferowanego nam przez drugą osobę, jak i tej, która objawia się w postaci bardziej abstrakcyjnego wsparcia emocjonalnego – jest coś, co chroni nasz układ sercowo-naczyniowy i odporność, a także zdrowie psychiczne, gdy się starzejemy. Szwedzcy badacze stwierdzili, że wśród seniorów prowadzących aktywne życie towarzyskie wskaźniki występowania otępienia są najniższe. A to znaczy, że zamiast do rozwiązywania sudoku, lepiej zachęcać emerytów do utrzymywania kontaktów z ludźmi. Dobrym pomysłem może być na przykład przyłączenie się do klubu książki czy grupy karcianej albo wolontariat. Przyjaźń chroni ciało i umysł – naukowcy dopiero zaczynają dokumentować ten dobroczynny wpływ kontaktów społecznych.
Przywołana wcześniej historia Johna McColgana jest dobrym przykładem tego, jak silne więzi społeczne mogą przedłużyć życie. Pokazuje, że zaangażowanie w zazębiające się relacje społeczne przynosi efekty, jakich nigdy byśmy się nie spodziewali.

My jednak jesteśmy coraz większymi samotnikami. Coraz trudniej znaleźć nam czas na regularne spotkania z przyjaciółmi. Nie zapraszamy do siebie znajomych tak często jak dawniej, wolimy krótkie spotkanie między jedną a drugą sprawą do załatwienia. Wokół domów budujemy wysokie płoty, a sąsiadów znamy tylko z widzenia. Co dziś zagraża przyjaźni?
– Wiele przeszkód utrudnia dziś utrzymanie trwałych przyjaźni. Jedną z nich jest długi czas pracy. Obecnie ludzie bardzo dużo czasu poświęcają na pracę. Są też bardzo mobilni: przenoszą się z miasta do miasta i nie mają czasu albo chęci angażować się w relacje. Przeprowadzka do innego miasta, by podjąć tam lepszą pracę, może być pozytywnym krokiem, jego koszt może być jednak wysoki – zmiany miejsca zamieszkania nie sprzyjają głębokim przyjaźniom.

Całość rozmowy z Susan Pinker w październikowych Charakterach. Natomiast książkę Efekt wioski można do 15 października zamówić w obniżonej cenie i bez kosztów wysyłki. Szukaj na www.sklep.charaktery.eu.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: -„SAMOTNOŚĆ”

grafika: Paweł Kuczyński




Wstecz

comments powered by Disqus