Wieści

Logofilia, czyli pewien stan ducha

Kiedy byłam nastolatką popadłam na jakiś czas w dziwną chorobę. Całe dnie siedziałam i pisałam. Pisałam tak: „Siedzę przy biurku i piszę. Za chwilę wstanę i pójdę do kuchni. Przed chwilą zrobiłam sobie kanapkę. Teraz jem ją i piszę.” I tak dalej. Zapisywałam wszystko, każdą najmniejszą czynność, każdą myśl, każdy ruch. Od tego czasu pisanie zaczęło dziurawić moje życie. Stało się uporczywą koniecznością. Gdzieś czytałam, że chorobę taką nazywa się logofilią czyli koniecznością i przymusem pisania jako sposobem ratowania się przed zapaścią absurdu. Podoba mi się ta definicja pisania – jest taka patetyczna.
Czy pisania można się nauczyć? Tego nie wiem, ale wiem, że w pisanie się popada, tak samo, jak popada się w sen. W tym sensie można się go nauczyć, jak można nauczyć się śnić i pamiętać te sny. Pisanie i śnienie ma podobną dynamikę – jest to pewien stan ducha, który cechuje się otwartością na prze-pływ niezależnych obrazów, bez względu na to, gdzie znajduje się ich źródło.
Mam nieszczęsną tendencję do teoretyzowania. Kiedy próbuję sobie coś wytłumaczyć, natychmiast automatycznie wręcz pojawiają mi się w głowie zawiązki teorii, hierarchie, rozróżnienia, z którymi nie bardzo wiem, co robić, bo zwykle nie pasują do innych i które, tak myślę, niezbyt dobrze świadczą o stanie mojego umysłu. Wygląda na to, że nie pozbył się on jeszcze tych wstydliwych atawizmów. Więc:

Narracyjna Struktura świata
Przypuszczam, że dostępny nam świat jest zbudowany z narracji. Jakoś jest to związane z czasem, czas bowiem ma do czynienia z większością dostępnych nam zjawisk i rzeczy. Każda rzecz jest zanurzona w czasie, trwa w czasie, a więc jest „opowiadana przez czas” – i to jest właśnie narracja. Weźmy przykład pierwszy z brzegu. Na moim stole leży pudełko zapałek. Ono także ma swoją opowieść. Jest w nim drzewo, czy drzewa, z których je zrobiono. Ma więc w sobie las, a więc i słońca, które dzięki fotosyntezie budowały drewniane zapałczane ciała. A ze słońcami ma określone jakieś dni, jedne jasne i pogodne,
drugie deszczowe – są więc i chmury, które płynęły wtedy po niebie, może nawet burze, grzmoty, zapachy ozonu. To pudełko ma tak-że tartak i ludzi, którzy puszczali maszyny w ruch, a jeżeli ludzi, to ich rodziny, emocje, myśli, z którymi szli do pracy. Także kopalnie siarki (jak takie kopalnie wyglądają– nie wiem; tu potrzebny jest element sukkubacyjny w ich opowiedzeniu) oraz drukarnie etykiet zapałczanych, drukarzy itp. To tylko fizyczna strona pudełek zapałek. Istnieje jednak strona nie-materialna – cała historia panowania nad ogniem, wieki krzesiw, pożary. Także strona mitologiczna jest istotna – te wszystkie Prometeusze i Dziewczynki Z Zapałkami.
Chcę przez to powiedzieć, że każda rzecz jest zapętlona w narracje. A co dopiero ludzie i zwierzęta, którzy przecież na dodatek działają i sami tworzą ciągi zdarzeń. Więc wszystko, co postrzegam jest częścią narracji, ponieważ narracja jest odbiciem czasu w ludzkim umyśle, jest czasem przefiltrowanym przez umysł, który postrzega rzeczywistość w fenomenach.

