Wieści

Nośnicy hejtu

WIKTOR SORAL jest psychologiem społecznym, doktorantem w Instytucie Studiów Społecznych UW, współpracownikiem Centrum Badań nad Uprzedzeniami przy Wydziale Psychologii UW. Współautor publikacji Mowa nienawiści. Raport z badań sondażowych, wydanej przez Fundację im. Stefana Batorego.

Mowa nienawiści, hejt, cyberbullying wbrew pozorom nie są zjawiskami nowymi, ich przykłady można znaleźć w prasie z początków ubiegłego wieku, a nawet wcześniej.

Sama treść współczesnego „hejtu” nie różni się jakościowo od tej, którą można było zaobserwować w np. numerach „Der Stürmera” (nazistowskiej gazety, wydawanej w latach 1923–1945). Różnica polega jednak na charakterze ról, jakie przybierają osoby uwikłane w „mowę nienawiści”. Przed erą internetu podział na sprawcę (posiadającego odpowiednią pozycję społeczną, mówcę), ofiarę (cel wrogości) i obserwatora (właściwego odbiorcę treści) był jasno zdefiniowany i przynajmniej w krótkim okresie niewymienny. Obecnie, poprzez ogromne rozpowszechnienie portali społecznościowych, każdy może być sprawcą, obserwatorem i ofiarą jednocześnie.

W tych warunkach do rozpowszechnienia „hejtu” przyczyniają się nie tylko sprawcy (autorzy obraźliwych treści), ale również – być może przede wszystkim – bierni obserwatorzy, tj. osoby, które „udostępniają” tego typu treści, „lajkują” je lub zostawiają pod nimi komentarze (nieważne, czy pozytywne, czy negatywne), przez co zwiększają rangę wpisu. To bierni obserwatorzy są nośnikiem, poprzez który „hejt” dociera w końcu do ofiar. Ich obecność sprawia, że wroga treść uderza w ofiarę ze wzmożoną siłą. W tym sensie granica pomiędzy sprawcą a obserwatorem praktycznie zaciera się; jako elementy gigantycznej i złożonej sieci społecznej, sprawca i obserwator odgrywają równie ważną rolę w rozpowszechnianiu „hejtu”.

Badania, które przeprowadziliśmy ostatnio w Centrum Badań nad Uprzedzeniami przy Uniwersytecie Warszawskim, wskazują na mechanizm, który może sprzyjać rozpowszechnianiu się języka nienawiści. Uczestnikom prezentowaliśmy listy komentarzy internetowych. Połowa czytała neutralne komentarze, pozostali czytali stwierdzenia pełne nienawiści wobec różnych mniejszości. W krótkim czasie udało nam się zaobserwować istotne różnice pomiędzy grupami. Osoby czytające próbki „hejtu” oceniały mowę nienawiści jako mniej krzywdzącą dla mniejszości niż ci, którzy dostali neutralne komentarze; co więcej czytanie „hejtu” zwiększało poziom uprzedzeń wobec mniejszości będących ofiarami. Można przypuszczać, że ekspozycja na język wrogości uruchamia znany z wcześniejszych prac (m.in. nad wpływem ekspozycji na przemoc) mechanizm odwrażliwiania, tj. stopniowego zaniku reakcji na powtarzające się bodźce. Inne wyjaśnienie mówi, że przez kontakt z mową nienawiści dowiadujemy się, że obrażanie niektórych grup jest społecznie aprobowane i uzasadnione; i że w ich przypadku norma politycznej poprawności nie obowiązuje.

Wniosek? „Hejt” ma charakter samonapędzającego się procesu: bierność jednych sprawia, że inni uczestnicy życia społecznego stykają się z językiem wrogości, przez co sami stają się z czasem coraz bardziej bierni na tego typu treści, i przyczyniają się do tego, że „mowa nienawiści” rozprzestrzenia się. W takiej sieci bez znaczenia jest źródło „języka wrogości”: czy są to ekstremiści i radykałowie, czy wynajmowani przez wrogie sobie frakcje zawodowi „hejterzy”, czy są to politycy, dziennikarze i biskupi, czy może nastolatki znęcające się nad klasowym kolegą; „hejt” umieszczony w odpowiednim miejscu rozpoczyna swój własny, niezależny od źródła, „żywot”.

