Wieści

Rodzice nie „na niby”

„Nasz elementarz” przeznaczony jest dla uczniów pierwszych klas szkół podstawowych. W jednej z czytanek (pod tytułem „Portret mamy”, autorstwa Anny Onichimowskiej) bohater – Wojtek – chce narysować mamę, ale nie wie, którą. „Wcześniej mieszkał w różnych miejscach. Nie wszystkie mu się podobały. Teraz ma niby-mamę i niby-tatę”. Na te sformułowania oburzają się rodzice adopcyjni i zastępczy. Czy właściwie oddają one relację między dzieckiem i adoptującymi je dorosłymi oraz czy sześciolatki są w stanie dobrze zrozumieć istotę adopcji?

Bogda Pawelec jest psychologiem klinicznym ze specjalizacją II stopnia i certyfikowaną psychoterapeutką Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Specjalizuje się w pomocy psychologicznej w niepłodności. Autorka książek: Opowieści terapeutyczne o niepłodności. Czekając na bociana; Niepłodność. Pomoc medyczna i psychologiczna oraz In vitro. Ważne rozmowy na trudny temat:
– Użyte w elementarzu MEN zwroty są całkowicie niewłaściwe. Od 20 lat pracuję z osobami cierpiącymi z powodu niepłodności i wiem, że dla rodziców adopcyjnych określenia „niby-mama” i „niby-tata” są niezwykle bolesne. Wprawdzie osoby odpowiedzialne za wydanie książki tłumaczą, że tekst dotyczy rodziny zastępczej, ale mnie takie wyjaśnienie nie przekonuje. W przypadku rodzin zastępczych – inaczej niż przy adopcji – nie mówimy bowiem o stosunku rodzicielskim między dzieckiem a opiekunem.

Jeśli autorka chciała rzeczywiście przedstawić rodzinę zastępczą, to obok czytanki powinna być informacja: „Drogie dzieci, jeśli rodzice dziecka zachowują się fatalnie, nie potrafią go wychować, to sąd może – nie pozbawiając ich praw rodzicielskich – skierować dziecko do rodziny zastępczej, gdzie funkcje rodziców przejmują opiekun i opiekunka”. Ale czy ten temat rzeczywiście dziecko zrozumie?

Mogę zapewnić, że osoby, które podejmują się adopcji dziecka, wykazują niezwykle wysoki poziom dojrzałości, zrozumienia i świadomości tego, na co się zdecydowały. Zdają sobie sprawę, że muszą poczuć się w pełni rodzicami, zanim dziecko pojawi się w ich domu. Wiedzą, że to jest trudne rodzicielstwo, ale rodzicielstwo prawdziwe, nie „na niby”.

Dorośli, choć poczują ból, jakoś sobie z tym tekstem poradzą, natomiast dziecko, które usłyszy, że opiekujący się nim ludzie to „niby-mama” i „niby-tata”, może poczuć się ogromnie dotknięte. Trafiające do adopcji dzieci mają już zwykle za sobą różne traumatyczne przeżycia. Czy dziecko, które czuje się jakby „przyszywane”, ma szansę na stworzenie prawdziwej rodzinnej więzi, której tak bardzo potrzebuje?

Zawartość tego podręcznika to moim zdaniem kolejny przejaw fatalnego klimatu, jaki dotyczy w Polsce ludzi borykających się z niepłodnością. Jakieś 15 lat temu ówczesny minister zdrowia w odpowiedzi na apele o stworzenie pomocy dla niepłodnych par stwierdził, że niemożność posiadania dziecka jest przez nie w zasadzie zawiniona, bo najpewniej źle się prowadzą! Od kilku lat ludzie, którzy nie mogą mieć dzieci i robią wszystko, na co medycyna pozwala, aby leczyć niepłodność, słyszą, że są mordercami. Bo jeśli dzięki metodzie in vitro uda im się zostać rodzicami, to kosztem „zabójstwa rodzeństwa” dziecka, które się urodzi. Natomiast kiedy decydują się na adopcję, to słyszą, że są niby-rodzicami. Czyli można powiedzieć, że jeśli los ich tak źle potraktował, to wyjścia nie ma.

Kontrowersyjne sformułowania użyte w podręczniku przekazują uczniom komunikat, że ich kolega albo koleżanka są wychowywani przez „niby-tatę” i „niby-mamę”. A więc mogą przyczynić się do stygmatyzacji takich dzieci. Jeśli zaś dojdzie do jakiegoś konfliktu, adoptowane dziecko może usłyszeć: ty nie masz mamy i taty, masz rodzinę na niby. Bo dzieci rozumują w ten prosty sposób.

A nawet jeśli nic takiego się nie zdarzy, to porusza mnie, że rodziny adoptujące dzieci muszą się tłumaczyć, wyjaśniać dziecku, że to, o czym uczy się w szkole, to nieprawda. Bo oni są przecież jego prawdziwymi rodzicami.

Szkoda, że osoby odpowiedzialnie za wydanie podręcznika stać tylko na mętne wyjaśnienia, zamiast po prostu przyznać się do popełnionego błędu. Przykre jest również, że w rozpoczynającym się roku szkolnym pierwszaki znowu przeczytają o „niby-mamie” i „niby-tacie”.

foto 1: Mizina Oksana/shutterstock.com
foto2: archiwum autorki komentarza

Wstecz

comments powered by Disqus