Wieści

Ciekawość mnie motywuje!

Mateusz Kusznierewicz żeglarz sportowy, dwukrotny medalista olimpijski, dwukrotny indywidualny mistrz świata w klasie Finn oraz mistrz świata w klasie Star, pięciokrotny indywidualny mistrz Europy (również jako junior), wielokrotny zdobywca mistrzostw Polski. Po zakończeniu kariery zaangażował się w działalność społeczną, prowadzi też firmy szkoleniowe i turystyczne.

Krzysztof Śliwiński: Twoje żeglarskie medale, sukcesy biznesowe, działalność społeczna wymagają ciągłej motywacji. Skąd ją bierzesz?
Mateusz Kusznierewicz:
Motywacja to gra myśli. Składowa wielu czynników: ciekawości, pewności siebie, determinacji, zainteresowań, wyznaczania sobie celów, spełniania marzeń, chęci do życia i chęci do działania. To, co mi bardzo pomaga i motywuje, to marzenia i wyznaczanie celów. W moim życiu i usposobieniu jest bardzo dużo ciekawości i ciągłego zadawania pytań. Lubię pracę, aktywność, działanie. Każdy dzień zaczynam od swoistego rytuału: zastanawiam się, jaki dzień jest przede mną, co ciekawego może on przynieść, kogo spotkam na swojej drodze? Zaglądam do kalendarza i sprawdzam, jak mam poukładane spotkania i zadania. Skupiam swoją uwagę na celach dnia i zaczynam nimi żyć. Podczas takiej osobistej, porannej odprawy, budzi się moja ciekawość: kogo tam spotkam, co te spotkania przyniosą? W motywowaniu się pomaga mi to, że lubię to, co robię, interesuję się tym. Pomaga mi też doświadczenie, poczucie, że dużo trenowałem, przygotowywałem się. Wiem też, że jestem waleczny, zdeterminowany do osiągnięcia celu, lubię adrenalinę, rywalizację. Świadomość siebie i swoich możliwości powoduje, że jestem zmotywowany.

Rytuały początku dnia gwarantują efekty?
Uważam, że tego typu układanie w głowie planów dnia, służy motywacji. To sprawia, że z energią i pewnością siebie rozpoczynam dzień, w którym bardzo istotne są zadania, cele i ciekawość.

Prowadzisz wykłady na temat motywacji, osobistej skuteczności. Motywujesz do działania innych, a czy inni motywują Ciebie?
Rzeczywiście często zwracamy zbyt dużą uwagę na samomotywację. Jak ją wzmocnić, jak ją poprawić? Ale przecież każdego dnia mamy wokół siebie wiele osób. Możemy i powinniśmy z tego korzystać. To, w jaki sposób inni nas motywują i jak my na nich wpływamy, wydaje mi się bardzo ważne. Ułożyło mi się tak dobrze w życiu, że z żoną mamy spokojny, bezpieczny emocjonalnie dom, dwójkę małych dzieci i wzajemnie się mocno motywujemy. Do tego dochodzą przyjaciele, znajomi, mój wspólnik... Wzajemnie się wspieramy i motywujemy. Każdego dnia służymy sobie wzajemnie radą, wiedzą, wsparciem. Powinniśmy być otwarci i wrażliwi na motywację pochodzącą z zewnątrz.
Bardzo lubię obserwować innych ludzi. Ludzi sukcesu. Od małego interesowałem się ich drogami życia. Wybierałem sobie wzorce, które mi pasowały, bo to pobudzało moje zainteresowania. Wypytywałem rodziców, pytałem trenera o niektóre gwiazdy sportu. Do dziś mam swoich idoli ze sportu, biznesu, żeglarstwa. Słucham, co mówią. Czytam o nich. Śledzę ich w mediach społecznościowych. To są osoby z krwi i kości, które wcale nie musiały osiągać spektakularnych sukcesów, ale ich cechy charakteru albo osobiste cele są dla mnie ciekawe. Chętnie uczę się od takich osób, bo często odpowiedzi na nurtujące nas pytania są już gdzieś w świecie. Możemy korzystać z tych rozwiązań.

