Wieści

Skazani na piętno

Odpowiedzi na te pytania szukają: prof. Joanna Tokarska-Bakir, s. Małgorzata Chmielewska, dr Michał Bilewicz oraz prowadząca dyskusję prof. Krystyna Skarżyńska.

Krystyna Skarżyńska: – Od czego zazwyczaj zaczyna się proces piętnowania? Czy rodzi się dlatego, że dostrzegamy od razu, na pierwszy rzut oka, w osobie coś, co nam się nie podoba zanim jeszcze wejdziemy z tą osobą w jakiekolwiek relacje, czy też ów proces zaczyna się dopiero wtedy, gdy ta osoba próbuje wejść w relacje z grupą?
Joanna Tokarska-Bakir:
– Wydaje mi się, że w ujęciach psychologicznych piętno traktowane jest zbyt często w taki sposób, jakby możliwa była transakcja niełączona. Aby rzecz wyjaśnić, rozpoczynam od łacińskiego discriminatio i pokazuję dwa znaczenia tego pojęcia. Jedno to „rozróżniać”, a drugie – „dyskryminować“, z czym łączy się wykluczanie i piętnowanie. Tych dwóch znaczeń nie da się traktować osobno. To dwie strony tego samego medalu. Ten dualizm pojęcia jest ważny, bo społeczeństwo buduje się w oparciu o różnice. Impulsem do jego powstawania jest pragnienie bycia razem, bycia blisko, a więc upodobnienia, ale cieniem upodobnienia, obecnym w każdej sytuacji utożsamienia, jest też odpychanie, różnica.
Podobnie religie odróżniają jedność od jej pomnożeń, odróżniają jedność od wielości, odróżniają siebie od drugiego bliźniego, mają z tym bliźnim kłopot, w ten sposób pojawia się ugruntowanie różnicy – to jest cała historia biblijna. Musimy uważać, żeby w momencie, gdy nie podobają nam się skutki tego discriminatio, które wyklucza, nie dążyć też do zatarcia tego discriminatio, które oznacza samą w ogóle różnicę, bo to by oznaczało, że jesteśmy przeciw różnicy. Ja specjalnie akcentuję ten węzeł, bo dzisiaj piętno występuje przeważnie w tym negatywnym znaczeniu, jako coś, co szkodzi dobrostanowi. A piętno nie jest tylko tym. Istnieje piętno mądrości, piętno doświadczenia. Piętno pewnych spotkań, na przykład spotkania ze śmiercią. Istnieje w końcu piętno inności. W dzisiejszych czasach patrzymy na nie jako na ograniczenie naszej wolności. Ale nie ma tożsamości bez różnicy, a piętno jest radykalną postacią różnicy.
Dziś często zapominamy, że historycznym źródłem różnic między ludźmi zawsze były religie. Każda religia ma dwie funkcje: mistyczną, którą dziś bez trudu akceptujemy – człowiek dokonuje samopoznania w relacji do wszechświata, Boga – i drugą, klasyfikacyjną, z której akceptacją mamy problem. Religia mówi nam nie tylko o tym, czym w sensie pozytywnym sami jesteśmy, ale też przez negację mówi, czym być nie możemy. Wskazuje diabła, zło, różne jego demoniczne upostaciowania. Dziś buntujemy się przeciwko temu, uznając to za ciemnotę, a nas, ludzi bardzo często areligijnych – za oświeconych. Tymczasem jest to powtórzenie tego samego błędu, który opisywałam przy okazji discriminatio – próba wzięcia jednej strony monety. W moim ujęciu piętno byłoby więc tym, co wynika z nieusuwalności różnicy i z klasyfikacyjnej funkcji kultury i religii. Jasna i ciemna strona discriminatio jest nie do uniknięcia i nie ma się co pocieszać, że kiedyś zbudujemy taką kulturę, która nie wyklucza, bo ona nie będzie też odróżniać, a ja bym nie chciała żyć w takiej kulturze.