Światy W Światach czyli Fraktalna Struktura „Ja”
Umysł ludzki czyli filtr rzeczywistości z przyczyn, których nie będę tutaj rozważać, został umieszczony w indywidualnej, niepowtarzalnej formie nazywanej „ja”. To „ja” jest strukturą hierarchiczną, ogromnie skomplikowaną, kto wie czy w ogóle opisy-walną. Tę jego pojedynczość i niepowtarzalność określa się zwykle pojęciem osobowości. Osobowość jawi się więc jako pewna część ja przystosowana do w miarę integralnego, powtarzalnego, przewidywalnego reagowania na zewnętrzne bodźce. Gdy coś niedobrego dzieje się z osobowością, gdy słabnie, rozpada się, reagowanie człowieka staje się nieadekwatne i człowiek wariuje. Jednak ta powierzchniowa część struktury ja nie może być absolutnie uważana za całe ja, bowiem w procesie jej rozwoju powstają także osobowości próbne, nierozwinięte, osobowości nieudane i porzucone, osobowości daremne, ponieważ z jakichś względów nie nadawały się do użytku. Pozostają one ukryte w formie szczątkowej, zatrzymane w rozwoju, a czasami nawet rozwijają się w miarę swobodnie gdzieś w katakumbach ja. Czasami miewają nawet coś do powiedzenia. Każda taka osobowość ma potencjalne cechy całego systemu, w sprzyjających warunkach może zapoczątkować jakiś wewnętrzny świat. To właśnie z nich czerpie ten, który pisze, zmyśla i wymyśla. To właśnie na nich opiera się tworząc postaci do swoich narracji. W ten sposób każda, nawet najbardziej nieprawdopodobna postać jest samym autorem.
Im słabszą osobowość dominującą ma ten, który pisze, tym większy ma dostęp do osobowości alternatywnych. Tym bardziej przekonujące postaci potrafi stworzyć. Dla-tego, być może, wielu z tych, którzy piszą ma skłonności do odlotów.

Wewnętrzny Szemrzący Strumień
Nieskończona obszerność samoistnych zdarzeń odbieranych przez ludzki umysł jako narracje płynie przez nieświadome lub pół-świadome piwnice psychiki i tworzy coś, co nazywam Wewnętrznym Szemrzącym Strumieniem. Są to opowieści, które opowiadają się same, odwieczne szepty, dialogi, bajki, plotki i przywidzenia całego bytu. Toczą się one bez początku i końca. Mamy do nich czasami dostęp we śnie – stajemy nad tą miejsca-mi mętną, miejscami krystalicznie przejrzystą rzeką i zadziwiamy się: skąd mi też coś takie-go mogło przyjść do głowy. W tych tak głębokich pokładach umysłu czas traci swoją orientującą rolę – narracje istnieją tam jednocześnie. Można to sobie wyobrazić tak, jakby cała historia ludzkości istniała teraz jako wieczne zdarzenie. W tym „teraz” zdarzenia ulegają wielokrotnym, aperiodycznym powtórzeniom, pewne elementy mieszają się i zapętlają. Każdy dramat dzieje się teraz i cały czas. Jak się tam dostać, jakie zaklęcie pro-wadzi do tego sezamu?
Zasugerowałam wcześniej, że jest to sen. Lecz nie jest to droga dla wszystkich. Większość ludzi nie potrafi działać we śnie świadomie ani zachować świadomości z jawy. Widzi więc Wewnętrzny Szemrzący Strumień, ale nie umie nabrać z niego wody i wy-nieść na jawę.
Istnieje jednak inny stan, który można lepiej kontrolować niż sen – to moment przed zaśnięciem, tak zwana faza hipnagogów. Jeżeli usypia się dość uważnie, będzie się miało możliwość usłyszenia czy zobaczenia Strumienia. Będą to niezwykle kolorowe obrazy, czasem precyzyjne, czasem całkiem dziwaczne i zgrzytliwe. Albo usłyszy się urywki zdań, zindywidualizowane głosy postaci, strzępki dialogów, opisy, wyliczenia i teorie. Wszystko w ogromnym miszmaszu, ale bardzo, bardzo rzeczywiste.Ponieważ wiemy więcej niż wiemy.

Istnieje wreszcie pewna typowo pisarska technika medytacyjna zwana aktywną wyobraźnią. Polega ona na tym, że najpierw koncentrujemy się na określonym punkcie w przestrzeni, nastroju, obrazie lub wydarzeniu i czekamy aż uruchomi się łańcuch towarzyszących temu fantazji i wyobrażeń, które stopniowo przyjmą dramatyczny charakter i z czasem zaczną żyć swoim życiem i rozwijać się wedle własnej logiki. To nie jest zwykłe marzenie. Aktywne wyobrażanie jest przeciwieństwem świadomego wymyślania. Dramat, który jest w nim przedstawiony zmusza obserwatora do wzięcia w nim udziału. Tworzy się zupełnie coś nowego. Tak mówią psychologowie.