Zjawisko to ma poważne konsekwencje, często niedostrzegane lub bagatelizowane przez obrońców naiwnie rozumianej wolności słowa. Jak sugerują Laura Leets i Howard Giles reakcja na mowę nienawiści wśród mniejszości (etnicznych, seksualnych etc.) przypomina reakcję na każde inne traumatyczne przeżycie i może prowadzić do depresji, wyuczonej bezradności, uzależnień, a jak pokazały analizy Briana Mullena i Joshui Smytha – nawet do prób samobójczych. Warto pamiętać, że dziś nie tylko mniejszości, ale również my lub nasi bliscy bardzo łatwo możemy stać się ofiarami mowy nienawiści w sieci. Pozostając bierni, również się do tego przyczyniamy.

Halina Bortnowska, filozof, teolog, publicystka, współzałożycielka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Hejt wdziewa poplamiony fartuch rzeźnicki na koszulę śmierdzącą potem. W przeciwników ciska pacynami błota i odchodów, charczy, pluje i rzyga. Jego mowa nie jest artykułowana, to bełkot.

Posiadamy pewną szczególną broń do walki przeciw mowie nienawiści: to wiersz Szymborskiej, który jest pamięciowym portretem istoty nienawiści.

Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść.
(fragment wiersza „Nienawiść” Wisławy Szymborskiej)

Portret jest wspaniały, doskonale czytelny, ale wskazuje tylko jeden typ inspiracji złej mowy. Nienawiść jest w tym wierszu upostaciowana jako istota podporządkowana swemu pragnieniu zadawania ciosów, dziewczyna – terrorystka w mundurze lub okryta burką, jak zakonnica habitem, cała wewnątrz skoncentrowana na swym strasznym, samobójczym zadaniu. Nie zdradza, kim jest, aż nadejdzie ta chwila.

W moim szkicu pojawiła się burka. Rozumiem, że ten strój dziś budzi nieufność, a przecież nie jest on urzędowym przebraniem nienawiści. Burka może oznaczać rezerwę w kontaktach ze światem, strzeżenie własnej godności, troskę o skupienie. Źle, jeśli to wszystko od razu budzi nienawistne podejrzenia.
Szukając angielskiego odpowiednika tytułu wiersza Szymborskiej, wybrałam słowo Hatred. To słowo podobne do imienia – Hatred jak Mildred czy Harriet sugeruje nienawiść potężną i sprawną, jak strzała na cięciwie łuku.

Tego typu nienawiść też pewnie ma swoją mowę, ale zwykle milczy i uderza z zasadzki. W jej polskim imieniu tkwi taki sens – tak go odgaduję, choć tej swojej interpretacji nie potrafię uzasadnić.

Tak sobie przypuszczam, że nawidzić kogoś, to go chętnie i z radością widywać, lubić, przyjmować, wręcz kochać. Coś groźnego dzieje się, gdy partykuła nie sygnalizująca zaprzeczenie trwale przyrasta do nawidzić. Nienawidzić to z całą siłą odrzucać, skreślać, nie tolerować, nie znosić obecności. Nietrudno wyobrazić sobie mowę, która z tym harmonizuje. Może to być krzyk albo jadowity syk.

***

Ostatnio coraz częściej spotykam się z innym nazwaniem negacji bliźniego. Coś dla profesora Bralczyka – nie wiem, czy to już odkrył.
Hejt, hejtować, hejterzy (albo może hejciarze). Angielskie słowo służy polszczyźnie w postaci wyostrzonego kołka.
Obok nienawiści potrzebujemy jeszcze innego nazwania. Użycie słowa hejt, ściśle biorąc, utworzenie go na angielskim korzeniu (hate – nienawiść) dla potrzeb porozumienia w języku polskim, jest już faktem.

Hejt nie sięga po burkę. Wdziewa poplamiony fartuch rzeźnicki na koszulę śmierdzącą potem. Nie umie naciągać łuku. W przeciwników ciska pacynami błota i odchodów, charczy, pluje i rzyga. Jego mowa nie jest artykułowana, to bełkot. Słuchanie odgłosów, które hejt wydaje, jest czynnością przykrą i poniżającą także wtedy, gdy komunikowane są w wersji cyfrowej.

Piszę ten tekst, bo chcę wzbudzić w Tobie obrzydzenie, które warto odczuwać w kontakcie z produktami hejtu. Jeśli potraficie, postarajcie się przyprawić obrzydzenie politowaniem.

Grafika: Katarzyna Kasjanowicz

WRZEŚNIOWE „CHARAKTERY” - magazyn dostępny w punktach sprzedaży prasy oraz aż w pięciu różnych formatach cyfrowych:
PDF, ePUB, mobi i edycje przeznaczone na iPady, iPhony oraz urządzenia z systemem Android
.



Zobacz galerię wydania wrześniowego:

Wstecz

comments powered by Disqus