Małgorzata Chmielewska:
– Zgadzam się z Panią Profesor, że są dwa rodzaje piętna. Pierwsze, to jest piętno hańby, piętno, na które człowiek w oczach społeczności zasłużył sam. Tak napiętnowany został Kain i skazany na wykluczenie ze społeczności do końca życia. Drugie piętno jest niezasłużone, wynikające z pochodzenia, kalectwa, wyglądu zewnętrznego, sytuacji życiowej, materialnej – wszystkie te cechy odstają od reszty społeczności, do której dana jednostka należy albo też chce należeć.
Michał Bilewicz: – Definicja Jennifer Crocker funkcjonująca w psychologii społecznej mówi o tym, że piętno jest silnie związane z tożsamością społeczną, a tożsamość społeczna jest wynikiem przynależności do grupy. W większości badań psychologicznych tak się na to patrzy: mówi się głównie o przynależności do grupy stygmatyzowanej.
W Społecznej psychologii piętna nie odnalazłem czegoś, co bardzo chciałem znaleźć: nie pojawił się problem jednostek, które należą do naszej grupy, ale jednocześnie mają w sobie cechy lub zachowania, które czynią je trochę podobnymi do grupy obcej – np. mężczyźni zachowujący się w sposób kobiecy. W ciągu ostatnich lat powstało wiele prac o takich czarnych owcach, które koncentrują na sobie znacznie więcej niechęci niż prawdziwi członkowie grup obcych. Takie jednostki bardzo zagrażają spoistości grupy, a ta jest podstawą naszej tożsamości społecznej. Podobnie, nazywanie niektórych polskich liberalnych polityków Żydami jest formą piętnowania, którą łatwiej wyjaśnić na gruncie problemu czarnej owcy, a ten w książce nie został opisany.

Krystyna Skarżyńska: – Jak jest w Polsce? Czy istnieje jedno jądro, atrybut piętnowania, czy też różne grupy, społeczności piętnują różne rzeczy?
Michał Bilewicz: – Wydaje mi się, że jest tak jak wszędzie na świecie. Istnieją trzy kategorie, o których pisał Erving Goffman, czyli: piętnowanie ze względu na przynależność grupową – narodową, rasową, wyznaniową, piętnowanie ze względu na pewne wady charakteru, czy też w reakcji na brzydotę cielesną. Co jest szczególnie specyficzne w Polsce, to nieobecność skutecznej strategii radzenia sobie z piętnem. Myślę o takim działaniu zbiorowym, o takich ruchach, jak „czarne jest piękne” w Stanach Zjednoczonych. Ruchy te przyjmują istniejące piętno i starają się przekuć je w coś pozytywnego.
Strategia przekuwania piętna w coś pozytywnego jest jedynym trwałym sposobem radzenia sobie z piętnem. Chociaż działania kompensacyjne, czyli na przykład myślenie typu „jestem gejem, ale jednocześnie świetnym naukowcem”, są skuteczne jednostkowo, to nie zmieniają trwale sytuacji osób piętnowanych. Różne badania pokazują, że strategia przekuwania piętna w coś pozytywnego jest najlepsza, a strategie równościowe nie prowadzą do dobrostanu grup. Na przykład w badaniach Johna Dovidio nad tworzeniem szerokich kategorii grupowych jako metodzie równościowej radzenia sobie z piętnem – „wszyscy jesteśmy ludźmi: i wy, napiętnowani, i my, piętnujący” – okazało się, że wprawdzie strategia ta zmienia postawy nas, piętnujących, ale wcale nie satysfakcjonuje osób napiętnowanych, a co więcej – rodzi dyskomfort i wzmaga uczucia wrogie wobec grupy piętnującej. Nie są też efektywne strategie indywidualistyczne na zasadzie „wszyscy jesteśmy ludźmi, każdy uzyska tyle, ile sobie wypracuje”, a w Polsce takie strategie są najczęściej wybierane przez grupy stygmatyzowane.