Wewnętrzny Szemrzący Strumień może stać się dla tego, który pisze źródłem nie-ustających inspiracji, nieoczekiwanej pomocy, gotowej ściągi. istnieje bowiem grupa te-matów-kluczy: Zycie i Śmierć, Miłość, Samotność, Dlaczego Jest Jak Jest, Zło, Moja Wolność itd. Wyrażają one wciąż te , same treści, zmieniają się tylko środki ich wyrażenia, a te zależne są od kolorytu, jakiego nabiera każda epoka.

Pisanie Inkubacyjne i Pisanie Sukkubacyjne

Myli się ten kto sądzi, że pisanie jest czymś w rodzaju aktywności wizyjnej czy też pisania automatycznego lub spisywania wewnętrznych onirycznych zdarzeń. Takie pisanie, które stwarza jakąś rzeczywistość (to znaczy takie, któremu czytelnik ulega) ma bardzo silne odniesienie do jawy, jest przekonywające.
Inkub – to średniowieczny demon, który wchodzi w ciało rzeczywistej kobiety. Suk-kub to średniowieczny demon, który po-zwala w siebie wejść rzeczywistemu ciału mężczyzny. Zachowuję te piękne metafory do określenia dwóch rodzajów aktywności tworzenia przy pisaniu.

Przyjmijmy, że zostaliśmy zainspirowani przez Wewnętrzny Szemrzący Strumień, wymyśliły się nam już wydarzenia, które opisze-my, pojawiły się już w naszym umyśle postaci. Powiedzmy, że aktem świadomej woli chcemy umieścić perypetie w tartaku i niestety nie wiemy, jak taki tartak wygląda. Musimy się w tym momencie zachować sukkubacyjnie czyli, jak ów średniowieczny demon, wejść w obszar rzeczywistości konkretnej, w obszar rzeczywistości tartaku. Możemy to zrobić po-przez bezpośrednie udanie się do niego, czy też wyobrażenie sobie, jak pracuje tartak, wy-obrażenie oparte na fachowej lekturze.

Pisanie inkubacyjne jest otwarciem się na inspirację płynącą z wewnątrz. Pisanie sukkubacyjne – otworzeniem sobie zewnętrznej rzeczywistości, skłonieniem jej żeby nas za-inspirowała. W pisaniu inkubacyjnym forma jawi się jako immanentnie zawarta w treści; w sukkubacyjnym – można sobie formę do-wolnie wybrać.
W prozie, którą lubię, istnieją oba te sposoby pisania. Proza tylko sukkubacyjna wy-daje mi się nudna. Proza tylko inkubacyjna – niezrozumiała.

Dwa Miejsca, Z Których Się Pisze Czyli I Kto To Mówi
Pisanie z miejsca zwanego „ja” jest pisaniem świadomym. , Ja" pisze zwykle w ten sposób, że zbiera, zestawia, wspomina, opiniuje, ocenia, nawiązuje, wyraża emocje. Po-trafi być dowcipne i rezonerskie zarazem. Potrafi się buntować i samookreślać. Najlepiej mu wychodzi, kiedy zajmuje się samo sobą. Jeżeli jest szczere i uczciwe, potrafi na-pisać wielkie dzieła. Nawet wstrząsające. Lecz Pisanie z „ja” ma swoje ciemniejsze strony, ponieważ nie rozumie istoty czasu, nie ma wglądu w przeszłość i przyszłość (co najwyżej może je sobie wyobrazić) ani w umysły innych ludzi (co najwyżej może je porównywać do siebie samego).
Pisanie z Obserwatora jest krańcowo inne. Obserwator to poziom świadomości, który istnieje ponad jednostkową osobowością, ba, nawet gdzieś na pograniczu „ja” i „nie-ja”. Dzięki niemu człowiek może obserwować sam siebie z ogromnego dystansu, może obserwować wszystkie inne składowe „ja”, a czasami nawet rzucić okiem na „nie-ja”. W prozie Obserwator przejawia się zwykle (ale, mój Boże, nie zawsze) w trzecioosobowym, beznamiętnym, wszystkowiedzącym narratorze, który nie jest „ja”. Sądzę, że wielu z tych, którzy piszą wie, o co mi tutaj chodzi. Ciemniejszą stroną Obserwatora jest niska samoświadomość i pewna odlotowość.
Jedni piszą łatwiej z „ja”, inni z Obserwatora. Gdy się jest w jednym punkcie, trudno jest zrozumieć drugi, chociaż, jak sądzę, są to dwa bieguny tego samego kontinuum.