A jak się motywować, gdy praca, którą wykonujemy, nie jest naszą wymarzoną, gdy otoczenie wcale nas nie motywuje – wręcz przeciwnie, podcina skrzydła?
Po pierwsze proponuję skupić się na bieżącej sytuacji. Być tu i teraz. Nawet jeśli nie wszystko nam pasuje, bądźmy sobą, róbmy to, co do nas należy, skupmy się na naszym zadaniu, a w chwili jego realizacji cieszmy się tym, jakby to był nasz osobisty sukces. Ja w niesprzyjających warunkach i okolicznościach zawsze szukałem choć jednej pozytywnej rzeczy, która dawała mi radość i przyjemność na cały dzień. Po drugie, sugeruję równocześnie szukać rozwiązania lub alternatywy do tej sytuacji. Skoro praca nam nie do końca pasuje, to poszukajmy innej. Ale nie na siłę. Nie na wariata. Spokojnie. Niech to będzie przemyślana decyzja.

Skąd czerpać pomysły na siebie samego?
Podstawą do kreowania pomysłów na siebie są własne marzenia i wyraźnie wyznaczone cele. Bez marzeń i celu trudno iść przez życie z sensem. Bez marzeń i wyznaczonego celu żyje się z dnia na dzień, świat widzi się bardzo wąsko, jednowymiarowo. Jeśli mamy marzenie i nawet mały cel do osiągnięcia na drodze do spełnienia tego marzenia – to już coś. Te małe cele to powiedzmy: za dwa tygodnie chcę zrobić konkretnie to i to, np. przeczytać tę książkę, poznać taką osobę, przekonać ją do swojego pomysłu, zapisać się na ten kurs... One mogą być krokami do rzeczy ambitniejszych: w przyszłości chcę pracować np. w CERN w Genewie, zostać kosmonautą...
Bez marzeń, mniejszych i większych celów, trudno się motywować. Nie mając marzeń i celów, nie da się marzeń spełniać i celów realizować. Każdy człowiek, nie tylko młody, powinien – w miarę swoich możliwości, pomysłów, zainteresowań i cech charakteru – wyznaczać sobie cele.

Jak zaszczepiać w dzieciach, młodzieży takie myślenie?

Istnieje na to wiele sposobów. Ja u moich dzieci staram się przede wszystkim wzbudzać ciekawość. Na przykład rano, przy śniadaniu pytam moją córkę Nataszę, co ciekawego może się wydarzyć na przedszkolnej wyciecze nad morze, na którą właśnie się wybiera. Może znajdzie na plaży muszelkę? Jaka to może być muszelka? Jaką drogą będą szli nad morze? Co po drodze zobaczą? To powoduje, że Natasza uczy się zadawać sobie samej takie pytania, uczy się ciekawości świata. Odkrywa przy okazji też siebie. I zaczyna myśleć o muszelce, jako o pewnym celu, który jest w jej zasięgu. Nawet jeśli nie znajdzie na plaży żadnej muszelki, to będzie mogła opowiedzieć o tym, co się wydarzyło. Będzie mogła podzielić się tym, co było dla niej ważne, co ją poruszyło, zainteresowało. W takim podejściu upatruję mądrego rozwijania w dziecku dostrzegania marzeń, celów i dążenia do nich.

Jak Ty motywowałeś się, kiedy byłeś młodym człowiekiem?