Krystyna Skarżyńska: – Czy stygmatyzacja wynika z tego, co jest w obiekcie, czy to jest relacja między grupą, która stygmatyzuje a grupą stygmatyzowaną?
Michał Bilewicz:
– Zdecydowanie relacja. Język był wskaźnikiem przynależności grupowej.
Joanna Tokarska-Bakir: – Chciałabym się odnieść do tych strategii wychodzenia z piętna poprzez parady. Tego rodzaju strategie wydają mi się słuszne, niemniej chciałabym przypomnieć, że piętno, które się tak przezwycięża, jest tylko pewnym, bardzo specyficznym, jego rodzajem: osoba, która stygmatyzacji podlega, została tu napiętnowana niesłusznie, nie jest temu winna. Tymczasem historycznie piętno, sphragis, występowało zawsze w silnym kontekście moralnym i wiązało się najczęściej z upodrzędnianiem i dyskryminacją osób oskarżonych o przestępstwa, zbrodniarzy. Niezależnie od tego, że można lokalnie uznać kategorie przezwyciężania i napiętnowania opisane przez mojego przedmówcę jako słuszne i przydatne, to nie bylibyśmy zadowoleni, gdyby te sposoby wychodzenia z piętna do tego stopnia się zuniwersalizowały, żeby każdy skazany przezwyciężał swoje wykroczenie paradując.
Krystyna Skarżyńska: – Czy Pani sądzi, że jest coś w obiekcie stygmatyzowanym, że on się rzuca w oczy, jest inny, czy może jest nieprzydatny dla grupy?
Joanna Tokarska-Bakir: – Funkcja klasyfikacyjna jest oczywiście egzekwowana przez grupę. To, co grupa widzi w obiekcie stygmatyzowanym, nie ma nic wspólnego z tym, co „obiektywnie” istnieje w obiekcie. Obraz „obcego” jest wariacją na temat jego cech rzeczywistych i opiera się na zabiegach myślowych, które dobrze zna klasyczna retoryka: hiperbolizacji, elipsie, metonimizacji i innych. Jest to raczej poezja niż empiria.

Krystyna Skarżyńska: – Czyli jest to konflikt tożsamości?
Joanna Tokarska-Bakir:
– Skoro jesteśmy przy temacie, chciałabym jeszcze odpowiedzieć na pytanie o to, kto dziś w Polsce jest stygmatyzowany. Otóż uważam, że przesila się dziś w naszej atlantyckiej cywilizacji stary wzór człowieka. Na pierwszy plan aktywnej, nieustannie przyspieszającej kultury wysuwają się ludzie coraz aktywniejsi – umożliwia to technologia, coraz młodsi, piękniejsi i bogatsi – umożliwia to nauka. Z tym musi się łączyć piętnowanie innych, którzy nie są w stanie sprostać nowemu ideałowi. Nowy wzór tego, co ludzkie, łączy się coraz częściej z pełną kontrolą, sprawowaną nad własnym życiem, zaś podążający za nim wzór tego co nieludzkie – z utratą lub zupełnym brakiem kontroli nad własnym życiem. To jest tendencja globalna, nad którą warto się zastanowić w kontekście oświeceniowego ideału emancypacji. Ten obraz mnie hipnotyzuje: hiperkontrola jako coś, co nam z jednej strony sprzyja, bo pomaga realizować siebie, a z drugiej brutalnie nami zarządza, bo w oczach innych bez niej tracimy jakby przyrodzone cechy ludzkie. Tymi nie-ludźmi stają się wszyscy, którzy nie mają szans na autonomię: uchodźcy, chorzy terminalnie, starcy, okaleczeni. To jest piętno przyszłości.

