Wieści

Aylana nie ma i nikt go nie zastąpi

Spróbujmy przenieść się w czasie do 1943 roku, wraz z możliwościami jakie dają nam współczesne media. Dziennikarze wojenni CNN z możliwie najbliższej odległości od drutów kolczastych transmitują na żywo dymy nad krematoriami w Auschwitz i informują o liczbie dziennej spalanych zwłok. Przeciętny Amerykanin oglądając wiadomości je właśnie kolację, wypija piwo i wychodzi na dancing. Niemożliwe? Tylko częściowo. Jakiś czas temu fakty jednej z polskich stacji telewizyjnych pokazały ofiary ataku sarinem podczas wojny w Syrii. Wielu z nas zachowało się podobnie.

Często naszą obojętność na cierpienia innych tłumaczymy niewiedzą, dystansem geograficznym, kulturowymi czy religijnymi różnicami, poczuciem braku winy. Dzisiaj nie możemy odwoływać się do tych argumentów, a do niektórych z nich nawet nie wypada. Nie możemy twierdzić, że nie wiedzieliśmy, jak Amerykanie podczas II wojny światowej. Zdjęcia, a nawet bezpośrednie przekazy z wojen, konfliktów, wszelkich form barbarzyństwa tłoczą się nam przed oczy w telewizji, internecie, gazetach. Dzisiaj ofiary tych wojen i barbarzyństw mamy na naszych własnych granicach, a nawet plażach. Obiegła niedawno świat informacja o 3-letnim małym Syryjczyku Aylanie, który zmarł na jednej z łodzi przewożących emigrantów. Ojciec wyrzucił go do wody, by ratować drugiego, żywego jeszcze syna. Ciało 3-latka morskie fale wyrzuciły na plażę luksusowego tureckiego kurortu niczym wyrzut sumienia.

Czy możemy odwoływać się do kulturowych i religijnych różnic? To nieprzyzwoite. Kiedyś, gdy zajmowałem się poglądami niemieckiego fenomenologa Maksa Schelera, dowiedziałem się od niego, że zwierząt nie można oceniać kategoriami moralnymi dobra i zła, gdyż nie mają one refleksyjnej świadomości. Myślałem wówczas, że świadczy to o ich bytowej niższości. Dziś mam inny pogląd. Choć zwierzęta nie stworzyły kultury i moralności, są poza dobrem i złem, są często wobec siebie altruistyczne. Ich bezinteresownego altruizmu nie ograniczają narodowe fobie, w tym ksenofobia, czystość rasowa, obrona kulturowej czy religijnej tożsamości. Zwierzęta nigdy nie stworzyły innym zwierzętom obozów koncentracyjnych ani nie oznaczały ich numerami. Dlatego możemy nauczyć się od zwierząt, że altruizm jest bardziej podstawowy niż kultura. Refleksyjna świadomość, której nie mają zwierzęta daje nam jednak pewną szansę. Wystarczy pomyśleć, że nie wybraliśmy ani miejsca, ani czasu swego urodzenia, że nie mamy wpływu na nasz los. W równym stopniu to ja mógłbym uciekać przed straszliwymi skutkami wojny, trwożyć się, czy wsiąść z dwójką synów do ciasnej łodzi, rozpaczać po ich utracie i trafić na zamknięte drzwi. Koczować na dworcu lub ulicy i doznawać poniżenia. Tylko przypadek sprawił, że mam gdzie mieszkać, co jeść, cieszyć się stabilnością i wolnością. Nie muszę zastanawiać się, czy wróg poda mi na obiad ciało mojego ugotowanego syna.

Tłumy uchodźców pukających do naszych drzwi, a niekiedy usiłujących je w desperacji wyważyć, to nie barbarzyńcy zagrażający europejskiej kulturze. Wręcz odwrotnie, sytuacja w jakiej się znaleźli często jest efektem eksportu europejskiej kultury w obszary ich życia. Nie możemy też operować liczbami. Człowiek to nie statystyka. Nie ma dwóch takich samych rozpaczy i łez. Każdy jest Aylanem, gdyż każdy ma swe niepowtarzalne narodziny i śmierć. Aylana nie ma i nikt go nie zastąpi. Przynajmniej w ten sposób chcę uczcić jego ślad na ziemi.

Mam wrażenie zbliżającego się przesilenia, jeszcze jednej próby człowieczeństwa przed jakim staje Europa. XX-wiecznej próby Europa nie zdała. Ofiary XX-wiecznych eksterminacji odnajdujemy jeszcze dzisiaj w trzecim pokoleniu. Jeśli nie zdamy tej próby, pogłębię się w przekonaniu, o którym już niejednokrotnie pisałem, że trzeba się wstydzić tego, iż jesteśmy ludźmi.

Prof. dr hab. TADEUSZ GADACZ,  filozof, uczeń ks. profesora Józefa Tischnera, autor m.in. książki „Historia filozofii XX wieku. Nurty.” Jest stałym felietonistą „Charakterów”.

grafika: John Kehly/shutterstock.com

Wstecz

comments powered by Disqus