Kiedy byłem nastolatkiem traktowałem żeglarstwo głównie jako dużą przyjemność i zabawę. Nie musiałem się do tego szczególnie motywować. To, co robiłem traktowałem w jakiś sposób na luzie. Wiedziałem, że po niepowodzeniu będzie sukces, zajmę piąte, trzecie, pierwsze miejsce w następnych regatach. Jednak nie chcę powiedzieć, że to przychodziło ot tak, bez wysiłku i dużej pracy. Przygotowania i sukces olimpijski były wypracowane w pocie czoła, z odciskami i krwią na rękach… Od tego czasu bardzo się zmieniłem i mogę powiedzieć, że dziś jestem zupełnie innym człowiekiem. Mam obecnie bardzo rozbudowaną samoświadomość i łatwiej przychodzi mi podejmowanie kluczowych decyzji.
W wieku 18 lat ma się prawo do niewiedzy na temat „jak żyć?” Warto mieć świadomość, że niektórym wchodzenie w dorosłe życie przychodzi łatwiej, innym trudniej. Część osób niejako się rodzi z umiejętnością sprawniejszego funkcjonowania w dorosłości, inni nie. Ci drudzy potrzebują więcej czasu, żeby zebrać doświadczenie i informacje płynące z zewnątrz.

Czy uprawianie sportu pomaga radzić sobie z porażkami, przeciwnościami losu, chwilami słabości, zwątpienia?
Zdecydowanie tak! Sportowcy na co dzień doświadczają sukcesów i porażek. Także jako kibice mamy obecnie bardzo wiele okazji, kiedy możemy przeżywać emocje sportowe. Sport jest pełen uniesień i upadków. Według mnie jest jedynym obszarem takiej polaryzacji emocji. Nie ma tego w życiu, w polityce, w biznesie. W obliczu wydarzeń sportowych rzadko jesteśmy obojętni. Ja jestem wdzięczny losowi, że przez tyle lat byłem związany ze sportem na najwyższym światowym poziomie. Prawda jest taka, że to za sprawą sportu jestem dziś człowiekiem mocnym i odpornym na stres. To w sporcie wypracowałem sposoby na to, by doprowadzić się na nowo do optymalnego poziomu pobudzenia…

Jak to robisz?
Mam kilka ćwiczeń, które mi w tym pomagają. Jak dzieje się coś takiego, że pojawiają się silne emocje albo doświadczam stresu, to przede wszystkim uświadamiam sobie ten stan. Mój bezpiecznik włącza się w chwili, kiedy zaczynają pocić mi się ręce i podświadomie przestaję równo oddychać. Wtedy mówię sobie: „zatrzymaj się”. I się zatrzymuję! Fizycznie i psychicznie. Następnie skupiam wzrok na jakimś punkcie odrobinę poniżej mojej linii wzroku. Nie przerywając podstawowej czynności, skupiam swoją uwagę na 10 głębokich oddechach. Przeponą. W tej samej chwili mówię sobie: „to nie jest problem, to jest Twoje zadanie”. Przywołuję do świadomości to, co w tym momencie jest naprawdę ważne. Co mam zrobić. Powtarzam, że to jest moje zadanie, wyzwanie…
Dzięki prostym ćwiczeniom oddechowym i sprowadzeniu myśli do prostych i bezpiecznych skojarzeń bardzo szybko wracam do optymalnego stanu pobudzenia i opanowania emocji. Takie kroki podejmuję też w chwilach silnych emocji pozytywnych, sukcesu, euforii, bo one również potrafią doprowadzić do złych decyzji. Wtedy robię to samo, czyli dążę do spokoju i opanowania się. Tych sposobów zarządzanie emocjami i radzenia sobie ze stresem nauczyłem się przede wszystkim w sporcie. Pomagali mi psychologowie sportowi, sam obserwowałem też siebie, a potem dołączyłem do tego techniki ludzi biznesu. To wszystko się ładnie wymieszało i dobrze dziś działa.

WRZEŚNIOWE „CHARAKTERY” JUŻ W SPRZEDAŻY! -
magazyn dostępny w punktach sprzedaży prasy oraz aż w pięciu różnych formatach cyfrowych: PDF, ePUB, mobi i edycje przeznaczone na iPady, iPhony oraz urządzenia z systemem Android.



Zobacz galerię wydania wrześniowego:

foto Mateusza Kusznierewicza: Łukasz Głowala/Agencja Gazeta

Wstecz

comments powered by Disqus