Małgorzata Chmielewska: – A więc dwa tysiące lat temu pojawił się człowiek, który dał przynajmniej mnie odpowiedź, w jaki sposób zerwać przekleństwo piętna, które człowiek sam na siebie narzuca albo zostaje mu narzucone, dodatkowo go unieszczęśliwiając. Są takie sceny w Ewangelii: pierwsza, kiedy Chrystus rozmawia z Samarytanką – Samarytanie byli przez Żydów pogardzani – wywołując tym zdziwienie swoich uczniów. To spotkanie było przełamaniem bariery i piętna w stosunku do człowieka napiętnowanego przez społeczność, do której Chrystus należał. Druga scena to trędowaci – nie było grupy wśród ludów starożytnego Wschodu, a i do dzisiaj, która by wzbudzała większy lęk. Chrystus pozwolił, żeby oni się do Niego zbliżyli, co więcej – uzdrowił ich. W ten sposób wyrwał ich z tej marginalizacji, zdjął z nich piętno choroby i wykluczenia. Trzecia scena, to bardzo śmieszne spotkanie z celnikiem Zacheuszem. Celnicy byli grupą napiętnowaną przez porządnych Żydów, ponieważ byli to kolaboranci – współpracowali z Rzymianami, byli też złodziejami i zdziercami. I Zacheusz, który był VIP-em wśród celników, wlazł na drzewo, żeby zobaczyć Jezusa, który pokazał mu drogę powrotu do wspólnoty, z czego on chętnie skorzystał. We wszystkich trzech przypadkach Jezus uwolnił tych ludzi od piętna. To właśnie Jezus pokazuje i daje jedyną odpowiedź jak zwalczać piętno.
Chrześcijaństwo przyniosło odpowiedź, ale my musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego ja mam upośledzone dziecko? Dlaczego mam go nie skazywać na piętnowanie? Jeżeli nie odpowiemy, to nie będziemy umieli patrzeć na ludzi nie piętnując ich.
Ostatnia sprawa: czy u nas są ludzie napiętnowani? Oczywiście. Nie toleruję na przykład, jak ktoś o niewidomym mówi „ślepy”, a o ludziach bez dachu nad głową – „bezdomni”. Sam sposób mówienia o tych grupach jest zły. Na koniec podam przykłady piętna. Mój przybrany syn, który jest cygańskim Rumunem, był topiony głową w szkolnej ubikacji – dzieci go „myły”, bo był „brudny”. Zatrzymany przez policjantów w Ostrowcu Świętokrzyskim młody chłopak, mieszkaniec mojego domu, który leży 17 kilometrów od Ostrowca, został nazwany gnojowiatem – oznacza to pogardę dla mieszkańca wioski. I ci chłopcy, żeby odzyskać godność, muszą zrozumieć, że bez względu na to, jak są traktowani, mają niezbywalną godność jako stworzenia boskie.

Prof. dr hab. Krystyna Skarżyńska jest psychologiem społecznym, pracuje w Uniwersytecie SWPSj, gdzie kieruje Katedrą Psychologii Społecznej, a także w Instytucie Psychologii Polskiej Akademii Nauk. Zajmuje się relacjami i postawami interpersonalnymi, kryteriami wartościowania i postawami narodowymi. Napisała wiele książek, m.in.: Spostrzeganie ludzi; Psychospołeczne aspekty decyzji alokacyjnych oraz Psychologię polityczną.

Siostra Małgorzata Chmielewska, absolwentka biologii na Uniwersytecie Warszawskim. Najpierw pracowała z niewidomymi dziećmi w Laskach, organizowała pomoc dla kobiet z więzieniu przy Rakowieckiej w Warszawie. Od kilkunastu lat jest we Wspólnocie „Chleb Życia”, której jest przełożoną.

Prof. dr hab. Joanna Tokarska-Bakir, pracowniczka naukowa Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Slawistyki PAN.

Dr hab. Michał Bilewicz jest psychologiem społecznym. Wykłada na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie kieruje Centrum Badań nad Uprzedzeniami. Interesuje się problematyką uprzedzeń, konfliktów i dehumanizacji.

Zapis debaty ukazał się w Charakterach 2/2008
grafika: O lympus/shutterstock.com

Wstecz

comments powered by Disqus