Co Najmniej Cztery Sposoby Pisania
Nie jest tak, że ten, który pisze, pisze jak chce. Nic, co zostało już napisane, nie mogło być napisane inaczej. Pisze się tak, jak się potrafi i musi. Tak, jak na to wskazuje czasowa konfiguracja tego, co wewnętrzne i tego, co zewnętrzne, zwana psychiką człowieka. Nie bardzo ma się wpływ na to, jak się pisze. W tym sensie i na tym poziomie bezowocne pozostają wszelkie próby nauczenia kogoś, jak ma pisać (patrz podrozdział „Forma do-klejona"). Mówiąc to, co wewnętrzne, mam na myśli pewne predyspozycje osobnicze, temperamentalne, powiedziałabym. To zaś, co zewnętrzne, to przede wszystkim moment czasowy w tu i teraz, sytuacja, potrze-ba chwili i wreszcie – moda.

W konsekwencji mamy co najmniej cztery sposoby pisania. Pierwszy koncentruje się na doznaniu, świadectwie zmysłów. Pisze się o tym, co się widzi, słyszy i czuje dotykiem czy węchem. Skupia się na działaniu, akcji, na przedmiotach. Takie prozy są zwykle bardzo plastyczne, apetyczne i przekonujące. Potrafią być naturalistyczne i dosadne. Zwykle nazywają się realizmem, naturalizmem czy behawioryzmem (choć zależy to też od innych czynników, które nie są przedmiotem niniejszej rozprawy). Czytelnik ma wrażenie, że widzi, słyszy i czuje opisywane doświadczenie. Głęboko w nim uczestniczy. Świat przedstawiony daje wrażenie konkretności, namacalności. Upraszczając, aby dać przykład – tak zmysłowo pisał Proust, ale także Hemingway.

Przeciwnym sposobem pisania jest pisanie przeczuciowe, intuicyjne, wizyjne i oniryczne. Świat przedstawiony jest tu mało konkretny, taki, jakim jawi się być. Postaci – mało krwiste i tak zarysowane, aby łatwo mogły być kimś zupełnie innym. Opisywana rzeczywistość jest ledwie naszkicowana, w każdej chwili zdolna do pęknięcia i przełamania się w coś zupełnie innego. W takim pisaniu liczy się intuicja w sensie przeczucia. Grają sensy, słowa, niedopowiedzenia. Takie prozy często bywają poetyckie lub sajensfikszowate. Koncentrują się na znaczeniu, często są bogate w podteksty i klucze. Przykładem takiej litera-tury jest Apulejusz, Dante, Wilde, a współcześnie – mój ukochany Dick.

Następną parą jest pisanie emocjonalne i intelektualne.Pisanie emocjonalne jest pisaniem romantycznym. Bierze się ono z usilnej chęci wyrażenia swoich i cudzych emocji różnymi możliwymi środkami. Jest to pisanie na buncie, na goryczy i rozczarowaniu, pisanie na-znaczone piętnem wartościowania. Tworzy często światy spolaryzowane, niesprawiedliwe, sprawiedliwe, dobre i złe. Stoi po jakiejś stronie. Potrafi być zaangażowane w walkę o jakieś coś i budzić emocje w czytelniku; wtedy czytelnik spłakuje się towarzysząc emocjonalnie bohaterom, współczując im. W swej historii. pisanie takie bardzo ulegało wszelkim wpływom politycznym, ponieważ ludzka emocjonalność jest najbardziej za-gmatwaną, niejasną i podatną na manipulacje sferą istnienia. Takie pisanie ma tendencje do przełamywania formy i do eksperymentów, ponieważ zawsze czuje się formą udupione. Uczestniczy więc w rewolucjach, popycha na barykady. Ale też potrafi swą duszną uczuciowością tworzyć najlepsze literackie klimaty.

Jego przeciwieństwem jest pisanie intelektualne, które często z premedytacją korzysta z wszelkich form gotowych. Mówi się, że rozwija gatunek. Jest zawsze przemyślane, bywa perfekcyjne i konsekwentne. Dobrze czuje się w określonym gatunku – kryminale, harlequinie, ale także w reportażu i fikcji po-litycznej. Motywem przewodnim jest chęć zrozumienia tego, co się dzieje, popada więc w rozbudowane motywacje, konkrety, historyczność. Jeżeli eksperymentuje z formą, to z czystej formalnej ciekawości – co by było, gdyby: Jest sukkubacyjne, riserczowate, przy-tacza mnóstwo faktów, popada w błyskotliwe dygresje. Często prowadzi czytelnika do swoistego intelektualnego katharsis – nie wiedziałem, a teraz wiem. Nie rozumiałem, a teraz rozumiem. Obfite w pamiętnikarstwie, gdzie stara się opisać i pojąć to, co się wydarza.

Jasne jest, że trudno znaleźć czyste, nieskażone przykłady tych czterech typów pisania, podobnie jak trudno jest znaleźć czyste ludzkie typy, które funkcjonują na tych czterech poziomach. I chwała Bogu. To, co chcę tu pokazać, polega na istnieniu pewnej ograniczoności wyborów, jak pisać. Emocjonalne-mu, zbuntowanemu młodemu gniewnemu trudno będzie wsadzić się ze swoim pisaniem w czysty, klarowny, pozbawiony uczuć kryminał, gdzie krok po kroku, z precyzją mechanizmu narracja wiedzie intelekt do wyjaśnienia kto zabił (Ginsberg pisze „Pułapkę na myszy"). Albo odlecianemu wizjonerowi – marnować czas na zajmowaniu się tym, co kto je na obiad (Blake pisze „Ucztę Babette").


Stan Świadomego Snu, Stan Nieświadomej Jawy
Mówiąc pisanie mam na myśli nie samą aktywność zapisywania obrazów, myśli i uczuć na papierze, ale proces ich powstawania. Pisanie jest bowiem dla mnie nie czynnością, a stanem ducha. Wynika z tego, że można pisać nie zostawiając po sobie żadnego śladu na papierze ani na dyskietce. Jest to więc pewien sposób bycia oparty na szczególnej wrażliwości i uważności na świat i, o ile wiem, pisaniem takim zajmuje się więcej ludzi, niż to się komukolwiek wydaje.

W stanie umysłu zwanym dalej pisaniem najbardziej niebezpieczna potrafi być sama rzeczywistość. Ma ona bowiem skłonność do narzucania się i odwracania uwagi od siebie samej, a skupianiu jej na pozorach, które wytwarza. Za taki pozór można uważać samo życie. Zycie jest w stanie zniszczyć pisanie – wiedzą o tym ci, którzy mają na utrzymaniu rodzinę, angażują się politycznie, oddają się wszelkim możliwym stosunkom interpersonalnym itd. Pisanie potrzebuje wolnego czasu. Może jest nawet funkcją wolnego czasu.

O ile, jak powiedziałam wcześniej, pisaniu sprzyja stan świadomego śnienia, świadomego korzystania ze snu, tak nie sprzyja mu stan świadomej jawy. Ten, kto świadomie i intensywnie uczestniczy w jawie, czyli po prostu żyje, nie znajdzie w sobie energii do pisania. Będzie rodził, uprawiał, przeprowadzał, planował, dążył, ale nie pisał. Zeby pisać, trzeba niestety zrezygnować z ogromne-go kawałka tortu rzeczywistości. Trzeba umykać, unikać, chować się, wyłączać, kręcić, nie brać odpowiedzialności. Ci, którzy zbyt intensywnie żyją, nie piszą. Ci, którzy zbyt intensywnie piszą – nie żyją.

Czasami dobrze, gdy okoliczności życiowe tego, który pisze, są paskudne. Na piszących wyrastają dzieci, których rodzice się kłócą, dzieci, którym nie wychodzi w szkole, młodzi ludzie, którzy mają kłopoty z płcią przeciwną, nie nadają się do interesów, nie są specjalnie błyskotliwi ani piękni, nie mają tzw silnej osobowości ani „mocnych stron”. Wtedy jest łatwiej powiedzieć nachalnemu życiu „nie” i zająć się pisaniem.

Tworzone i opisywane światy są w gruncie rzeczy zawsze opisem rzeczywistości wewnętrznej, nawet gdy udają tzw realizm. Należy przecież pamiętać, że nie można udowodnić istnienia jakiejś rzeczywistości zewnętrznej; istnieje ona tak dalece, jak dalece jesteśmy ją w stanie postrzegać.

Przemożna Potrzeba
Do pisania potrzebna jest Przemożna Potrzeba. Prawdę mówiąc, nie wiem, skąd się taka bierze. Może to jest właśnie wspomniana na początku logofilia jako rodzaj choroby. Może to być nawyk werbalizowania myśli, nawyk lękowy, nawyk neurotyczny, nawyk samotnika, który nauczył się w ten sposób rozmowy z samym sobą. Zdaje się, że powstaje on dosyć wcześnie; może na piszących wyrastają dzieci, które miały wiecznie zajętych rodziców i których nikt nie słuchał.

Natchnienie
Natchnienie to poczucie, że jedne rzeczy idą gładko, piszą się łatwo. Sądzę, że rzeczy pisane w natchnieniu są jedynymi wartymi napisania. Jeżeli się czymś męczysz, odłóż to na bok – oto pierwsza i ostatnia rada, jakiej skłonna byłabym komukolwiek udzielić.

Uważność czyli Najważniejsza Cecha Tego, Który Pisze

Uważność to stan wiecznie otwartych oczu, zarówno tych zewnętrznych, jak i wewnętrznych. To otwarcie się na strumień, włączenie aktywnej wyobraźni, zaufanie obrazom, które chcą się opowiedzieć poprzez piszącego. Myślę, że jest stanem bolesnym i wyczerpującym. Po dłuższych stanach uważności potem ciągnie do alkoholu albo czegoś w tym rodzaju.

Masochizm czyli Równie Ważna Cecha
W pisaniu są momenty straszne. Dla mnie są to zawsze dwa miejsca: gdy obraz już po-wstał, już mówi i porusza się i teraz trzeba go pozamykać w słowa, oraz ten, gdy tekst już istnieje i teraz trzeba go uładzić, poprze-nosić wszystkie „się” za czasowniki itd. Do tego potrzebna jest pewna ilość masochizmu. Przemaganie bólu kręgosłupa, szczypania oczu, panicznej chęci ucieczki mają w sobie coś z ascetycznych hinduskich praktyk. Lecz masochizm jest piękną, ciemną, tajemniczą i księżycową stroną miłości do siebie.

Forma Doklejona
Forma jest immanentnie zawarta w treści, tak jak człowiek jest immanentnie zawarty w ciele. Skąd powstało w ogóle takie rozróżnienie – nie mam pojęcia. Mam przeczucie, że rzeczy wartościowe rodzą się od razu gotowe, opakowane; same przynoszą formę ze sobą. Język, który przychodzi sam, potrafi stać się zadziwiająco twórczy, ponieważ nie jest wymyślany, ale przeżywany.

Niewinność
Sądzę, że nie jest dobrze nastawić się na pisanie. Sądzę, że nie jest dobrze, gdy się dużo czyta. Sądzę, że nie jest dobrze, gdy się dużo wie. Najlepszy stan dla tego, który pisze, to zawsze stan początkowy, stan wyruszania w drogę, stan zaczynania, stan zero, stan bez właściwości. Trzeba pisać tak, jakby nikt przedtem nic nie napisał, jakby nie istniały dotąd żadne książki, ze świadomością, że zaczyna się od początku. Czyli – żyć, jak-by się miało jutro umrzeć; pisać, jakby wczoraj wszystko się narodziło. Patronem wszelkich pisarzy powinno się obwołać Głupca, postać z zerowej karty tarota. Nosi ona w sobie wszystkie potencje, wszystkie możliwe książki do napisania, pozostaje ciągle w ruchu, w każdym momencie wyrusza w jakąś podróż. A przy tym jest wystarczają-co z siebie zadowolona, żeby w ogóle odważyć się coś jeszcze napisać.

OLGA TOKARCZUK

foto: www.BillionPhotos.com/shutterstock.com

foto Olgi Tokarczuk: Grzegorz Zygadło (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC BY-SA 4.0-3.0-2.5-2.0-1.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0-3.0-2.5-2.0-1.0)], via Wikimedia Commons

Wstecz

comments powered by Disqus